Z miłości do Fridy powstał salonik. Krysia Ruminkiewicz w swoim świecie

Z miłości do Fridy Kahlo powstał salonik. Krystyna Ruminkiewicz, konińska malarka, portrecistka, kolorystka uwielbia meksykańską artystkę. Maluje Fridę, gromadzi albumy, pamiątki, dodatki, które odtwarzają jej klimat.
W galerii stworzyła swój świat, który jest ucieczką od rzeczywistości. Miłość do Fridy zaczęła się do filmu biograficznego, w którym tytułową rolę zagrała Salma Hayek. - Po obejrzeniu filmu zaczęłam rysować. Potem była wystawa w Poznaniu. Po niej powstał pierwszy portret Fridy, ten z papierosem – mówi konińska artystka. - To nie jest odtwarzanie, ale moje widzenie. Bardzo chętnie ją maluję bo każda jest inna.
Ostatni portret jest nietypowy. To poduszka, która powstała na aukcję dla Kliniki „Budzik”, założonej przez Ewę Błaszczyk.
- 40 artystów z całej Polski dostało surową poduszkę, aby pomalować – mówi Krystyna Ruminkiewicz i pokazuje nietypowe dzieło. - Dom aukcyjny będzie oprawiał i wystawi na Zamku Królewskim w Warszawie, gdzie 20 kwietnia będą licytowane. Dochód zostanie przeznaczony na klinikę. Długo się zastanawiałam, co namalować? Stanęło oczywiście na Fridzie. Jest także budzik, zaczerpnięty z jej autoportretu.
Co takiego fascynującego jest w tej postaci? - Jej biografia chyba każdemu by dała siłę do działania. Ona przez tyle przeszła. Choroba polio, wypadek w wieku 18 lat, bardzo cierpiała, trudne związki, a mimo wszystko tworzyła swoje życie w obrazach. Jestem zafascynowana jej siłą, dziełami, kolorystyką. To moja bratnia dusza – przyznaje konińska Frida.
Marzeniem Krystyny Ruminkiewicz jest teraz duża wystawa poświęcona tej artystce. - Może nawet 30 obrazów. Mam pomysły na duże formaty, nawet tryptyki, może połączę ją z innymi bohaterkami od Klimta, czy Łempickiej. Chcę ją pokazać w innym towarzystwie.
Fridowy salonik, jak mówi się w rodzinie, to taki odrębny świat. Najpierw pojawił się tam portret, potem następne, przemalowane na kolorowo meble, poduszki. - To otoczenie daje mi energię. Zwłaszcza teraz, gdy mamy takie ciężkie czasy, przechodzę przez swój czyściec i jak wchodzę do saloniku to oddzielam się od tego wszystkiego. Bez telewizora, bez radia, z książką, z drutami, szydełkiem, albumem. Tam uciekam od rzeczywistości Zbieram myśli, szkicuję, żeby się od tego wszystkiego choć na trochę odizolować.
Mimo wszystko Krystyna Ruminkiewicz to taka konińska Frida, kolorowy ptak, twórcza, niezależna. – Nieraz łapię się na tym, że na obraz przenoszę kolory, które mam na sobie, ale to jest w moim wydaniu autentyczne.
Przesłaniem dla Krystyny Ruminkiewicz są zapisane w albumie słowa Fridy Kahlo. Maluję moją własną rzeczywistość. Jedyną rzeczą, jakiej jestem pewna jest potrzeba malowania. A maluję bez żadnego namysłu, wszystko, co przemyka przez moją głowę.
- Ja się pod tym podpisuję, też tak mam. To jest dla mnie najważniejsze, żeby żyć i pracować zgodnie ze sobą, spontanicznie, naturalnie. Dlatego jest mi taka bliska – mówi konińska malarka i deklaruje, że dla miłośniczek Fridy ten salonik będzie otwarty.
Szukasz korepetycji? Odwiedź LM.pl/ogloszenia/korepetycje – znajdź sprawdzonego nauczyciela w Twojej okolicy już dziś!





















