Poważne ostrzeżenie dla łódzkiej Akademii
Dodano: , Żródło: LM.pl

Rzeczniczka Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi zapewnia, że uczelni nie grozi likwidacja. Bartosz Loba z ministerstwa nauki i szkolnictwa wyższego ostrzega jednak, że sytuacja jest poważna.
Ogromny tytuł na pierwszej stronie dzisiejszej Gazety Wyborczej „Największa lipna uczelnia w Polsce” zelektryzował na pewno studentów, a przede wszystkim tych, którzy od października zamierzają podjąć studia w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi (do niedawna Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej).
W Koninie AHE jest drugą co do wielkości - po PWSZ - uczelnią. Szkoła wykupiła od FUGO olbrzymi kompleks budynków przy ulicy Przemysłowej, gdzie w weekendy parkują setki samochodów, którymi studenci dojeżdżają na zajęcia. Właśnie koniński Wydział Zamiejscowy AHE, obok bydgoskiego, jest głównym bohaterem reportażu w Wyborczej.
Autorzy tekstu zarzucają Akademii, że kształci w Koninie na kierunkach, na które nie ma pozwolenia. Matactwo ma polegać na tym, że formalnie ci studenci uczęszczają na zajęcia w Łodzi, natomiast fizycznie odbywają je w Koninie. By ten fakt ukryć przed kontrolerami, którzy zjawili się w Koninie 28 marca, szkoła miała przenieść zajęcia jedenastu nielegalnych kierunków do gmachu III Liceum Ogólnokształcącego przy ulicy Szeligowskiego na Zatorzu.
Zarzuty są poważne, bo z wyliczanki dziennikarzy Gazety wynika, że na trzynaście kierunków legalne są tylko dwa: zarządzanie i pedagogika i to tylko w zakresie studiów pierwszego stopnia (licencjat). Aleksandra Mysiakowska, rzecznik prasowy AHE, to potwierdza: - Akademia prowadzi Wydział Zamiejscowy na kierunku zarządzanie oraz Zamiejscowy Ośrodek Dydaktyczny na pedagogice, a od października także na kierunkach: filologia i informatyka.
Pytana o zajęcia na pozostałych kierunkach, Aleksandra Mysiakowska stanowczo zaprzecza, by takie odbywały się w Koninie, choć studenci filologii angielskiej na przykład będą bardzo zdziwieni, kiedy się o tym dowiedzą. Podobnie z pedagogiką, której nauczanie w Koninie jest legalne, ale tylko na studiach pierwszego stopnia, natomiast już kandydaci na magistrów studiują w Łodzi. Tylko formalnie, ma się rozumieć, bo zajęcia mają w Koninie.
- Ponieważ od lat mieliśmy sygnały o takich praktykach od studentów, ich rodziców, a nawet dziennikarzy - mówi Bartosz Loba, rzecznik ministerstwa nauki i szkolnictwa wyższego - niespełna dwa tygodnie temu wszczęliśmy procedurę likwidacji Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej.
Co to oznacza? - Jeśli Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi nie wdroży programu naprawczego, który już został złożony w ministerstwie, grozi jej likwidacja - mówi Bartosz Loba. - Naszym celem jest przede wszystkim przywrócenie porządku prawnego, a nie zamknięcie szkoły, ale sytuacja jest poważna i jakichś rozstrzygnięć należy się spodziewać jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego.
Z drugiej strony wiadomo, że łódzka uczelnią nie jest jedyną, która stosuje podobne praktyki, a różnica dotyczy tylko skali. Studenci otrzymujący do ręki indeksy, z których jasno wynika, że studiują w Łodzi (a nie w Koninie), doskonale o tym wiedzieli i większość się z tym faktem godziła. Ba! byli zadowoleni, że nie muszą jeździć do Łodzi. Wiedzieli też o tym wykładowcy, z których niektórzy musieli uciekać przed kontrolerami komisji akredytacyjnej. Ci bardziej zorientowani z nich pytani, dlaczego akurat o praktykach łódzkiej uczelni nagle zrobiło się głośno, pokazują na konkurencję, która liczy, że wobec zamieszania wokół AHE część kandydatów na studentów się rozmyśli i przyjdzie do nich - na takie same albo i gorsze warunki.
Ogromny tytuł na pierwszej stronie dzisiejszej Gazety Wyborczej „Największa lipna uczelnia w Polsce” zelektryzował na pewno studentów, a przede wszystkim tych, którzy od października zamierzają podjąć studia w Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej w Łodzi (do niedawna Wyższej Szkole Humanistyczno-Ekonomicznej).
W Koninie AHE jest drugą co do wielkości - po PWSZ - uczelnią. Szkoła wykupiła od FUGO olbrzymi kompleks budynków przy ulicy Przemysłowej, gdzie w weekendy parkują setki samochodów, którymi studenci dojeżdżają na zajęcia. Właśnie koniński Wydział Zamiejscowy AHE, obok bydgoskiego, jest głównym bohaterem reportażu w Wyborczej.
Autorzy tekstu zarzucają Akademii, że kształci w Koninie na kierunkach, na które nie ma pozwolenia. Matactwo ma polegać na tym, że formalnie ci studenci uczęszczają na zajęcia w Łodzi, natomiast fizycznie odbywają je w Koninie. By ten fakt ukryć przed kontrolerami, którzy zjawili się w Koninie 28 marca, szkoła miała przenieść zajęcia jedenastu nielegalnych kierunków do gmachu III Liceum Ogólnokształcącego przy ulicy Szeligowskiego na Zatorzu.
Zarzuty są poważne, bo z wyliczanki dziennikarzy Gazety wynika, że na trzynaście kierunków legalne są tylko dwa: zarządzanie i pedagogika i to tylko w zakresie studiów pierwszego stopnia (licencjat). Aleksandra Mysiakowska, rzecznik prasowy AHE, to potwierdza: - Akademia prowadzi Wydział Zamiejscowy na kierunku zarządzanie oraz Zamiejscowy Ośrodek Dydaktyczny na pedagogice, a od października także na kierunkach: filologia i informatyka.
Pytana o zajęcia na pozostałych kierunkach, Aleksandra Mysiakowska stanowczo zaprzecza, by takie odbywały się w Koninie, choć studenci filologii angielskiej na przykład będą bardzo zdziwieni, kiedy się o tym dowiedzą. Podobnie z pedagogiką, której nauczanie w Koninie jest legalne, ale tylko na studiach pierwszego stopnia, natomiast już kandydaci na magistrów studiują w Łodzi. Tylko formalnie, ma się rozumieć, bo zajęcia mają w Koninie.
- Ponieważ od lat mieliśmy sygnały o takich praktykach od studentów, ich rodziców, a nawet dziennikarzy - mówi Bartosz Loba, rzecznik ministerstwa nauki i szkolnictwa wyższego - niespełna dwa tygodnie temu wszczęliśmy procedurę likwidacji Akademii Humanistyczno-Ekonomicznej.
Co to oznacza? - Jeśli Akademia Humanistyczno-Ekonomiczna w Łodzi nie wdroży programu naprawczego, który już został złożony w ministerstwie, grozi jej likwidacja - mówi Bartosz Loba. - Naszym celem jest przede wszystkim przywrócenie porządku prawnego, a nie zamknięcie szkoły, ale sytuacja jest poważna i jakichś rozstrzygnięć należy się spodziewać jeszcze przed rozpoczęciem roku akademickiego.
Z drugiej strony wiadomo, że łódzka uczelnią nie jest jedyną, która stosuje podobne praktyki, a różnica dotyczy tylko skali. Studenci otrzymujący do ręki indeksy, z których jasno wynika, że studiują w Łodzi (a nie w Koninie), doskonale o tym wiedzieli i większość się z tym faktem godziła. Ba! byli zadowoleni, że nie muszą jeździć do Łodzi. Wiedzieli też o tym wykładowcy, z których niektórzy musieli uciekać przed kontrolerami komisji akredytacyjnej. Ci bardziej zorientowani z nich pytani, dlaczego akurat o praktykach łódzkiej uczelni nagle zrobiło się głośno, pokazują na konkurencję, która liczy, że wobec zamieszania wokół AHE część kandydatów na studentów się rozmyśli i przyjdzie do nich - na takie same albo i gorsze warunki.
Przeczytaj również:Zestaw prezentowy na święta - poznaj idealny pomysł na fantastyczny upominek



