Od właściciela Grodźca do współpracownika Wałęsy. Koninianie w Gdyni
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Ale kiedy wreszcie stanęła, spakował manatki i razem z żoną i trójką dzieci, z których najmłodsze było niemowlęciem, przeprowadził się do Gdyni. Tam kupił działkę, na której otworzył sklep. W kamienicy zostali lokatorzy, którzy dawali rodzinie bezpieczeństwo finansowe. Nadmorska przygoda skończyła się bardzo szybko, bo już w 1935 roku, kiedy w sąsiednim Gdańsku władzę przejęła hitlerowska NSDAP. Dzisiaj nie sposób ocenić, czy tylko niepokój o bezpieczeństwo rodziny był powodem powrotu w rodzinne strony.
Gdynia mogła mu uratować życie
Kilka miesięcy później do Gdyni przybył Antoni Mańkowski, który po ukończeniu studiów handlowych w Krakowie podjął tutaj pierwszą pracę w celu – jak to opisał w swoich wspomnieniach – zdobycia praktyki w zawodzie. W zajmującej się „sprzedażą wszelkich artykułów technicznych i budowlanych, samochodów i części do tychże oraz kopalniaków węgla i koksu” firmie Elibor szło mu na tyle dobrze, że otrzymał propozycję objęcia stanowiska wicedyrektora jednej z filii. Oferta została złożona w 1937 roku, kiedy po śmierci ojca Antoni postanowił wrócić w rodzinne strony, by uporządkować sprawy spadkowe i objąć majątek w Kazimierzu Biskupim.
Gdynia liczyła wówczas już ponad 100 tys. mieszkańców i miała własny port lotniczy w Rumii. Przeprowadzkę do dynamicznie rozwijającego się miasta bardzo poważnie rozważał również Aleksander Kurowski, który wybrał się kilka razy nad morze, żeby rozejrzeć się za nieruchomością, w której mógłby zamieszkać z rodziną i podobnie jak w Koninie prowadzić działalność gastronomiczną. Podjął już nawet w konińskim banku starania o pożyczkę na wyjazd, który planował na rok 1940. Do realizacji tych zamierzeń nie doszło, bo 22 września 1939 roku 47-letni Aleksander Kurowski został razem z Mordechajem Słodkim rozstrzelany przez Niemców pod kamienicą Zemełki.
Ponownie Kwilecki i Mańkowski
Po wyparciu z Gdyni wojsk niemieckich w marcu 1945 roku miasto znów stało się mekką dla osób, które poszukiwały nowego miejsca do życia. Dużą część 1946 roku spędził tam 21-letni Stefan Kwilecki, syn ostatniego właściciela majątku Gosławice. Ponieważ ludowa władza nie życzyła sobie w malinieckim dworze dzieci przedwojennego obszarnika, cała czwórka rozpierzchła się po Polsce. Stefan zatrzymał się w Gdyni, gdzie – jak wynika z relacji jego córki Magdaleny - pracował przy rozładowywaniu okrętów z darami dla Polaków od UNRRA.
Z kolei w 1947 roku pracę w Spółdzielni Rybnej i Solarni Ryb w Gdyni podjął brat wspomnianego wyżej Antoniego Mańkowskiego – Kazimierz. Nie zabawił tam jednak zbyt długo, bo już w 1948 roku przeniósł się do Szczecina. Nic konkretnego nie wiadomo również o zajęciu młodej osoby o imieniu Marysia, która pod koniec lat czterdziestych przeniosła się do tego portowego miasta. Wspominam o niej tylko dlatego, że – jak wynika ze wspomnień Zdzisławy Nawrockiej – pracowała wcześniej w słynnej Czarnej Mańce.
Wojewoda i współpracownik Wałęsy
Na koniec wspomnę jeszcze o dwóch osobach z Konina, które miały związki z Gdynią. Pierwszą był Henryk Kazimierczak, pierwszy koniński wojewoda, który w tamtejszej Wyższej Szkole Pedagogicznej na wydziale biologii i nauk o ziemi skończył studia i w 1969 roku obronił pracę magisterską na temat „Wpływu działalności gospodarczej człowieka na zmianę powierzchni ziemi w Zagłębiu Konińskim".
Zdecydowanie bardziej poważne i najsilniejsze spośród wymienionych tu osób były więzi z Gdynią Szymona Pawlickiego, który od 1973 roku był związany z tamtejszym Teatrem Dramatycznym i mieszkał na Wybrzeżu przez następne trzydzieści lat. W sierpniu 1980 roku przewodniczył komitetowi strajkowemu w macierzystym teatrze, który reprezentował również w Międzyzakładowym Komitecie Strajkowym w Stoczni Gdańskiej. Brał udział w I Krajowym Zjeździe „Solidarności”. Aresztowany i dotkliwie pobity przez milicję w grudniu 1981 roku, wyszedł na wolność dopiero dziewięć miesięcy później. W stanie wojennym działał w podziemnej „Solidarności”, a wobec zakazu powrotu do macierzystego teatru do 1989 roku pracował jako cieśla. Był radnym Gdyni w pierwszej kadencji samorządu, wybranym z listy Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” i przez pierwszy rok pełnił funkcję wiceprzewodniczącego Rady Miasta. Pracował również w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy.
PS. Ilustracją do tekstu są zdjęcia z manifestacji, jaka odbyła się w nieustalonym czasie w Koninie, podczas której niesiono transparenty o treści „Gdynia i Gdańsk to płuca Polski” i „Gdańsk musi być Polski”. Fotografie otrzymałem od Romy Łukasik, wnuczki Aleksandra Kurowskiego, za co jestem jej bardzo wdzięczny.
Mamy swój kanał nadawczy. Dołącz i bądź na bieżąco!





