Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościOstatni kadr przed ciszą. „Krokodyle” z Konina przyciągają pasjonatów z całej Polski i zagranicy

Ostatni kadr przed ciszą. „Krokodyle” z Konina przyciągają pasjonatów z całej Polski i zagranicy

Dodano:
Ostatni kadr przed ciszą. „Krokodyle” z Konina przyciągają pasjonatów z całej Polski i zagranicy
tylko u nas

fot. Paweł Stobiński

Wysłuchaj tej informacji:

Iwona Krzyżak: Skąd wzięła się u ciebie ta pasja? Jak to się stało, że zacząłeś „łowić krokodyle”?

Paweł Stobiński: Moja historia z fotografią kolejową zaczęła się dużo wcześniej, bo jakieś 25 lat temu złapałem bakcyla na samą kolej. Jeździliśmy z rodzicami do dziadków na ogródki działkowe przy linii Poznań–Wolsztyn. Tam jeździły – i do dziś jeżdżą – parowozy. Chodziliśmy więc na spacery w okolice torów i podziwialiśmy pędzące lokomotywy. Mój starszy kuzyn miał już większą zajawkę i trochę mnie w to wciągnął.

Pamiętam, że mając 3–4 lata, pojechałem z rodziną na Paradę Parowozów w Wolsztynie. I kiedy zamiast jednego parowozu zobaczyłem ich kilkanaście czy kilkadziesiąt, to już przepadłem.

Ale Wolsztyn to jedno, a kopalniane „krokodyle” w Koninie to jednak zupełnie inny świat. Co cię w nich tak przyciągnęło?

Pasja zaczęła się od parowozów, ale z czasem, mając jakieś 13–14 lat, zacząłem robić zdjęcia – najpierw zwykłym aparatem. Wrzucałem je na Facebooka, na grupy kolejowe. Na początku dostawałem sporo krytyki, bo zdjęcia były słabe, ale to mnie zmotywowało. Patrzyłem na zdjęcia innych, uczyłem się i poznawałem ludzi, którzy dawali mi wskazówki. Z czasem wszedłem w fotografię kolejową na poważnie. Ale cały czas interesowała mnie „stara kolej”, a nie nowoczesne pociągi typu Pendolino. Dla mnie kolej to coś, co ma co najmniej czterdzieści lat, co słychać, widać i czuć – hałas, zapach, ciężar.

A „krokodyle”? Przecież one nie są klasycznie piękne.

Właśnie dlatego mnie fascynują. Są stare, brudne, hałasują – spełniają wszystkie moje kryteria. A do tego są unikatowe. W Polsce to od kilku lat jedyne miejsce, gdzie jeszcze jeżdżą. Kiedyś były też w kopalni Adamów, ale to już historia. Na świecie też nie ma ich wiele – trochę w Niemczech, Chinach, Bułgarii czy Rosji – więc to naprawdę coś wyjątkowego.

I jest jeszcze druga rzecz: otoczenie. Tu są pola, lasy, wsie, industrialne przestrzenie. To idealne miejsca do klimatycznych zdjęć i jednocześnie do wyrwania się z codzienności.

Jak wygląda takie „polowanie” na krokodyle?

W Koninie obowiązują dość stałe zasady. Pociągi kursują między odkrywkami a elektrownią. Jeżdżą praktycznie całą dobę, ale z obserwacji wiem, że największy ruch jest rano – około szóstej, siódmej – i po południu, po czternastej. To zresztą najlepsze światło do zdjęć. Rano są mgły, niskie słońce, piękne kolory. Po południu podobnie.

Trzeba jednak wcześnie wstać. Ja mam łatwiej, bo mam tu rodzinę żony, więc jestem na miejscu. Ale wielu ludzi przyjeżdża z całej Polski – z Białegostoku, Gdańska, Szczecina, Krakowa. Dla nich to często zarwana noc i duża wyprawa.

Ilu jest takich ludzi?

Teraz jest szczyt zainteresowania, bo wszyscy wiedzą, że to się kończy. Od stycznia przyjeżdżam regularnie i jeszcze ani razu nie byłem sam przy torach. Zawsze ktoś jest.

Założyłem też grupę na Facebooku „KWB Konin – Pociągi w krainie odkrywek”. W ciągu trzech miesięcy zebrała prawie dwa tysiące członków. Gdybym zrobił to pięć lat temu, nie byłoby takiego zainteresowania.

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole