Przez Bydgoską i Torową do szkoły naprzeciwko brykietowni w Marantowie
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Fot. Ryszard Kapuściński, © Alicja Kapuścińska, Rene Maisner
Pokłosiem wystawy jest wydany prawie pięć lat temu przez Miejską Bibliotekę Publiczną album ze zdjęciami Ryszarda Kapuścińskiego „Konin jak Colorado” z tekstem Izabeli Bobrowskiej. Jego nakład został już wyczerpany, ale można go przejrzeć w bibliotece. W drodze do Marantowa Ryszard Kapuściński zrobił wiele zdjęć Konina – starych budynków, drewnianego jeszcze mostu nad Wartą (a właściwie jego cienia), jakiegoś ogrodzenia przy ulicy Wojska Polskiego, wreszcie budowę bloku przy Placu Górnika 1. Widać na niej drewniane rusztowania i zaprzęg konny, jaki w tamtych czasach był podstawowym środkiem transportu materiałów budowlanych. A prawą stronę kadru wypełniają drzewa owocowe sadu państwa Piestrzyńskich. Dziesięć lat później potomkom Władysława Piestrzyńskiego zabrano pozostałą część sadu razem z domem, w którym później przez wiele lat funkcjonował Urząd Stanu Cywilnego.
Na skrzyżowaniu Bydgoskiej i Kolejowej
Innym historycznym zdjęciem Ryszarda Kapuścińskiego z Konina, które pokazuje, jak bardzo od tego czasu zmieniło się miasto, jest fotografia ulicy Bydgoskiej zrobiona z ulicy Kolejowej. Jest na niej tablica z napisem Konin i to właśnie dzięki niej Izabela Wojciechowska zorientowała się, że ma do czynienia z fotoreportażem z naszego miasta. Uwieczniony na niej chłopiec z tornistrem musiałby przeniknąć ściany stojącego tam dzisiaj punktowca, żeby przejść dzisiaj tą samą drogą, którą we wrześniu 1959 roku pokonywał w drodze ze szkoły do domu.
Naciskając spust migawki Ryszard Kapuściński stał tuż przy skrzyżowaniu, którego lokalizację nie tak łatwo dzisiaj odtworzyć, bo biegnąca wtedy po idealnie prostej linii Kolejowa, została podczas przebudowy wygięta w łuk, który zaczyna się mniej więcej już na wysokości dawnej świetlicy kolejowej. A z Bydgoskiej pozostał tylko krótki fragment tuż przed torami kolejowymi. W odtworzeniu tej sceny przeszkadza zresztą nie tylko wspomniany wyżej blok, bo za nim znajdują się jeszcze dwa budynki, których wtedy jeszcze nie było. Jeśli dokładniej przyjrzeć się zdjęciu z września 1959 r., widać po lewej stronie ulicy Bydgoskiej płot odgradzający plac budowy. To tam właśnie rosły wtedy dwa nowe bloki, którym nadano wkrótce adres Górnicza 13 i 11. Nie ma natomiast jeszcze trzeciego z nich z numerem 9, który zbudowany został w poprzek ulicy Bydgoskiej w 1962 roku, i powstałego w tym samym czasie, mniej więcej czterdzieści metrów za nim, przy Górniczej 12.
Sen za trzy miliony
Do Marantowa Kapuściński dotarł – o czym zdają się świadczyć wykonane przezeń zdjęcia – prawdopodobnie pieszo, ale już po kopalni obwoził go swoim samochodem doktor Jerzy Ławnicki. Konińskie kopalnie i rosnący nowy Konin kojarzyły się reporterowi „Polityki” z Nową Hutą, skąd we wrześniu 1955 roku napisał gorzki i głośny reportaż dla Sztandaru Młodych, pokazujący szarą, trudną codzienność jej mieszkańców. Naszkicowany przezeń portret konińskiej kopalni też nie był różowy. Opisywał brak wykształcenia robotników („na 1528 pracowników fizycznych szkołę podstawową ukończyło tylko 348, a więc jakieś 21 procent”) i ich nieodpowiedzialność („Gdyby maszyniści nie spali w elektrowozach, nie byłoby zderzeń. Taki sen kosztuje trzy miliony.”). Bo niedostatek odpowiednio wykwalifikowanych ludzi do pracy był wtedy jednym z najpoważniejszych problemów kopalni i stąd wzięło się otwarcie Zasadniczej Szkoły Górniczej.
Uwagę Ryszarda Kapuścińskiego przyciągały wielkie maszyny i kopalniane krajobrazy, ale przede wszystkim interesowali go ludzie. Symboliczne jest zdjęcie pustego wyrobiska odkrywki Niesłusz, z samotnymi domkami fińskimi nad jej krawędzią, z górującym nad nimi kominem brykietowni i rowerem na pierwszym planie, który był podstawowym środkiem lokomocji konińskiego górnika, bo między Koninem a Marantowem kursował wtedy jedynie kopalniany samochód ciężarowy przystosowany do przewozu pasażerów i dwa autobusy: jeden marki Bedford i drugi, nowszy – Star 52.
Targa ją tłum ludzi
Kapuściński odnotował w swoim reportażu, że brak odpowiedniego zaplecza remontowego (Główne Warsztaty Naprawcze powstaną dopiero za trzy lata), brak mechaników, brak części zapasowych uniemożliwiają racjonalną gospodarkę maszynami. Napisał:
„I widzimy: robotnicy rozbierają tory. Szyna waży 750 kg. Szynę powinien przesuwać spychacz — to proste Ale nie: targa ją tłum ludzi, bo spychacz stoi na boku zepsuty.”
Wszystko to brzmi dzisiaj wręcz egzotycznie, ale takie były realia, z którymi borykać się musiało ówczesne kierownictwo kopalni i których wolało nie nagłaśniać. Gdyby nie pobyt w Koninie Ryszarda Kapuścińskiego, nie mielibyśmy tak plastycznego i interesującego opisu ówczesnej kopalnianej rzeczywistości.
Fot. Ryszard Kapuściński, © Alicja Kapuścińska, Rene Maisner






