Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościWęgiel spod pałacu

Węgiel spod pałacu

Pół wieku odkrywki Kazimierz

Dodano: , Żródło: Kurier Koniński
Węgiel spod pałacu
Konińskie Wspomnienia

Z dawnej ulicy Kleczewskiej, która wychodziła z północnej pierzei rynku na wysokości Urzędu Gminy, pozostał już tylko krótki odcinek (noszący dzisiaj imię Tadeusza Kościuszki) wiodący na stadion. Z ówczesnej zabudowy, ciągnącej się mniej więcej aż do końca obecnego stadionu, pozostało zaledwie kilka domów. – Po lewej mieszkali Malinowscy, Jaworscy, Szulc, Kościelniak, Wapniarski i Deręgiewicz – wylicza Edward Nożewski, który jest moim przewodnikiem po dawnym Kazimierzu Biskupim. – Tam w podwórzu mieszkało kilka rodzin, a dalej Dryjański, Krupa, Rogowicze, u których była apteka i mieszkał felczer Wojciechowski, drugi Dryjański, Pomorski i Stranc. Po prawej stał najpierw długi dom wielorodzinny Franciszka Rogowicza, a dalej mieszkał Broniszewski, Walczyński, Kamińscy, Wardęcki, Egiert, za którym (to mogło być mniej więcej w jednej trzeciej lub połowie stadionu) odchodziła w prawo droga, na którą wtedy mówiło się opłotki, a obecnie nosi nazwę Ogrodowej. Przy niej mieszkali Kaczorowscy, Mąka i panny Woźniakówny. Na rogu Kleczewskiej i opłotków stał na wzniesieniu krzyż choleryczny, a za nim dom Egierta (niemowy), Podlasa, Pomorskiego (jedno z większych gospodarstw) i Osińskich. Za Osińskimi znajdowała się leśniczówka, a za leśniczówką, mniej więcej na końcu dzisiejszego stadionu, zaczynał się park.

Pałac z elektrownią

W parku stał stary dwór oraz nowy pałac, który liczył sobie wtedy niewiele ponad pół wieku. Była to wielka, iście magnacka siedziba z 44 pomieszczeniami, własną elektrownią i kaplicą. Rezydencja miała nawet tak zwaną część recepcyjną, na którą składał się duży hol, dwa salony, biblioteka, jadalnia na około 30 osób oraz gabinet i sekretariat. Na tym samym wysokim parterze mieściło się jeszcze pięć pokoi dla dzieci, oraz po dwie sypialnie, ubieralnie i łazienki. Parter mieścił jeszcze dwa pomieszczenia kredensowe z pokojem tak zwanego chłopca kredensowego. Całe pierwsze piętro natomiast zajmowały pokoje gościnne, których w sumie było czternaście, wraz z łazienką i ubikacją. W suterenie znajdowały się pomieszczenia dla służby.

Skąd we wsi tak okazały gmach? Otóż w 1905 roku dobra kazimierskie stały się częścią majątku Stanisława Mańkowskiego, późniejszego senatora i pierwszego po wyzwoleniu starosty konińskiego. Majątek to był olbrzymi i bardzo dochodowy, a syn Stanisława – Antoni, który w 1937 roku przejął schedę po śmierci ojca, tak o nim pisał po wojnie: „Był to obiekt duży, zajmował 1777 ha ziemi ornej średniej jakości, jednak w dużej kulturze, około 4300 ha terenów leśnych, około 400 ha wód otwartych i 40 ha gospodarstw stawowych w ciągłej dalszej rozbudowie. (...) Była bardzo duża gorzelnia, dwugatrowy tartak parowy oraz sporo terenów, gdzie na wielką skalę eksploatowało się torf opałowy, którym opalała się wówczas cała okolica. Była tam jedna z większych w Wielkopolsce hodowla półkrwi koni remontowych dla wojska (...), dwie owczarnie, gdzie hodowano owce rasy merynos, w Nieświastowie około 500 matek i Białymbrodzie około 500 matek. Pola uprawne stanowiły jeden kompleks w czterech folwarkach, przedzielony na pół własnymi lasami.”

Kazimierski kronikarz

Kiedy Stanisław Mańkowski nabył majątek Kazimierz Biskupi, w parku stał już wprawdzie dwór, służący poprzednim właścicielom za mieszkanie, ale dla hrabiego Mańkowskiego nie był dość dobry, toteż powierzył Stanisławowi Boreckiemu, wybitnemu wielkopolskiemu architektowi, wzniesienie nowej siedziby rodowej.

Pałac został rozebrany w połowie lat sześćdziesiątych, choć wielu twierdzi, że tak się stać nie musiało, że jego los przesądziła niechęć ludowej władzy do wszelkich śladów po przedwojennym ziemiaństwie. Do dzisiaj pozostały po nim wspomnienia i zdjęcia. Możemy je pokazać naszym Czytelnikom dzięki uprzejmości Edwarda Nożewskiego, który prawie pół wieku temu postanowił utrwalić ślad po nich na fotograficznej kliszy. Jak wielu mieszkańców Kazimierza pan Edward pracował wówczas w kopalni, a do pracy chodził pieszo lub jeździł na rowerze i coraz bardziej dręczyła go myśl, że mijany krajobraz za chwilę bezpowrotne się zmieni, że powinien to wszystko utrwalić, zanim wielkie koparki zabiorą to, co przez wszystkie lata swojego życia przywykł uważać za wieczne niemal i niezniszczalne.

Któregoś dnia pojechał do Konina kupić sobie ubranie. W sklepach nie napotkał jednak niczego, co by mu odpowiadało, dopóki nie znalazł się przed wystawą zakładu fotograficznego, na której zobaczył aparat wraz z pozostałym fotograficznym oprzyrządowaniem. Wszedł i kupił Smienę 8, powiększalnik, wanienki, wałek, koreksy i filmy. Był już gotów do robienia zdjęć. Radość, jaką przynosiło mu utrwalanie ginących bezpowrotnie ukochanych widoków Kazimierza, skutecznie pozwalała zapomnieć o cichych dniach, jakie na jakiś czas zapanowały w jego małżeństwie.

Premia od premiera

W połowie października 1965 roku odjechał do elektrowni pierwszy pociąg z kazimierskim węglem, czego świadkiem był ówczesny premier Józef Cyrankiewicz, co najlepiej świadczy o znaczeniu tej inwestycji dla kraju. Z wizytą premiera wiąże się zabawna historyjka o żarcie, jaki młodzi elektrycy zrobili jednemu ze swoich kolegów. Koledzy powiedzieli mu, że Cyrankiewicz przy okazji takich wizyt wozi ze sobą teczkę pełną pieniędzy i jak tylko zauważy jakiegoś wyróżniającego się pracownika, to wyciąga z niej gotówkę i wręcza takiemu przodownikowi premię. Skutek dowcipu był taki, że podpuszczony przez kolegów młody elektryk przez cały czas wizyty premiera miotał się wokół niego, usiłując pokazać jak bardzo jest pracowity. Poza rozbawionymi kolegami jego starań nikt jednak nie docenił.

Węgiel spod pałacu
Węgiel spod pałacu
Węgiel spod pałacu
Węgiel spod pałacu
Węgiel spod pałacu
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole