Oprócz nazwy wiaduktu Briańskowi zawdzięczamy... dary w stanie wojennym
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Rok później do Briańska pojechała już setka dzieci, a w 1984 zaczęła się prawdziwa wymiana, bo w ramach rewizyty przyjechało do nas również pięćdziesięcioro nastolatków ze Związku Radzieckiego. Jedna grupa pojechała do uzdrowiska w Rabce, a druga do ośrodka elektrowni nad morzem. I tutaj doszło do zgrzytu, który Zdzisław Jacaszek pamięta do dzisiaj.
- Nie chcieli spać w namiotach, choć miały podłogi i dmuchawy w razie spadku temperatury - opowiada – a podczas powitalnego ogniska demonstracyjnie stanęli za drzewami. Powiedziałem, że mogą jechać do domu pociągiem, bo autokary już odjechały, co przekonało dziewczyny, ale chłopacy zostali na zewnątrz. Rano się okazało, że deszcz ich zagonił do środka i problem się skończył.
Przy granicy z ZSRR
Pod koniec lat osiemdziesiątych, kiedy w Polsce zaczęło się zanosić na zmianę ustrojową, stosunki nieco ochłodły, ale pojawiło się nowe pole współpracy.
– Dowiedziałem się, że Włocławek ma z Rosją współpracę przygraniczną – wspomina. – Skoro oni mogą, to dlaczego nie my, powiedziałem, przecież do wschodniej granicy mamy równie daleko. I dostaliśmy zgodę na wymianę barterową z Briańskiem na „towary zbyteczne”.
Zdzisław Jacaszek pojechał do Briańska z Lechem Ciupą, ówczesnym pierwszym sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Koninie i razem przedstawili miejscowym czynnikom politycznym swoją ofertę. Wrócili do Polski z listą potrzeb radzieckiego społeczeństwa: szampon, mydło „jabłuszko” i inne wyroby kosmetyczne oraz zimowa odzież.
Ówczesne realia gospodarcze miały to do siebie, że zdecydowana większość handlu i produkcji była w rękach państwa lub centrali spółdzielczych, które też państwu były podporządkowane. Zdzisław Jacaszek udał się więc do Wojewódzkiego Przedsiębiorstwa Handlu Wewnętrznego, Powszechnej Spółdzielni Spożywców „Społem” i Wojewódzkiego Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska. Zaproponowano mu ogórki konserwowe i sztućce z aluminium.
Spółka Kon-Bria
- I wtedy spotkałem Wojtka Plutowskiego, który pracował w firmie handlującej papą na pokrycie budynków elektrowni. Zaproponował Sokołowskiego z Koła, który produkował kurtki i potrzebował na nie drelichu.
Po spotkaniu z producentem kurtek panowie postanowili założyć spółkę, co zostało sfinalizowane wiosną 1988 roku. Spółka nazywała się „Konbria” i miała status – to wtedy była bardzo ważna okoliczność – jednostki gospodarki uspołecznionej, dzięki czemu przez pozostałe uspołecznione podmioty była postrzegana bez nieufności, z jaką odnoszono się do kapitału prywatnego.
„Konbria” doskonale prosperowała przez pierwsze półtora roku, szczególnie w 1989, kiedy rynek był tak wyposzczony, że sprzedać można było praktycznie wszystko. Ale wraz z rozwojem gospodarki rynkowej i rosnącą konkurencją handel był coraz trudniejszy i w 1991 spółka została zlikwidowana. Ale zdobyte wtedy kontakty i znajomość rynku radzieckiego pozwoliła utworzyć Wojciechowi Plutowskiemu własną firmę, która funkcjonuje z powodzeniem do dzisiaj. W Koninie znana jest głównie jako właścicielka Przeglądu Konińskiego i fundatorka pomnika konioczłowieka na rynku.
Samolotem do Lichenia
A Zdzisław Jacaszek wrócił do idei współpracy z rosyjskim miastem, która po 1989 roku mocno podupadła. Znakiem czasu było, że w 1993 roku delegacja z Briańska przyleciała na poznańską Ławicę własnym samolotem. Nie mniej zaskakującym elementem jej pobytu była jej wizyta w... Licheniu.
– Ja dwadcać minut stał na kalienkach (dwadzieścia minut klęczałem) – opowiadał potem wszystkim naokoło zdumiony tym faktem gość, do niedawna jeszcze sekretarz radzieckiej kompartii.
Wreszcie w 1995 roku współpraca została sformalizowana. Prezydent Kazimierz Pałasz został zaproszony do Briańska na dzień zwycięstwa, obchodzony w Rosji 9 maja, i podpisał przy tej okazji umowę o współpracy z miejscowymi władzami.
Mamy swój kanał nadawczy. Dołącz i bądź na bieżąco!


























