Kartki, kolejki i paczki z Ameryki. Stan wojenny oczami rocznika 1981

fot. archiwum prywatne
Ta, trwała od godz. 22:00 do 6:00. Agnieszka (to było dość popularne imię w roczniku ’81, chociaż nie tak bardzo jak Anna i Katarzyna) przytacza wspomnienie taty, który pracował w spółdzielni mieszkaniowej i szedł na nocny dyżur. Tylko wtedy nikt nie zgłaszał awarii, bo nie działały telefony.
– Był też zakaz przemieszczania się. Tata przed świętami chciał jechać do Zagórowa po mięso, bo wujek robił świniobicie. Wtedy nie można było nic kupić, więc rodzina na wsi była na wagę złota. Musiał iść do urzędu po specjalną przepustkę, żeby wyjechać z Konina – mówi Agnieszka.
Równie ciekawą opowieścią dzieli się Kasia.
– Rodzice prowadzili sklep, ale wtedy nie mógł on być prywatny. Należeli do WPHW (Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego). Tata chciał jechać po towar i musiał mieć przepustkę. Trzeba było iść do urzędu, żeby ją dostać. Jak się okazało po latach, przepustkę mojemu tacie wydawał mój teść, niestety już świętej pamięci – mówi Kasia.
Izie szczególnie utkwiła w głowie historia koleżanki z dzieciństwa, która urodziła się 13 grudnia.
- Kiedy zaczął się poród niczego nieświadomy ojciec mojej koleżanki próbował dodzwonić się do szpitala, aby wezwać karetkę do rodzącej w domu żony. Telefon nie odpowiadał więc wybiegł z domu, zostawiając ją z dwójką starszych dzieci. Biegał od budki do budki, a w tym czasie wszystkie połączenia były już zablokowane i nie było żadnego kontaktu ze szpitalem. Kiedy w końcu lekarz przyjechał do ich mieszkania moja koleżanka była już na świecie, a jej mama w szoku leżała z nią na łóżku, nadal połączona pępowiną. Ta historia mogła skoczyć się inaczej, ale na szczęście zakończyła się szczęśliwie.. – mówi Iza. - Ja urodziłam się 28 grudnia, czyli dwa tygodnie po wprowadzeniu stanu wojennego. Moja mama była umówiona z konkretną położną, aby uczestniczyła i pomagała jej przy porodzie, ale ze względu na restrykcje nie została wpuszczona do szpitala – dodaje.
Mama Izy wspomina natomiast, że to były niezwykle trudne czasy, a ludzie byli szykanowani. Pamięta, że będąc w ciąży dowiedziała się, że „rzucili” buty dziecięce (a w domu miała już dwoje dzieci). Zwolniła się z pracy i poszła, bo ciężarne obsługiwane były poza kolejnością. W sklepie było tak wiele ciężarnych, że stała tam kilka godzin. Ostatecznie z tej potyczki wyszła zwycięsko.
Rocznik ’81 - „dzieci stanu wojennego”
Agnieszka podkreśla, że spotyka się z takim „historycznym stemplem”.
– Zdarza się, że ktoś komentuje to z uśmiechem: „O, dziecko stanu wojennego!”. Może nie zawsze w sposób bezpośredni, ale w pewnym sensie czujemy dziedzictwo tamtych czasów – duch przetrwania, zaradność i humor rodziców to coś, co mogło wpłynąć na naszą mentalność. Wydaje mi się, że my, dzieci stanu wojennego, nosimy w sobie coś z tej epoki. Może to szczególna zaradność, może poczucie, że ludzie razem mogą zdziałać więcej i że czasem warto się zatrzymać, by pomyśleć nie tylko o sobie, ale też o innych – twierdzi Agnieszka.
Podobnie myśli Maciek.
- Nasi rodzice byli rzeczywistymi uczestnikami tamtych wydarzeń. W całej tej nerwówce, trosce co będzie jutro, my maluchy które dopiero przyszły na świat, dokładaliśmy im dodatkowo zmartwień chorobami, ząbkowaniem i regularnym zapełnianiem tetrowych pieluch. W takich realiach nasi opiekunowie musieli zdrowo się nakombinować, aby to wszystko trzymać w ręku i myślę, że podświadomie przekazali nam wspaniałą zdolność do kreatywności, która obecnie zanika i jest przywilejem niewielu obecnie młodych ludzi. Dla mnie „dziecko stanu wojennego” równa się dorosły kreatywny, który dzięki walce swych rodziców z tak wieloma przeciwnościami losu wyrósł na zdolnego człowieka – podkreśla Maciek.
Określenie „dziecko stanu wojennego”, zdaniem Margarety, padało raczej ze strony rodziców i miało podkreślić ciężki czas, w jakim przyszło jej dorastać. Karolina też nie czuje się wyróżniona rokiem urodzenia. Zdaje sobie sprawę, że był to jeden z najbardziej przełomowych momentów w historii Polski, ale nie ma do tego czasu emocjonalnego stosunku.
Pogoda bywa kapryśna – kliknij teraz i sprawdź prognozę, żeby nie dać się jej przechytrzyć!



