Na emeryturze były wojewoda handlował ręcznikami i pościelą
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Henryk Kazimierczak, wojewoda koniński w latach 1975-1980, trzeci od prawej
Kiedy w styczniu 1971 roku Henryk Kazimierczak obejmował z ramienia Partii władzę w powiecie konińskim, wszystkie najważniejsze obiekty nowego Konina stały już gotowe lub lada moment miały się otworzyć.
Choć to dekada Gierka (a więc i Kazimierczaka) kojarzy się koninianom z najlepszymi latami naszego miasta, należy pamiętać, że o ówczesnym kształcie Konina zadecydowały inwestycje – że wymienię tylko trzy domy kultury, szpital i pałac sportu - rozpoczęte i wykonane głównie w latach sześćdziesiątych. Stał już też na swoim miejscu gmach NBP – dzisiaj siedziba miejskiej biblioteki – i odchodzące od niego na zachód i południe siedem pierwszych konińskich dziesięciopiętrowców.
Decydowano w stolicy
Wprawdzie to już po objęciu funkcji pierwszego sekretarza Komitetu Powiatowego PZPR w Koninie przez Henryka Kazimierczaka oddano do użytku hotel „Konin”, wielki pasaż handlowy po drugiej stronie Alei 1 Maja i drugą jezdnię ulicy Dworcowej, które dopełniły wizerunek centrum, ale to były ostatnie detale. Nową twarz Konina ukształtowały największe działające wtedy wokół niego zakłady przemysłowe: kopalnia i KZN (potem FUGO), elektrownie i huta. Pieniądze na mieszkania dla ich pracowników, sklepy, domy kultury, ulice i obiekty sportowe musiały się znaleźć.
W tamtych realiach ustrojowych ten czy inny sekretarz partii a potem wojewoda mieli bardzo ograniczony wpływ na to, które inwestycje były zasilane nie tyle nawet pieniędzmi, a bardziej przydziałami materiałów budowlanych i innych niezbędnych zasobów, których nie kupowało się przecież na wolnym rynku. Wszystko planowane było centralnie i to Warszawa miała przemożny wpływ na to, co gdzie zostanie pobudowane.
Bez racjonalnego rachunku
Co nie umniejsza starań takich postaci jak wielokrotnie tu przywoływany Józef Karykowski, który wychodził u wicepremiera Juliana Tokarskiego zgodę na budowę w powiatowym Koninie wyżej wspomnianych wieżowców albo tylko sobie wiadomymi ścieżkami zdobył przydział na materiały, z których położono ciepłociąg do bloków nowej części miasta. Dzisiaj prezydent Konina ma w miejskim budżecie więcej pieniędzy do dyspozycji niż pół wieku temu cały powiat czy nawet województwo konińskie.
W systemie centralnego planowania decyzje i działania były oderwane od rachunku ekonomicznego, co sprawiało, że niemożliwe było racjonalne pokierowanie całością systemu inwestycyjnego ani nawet jego poszczególnymi elementami. Przykładem może być dworzec kolejowy w Koninie, który nie powstał, ponieważ zdaniem jakiegoś urzędnika (lub grupy urzędników) materiały budowlane były bardziej potrzebne gdzie indziej. Po Koninie krążyła zresztą plotka, że poszły na budowę siedziby Komitetu Wojewódzkiego PZPR (dzisiaj Akademii Nauk Stosowanych), który stanął przy ulicy Przyjaźni w drugiej połowie lat siedemdziesiątych.
Zgodził się na kościół Kolbego
Utworzenie województwa konińskiego pociągnęło za sobą przede wszystkim powołanie tutaj do życia dziesiątek urzędów i instytucji, w których zapadały tysiące decyzji. Z czasem okazało się zresztą, że część powinna być podejmowana na szczeblu dawnych powiatów, więc w 1990 roku zamiast nich powołano do życia urzędy rejonowe w Kole, Koninie, Słupcy i Turku.
To właśnie Henryk Kazimierczak – jak wynika z jego wspomnień – odblokował wreszcie po kilkunastu latach starań możliwość wybudowania w nowym Koninie kościoła, dzisiaj pw. św. Maksymiliana Kolbego. Kilka lat później już jako wojewoda podobnego wsparcia udzielił księdzu Serafinowi Opałko, który doprowadził do powstania nowej świątyni przy ulicy Blizna w Kole.
Jak w Warszawie
Mniej więcej w tym samym czasie zrodziła się idea pobudowania w dolinie Warty stadionu, który miał zbliżyć do siebie starą i nową część miasta.
SLA zniszczyło jego ciało, ale nie umysł. Ojciec trójki dzieci potrzebuje pomocy








