Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościDroga pierwszego konińskiego wojewody na szczyty władzy

Droga pierwszego konińskiego wojewody na szczyty władzy

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Droga pierwszego konińskiego wojewody na szczyty władzy
Konińskie Wspomnienia

Henryk Kazimierczak (w środku) na trybunie pochodu pierwszomajowego w roku 1974

Początkowo w każdą niedzielę chodzili całymi klasami do kościoła św. Bartłomieja na msze. Po mniej więcej roku to się skończyło, a ze wspólnych religijnych praktyk pozostało im już tylko śpiewanie na zakończenie każdego dnia znanej wszystkim pieśni „Wszystkie nasze dzienne sprawy". Z czasem władze i tego im zabroniły.

Nie dać się sprowokować

Z nauk, które przydały mu się później w dorosłym życiu, szczególnie zapamiętał radę Aleksandra Trafalskiego:

„Kiedy zostaniesz kierownikiem szkoły i przyjdzie do ciebie zdenerwowany rodzic ucznia, każ mu usiąść. Wtedy złość odchodzi i tobie będzie lżej z nim rozmawiać".

Być może wykorzystywał ją również jako wojewoda koniński, bo tak ją ocenił po latach:

„To bardzo słuszna zasada życiowa - nie dać się sprowokować. Bardzo lubiliśmy swojego wychowawcę za jego mądrość, serdeczne odnoszenie się do nas oraz przekazanie nam wielu praktycznych rad, które dobrze służyły w pracy zawodowej”.

Henryk Kazimierczak śpiewał w chórze, a w szkolnej orkiestrze grał na skrzypcach. Wstąpił do harcerstwa i Związku Walki Młodych. Skautową przysięgę składał na wzgórzu obok murów klasztoru kamedułów w Bieniszewie. Szkoła nie miała samochodu, więc trzynaście kilometrów w jedną stronę i drugie tyle z powrotem pokonali piechotą. Z ZWM zapamiętał nudne zebrania i pikietę pod chałupą bogatego chłopa pod Słupcą, gdzie pewnej niedzieli zawieziono całe szkolne koło organizacji. Stali tam przez kilkadziesiąt minut i wykrzykiwali: „precz z kułakiem".

Dziewczyna na ciągniku

Po maturze zdanej w 1951 roku dziewiętnastolatek dostał nakaz pracy w Szkole Podstawowej w Barłogach, a więc w swoich rodzinnych stronach. Za pierwszą wypłatę kupił sobie tapczan, po który pojechał aż do Kutna. Już rok później życie postawiło go przed trudnym wyzwaniem. Latem wysłano go w trybie nagłym do Kościelca, gdzie z powodu beztroski wychowawców utopiło się troje kolonistów. Z dnia na dzień wymieniono całą kadrę.

O jego dalszych losach – jak to często w życiu bywa – zdecydował przypadek. Po skróconej z powodów zdrowotnych służbie wojskowej nie mógł wrócić na dawne miejsce pracy, które zajął ktoś inny. W grudniu 1953 roku przyjął więc propozycję objęcia posady kierownika wydziału szkolno-harcerskiego Związku Młodzieży Polskiej w Kole. Był już wówczas członkiem PZPR, do której wstąpił tuż przed zwolnieniem z wojska. Kilka miesięcy później został wiceprzewodniczącym Zarządu Powiatowego ZMP w Kole a w 1955 roku jego przewodniczącym.

„Na wsi wzywaliśmy młodzież do współzawodnictwa o wysokie plony, wzrost hodowli, o rozwój oświaty i kultury. Pobudzaliśmy ją do pracy na roli, do zdobywania pięknych zawodów: traktorzysty, kombajnisty, agronoma czy zootechnika. Jaka to była radość, kiedy pierwszy raz dziewczyna wiejska wsiadła na ciągnik ze zdobytym prawem jazdy traktorzysty” – zanotował po latach.

Droga do Partii

W tym czasie poznał też swoją przyszłą żonę. Ślub odbył się w październiku 1955 roku, a cztery miesiące później Nikita Chruszczow wygłosił słynny referat o kulcie jednostki i zbrodniach Stalina. W Polsce do władzy wrócił Władysław Gomułka, a szeregi kolskiego ZMP opuściło ponad 1500 członków. Zapadła decyzja o likwidacji związku, a Henryk Kazimierczak 1 września wrócił do pracy w szkole.

Rok później otrzymał jednak propozycję znacznie korzystniejszą finansowo i objął posadę kierownika Powiatowego Ośrodka Propagandy Partyjnej.

„Zajmowałem się organizowaniem szkoleń partyjnych w większych podstawowych organizacjach, odczytów, pogadanek, seminariów dla wykładowców z udziałem lektorów Komitetu Wojewódzkiego. Prowadziłem bibliotekę partyjną. Brałem udział w organizowaniu wieców, pochodów 1-majowych, akademii rocznicowych itp.”.

Postrzelony sekretarz

W 1959 roku młode małżeństwo przeniosło się z małym synkiem do własnego mieszkania w bloku. Kiedy rok później przyszło na świat drugie dziecko, Henryk Kazimierczak postanowił, że to dobry moment, by skończyć geografię w Studium Nauczycielskim w Poznaniu. Pracę dyplomową poświecił: „Rozbudowie górnictwa solnego w Polsce na przykładzie Kopalni Soli Kłodawa". Po jej obronie kontynuował naukę na drugim roku Wydziału Biologii i Nauk o Ziemi Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Gdańsku. Temat pracy magisterskiej - „Wpływ działalności gospodarczej człowieka na zmianę powierzchni ziemi w Zagłębiu Konińskim” – okaże się proroczy dla jego przyszłych losów.

W lutym 1969 roku na nowe tory przekieruje je niespodziewana tragedia

„To była niedziela i siedziałem w domu nad materiałami do pracy magisterskiej, kiedy zadzwonił do mnie w godzinach popołudniowych zastępca komendanta powiatowego MO w Kole Jan Kosmala, powiadamiając, że pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego Bernard Szatkowski jest postrzelony w lesie za Izbicą Kujawską w kierunku Błennej podczas polowania”.

Dawał radę

Henryk Kazimierczak natychmiast pojechał na miejsce wypadku.

„Tam okazało się, że I sekretarz Szatkowski wraz z dwoma sekretarzami i kierowcą pojechał na polowanie nieplanowane. Wracając z tego dzikiego polowania, kierowca nagle zauważył sarnę. Strzelił do niej, jednak breneka - kula ołowiana - odbiła się od grudy śniegu i rykoszetem trafiła w głowę Szatkowskiego. Śmierć nastąpiła nagle”.

Choć Kazimierczak był najmłodszym z trzech sekretarzy, to jego wyznaczono na funkcję pierwszego. Powiedział mu o tym osobiście w marcu 1969 roku ówczesny pierwszy sekretarz Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Poznaniu Kazimierz Barcikowski. To był niezwykle ciężki czas dla przyszłego konińskiego wojewody.

„Pracowałem, przygotowywałem się do złożenia kolejnych egzaminów, pisałem pracę magisterską. Brakowało czasu na sprawy rodzinne, wychowanie synów, czy jakikolwiek odpoczynek” - wspominał.

I dał radę, co zostało zapewne zauważone, kiedy decydowano o obsadzie stanowiska pierwszego sekretarza PZPR powiatu konińskiego a kilka lat później wojewody. Ale o tym napiszę w kolejnym odcinku Konińskich Wspomnień.

Na zdjęciu: Henryk Kazimierczak (trzeci od lewej) jeszcze jako pierwszy sekretarz Komitetu Powiatowego PZPR w Koninie na trybunie honorowej pochodu pierwszomajowego w 1974 roku.

Artykuł ten mógł powstać dzięki zaufaniu, jakim obdarzył mnie syn Henryka Kazimierczaka, Bernard, udostępniając wspomnienia ojca oraz dokumenty i zdjęcia. Bardzo mu za to dziękuję.

strona 2 z 2
strona 2/2
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole