„Puknij się w aureolę”. Historia z Mąkolna rusza do czytelników

Zdjęcie udostępnione przez Monikę Tarwid
Monika Tarwid zadebiutowała powieścią „Puknij się w aureolę”. Autorka, 53-latka, mieszka w Łodzi (pracuje w Pabianicach). Urodzona w Kole, pochodzi ze wsi Siedliska, tuż obok Mąkolna, w gminie Sompolno w powiecie konińskim. Już 10 kwietnia o 17.00 w Szkole Podstawowej w Mąkolnie odbędzie się spotkanie autorskie, na które wspólnie zapraszamy.
Anna Pilarska. Czy miejsce pochodzenia ma wpływ na dalsze życie?
Monika Tarwid. Myślę, że ogromny. Mój tato jest Łodzianinem, a mama „Poznańską pyrą”. Poznali się, kiedy tato przyjechał do pracy w rodzinne strony mojej mamy. Budowano wtedy ośrodek wypoczynkowy w Mąkolnie. Pokochali się, pobrali i urodziłam się ja, a potem mój brat. Zamieszkaliśmy w Łodzi. Życie jednak pisze różne scenariusze i kiedy się rozwiedli, mama wróciła do rodziców w swoje rodzinne strony i moje życie zostało związane z Mąkolnem – tam uczęszczałam do Szkoły Podstawowej, a potem z Koninem – nauka w II LO i życie w internacie w Morzysławiu.
Czy miałam wrócić do Łodzi? Nie wiem, a raczej wtedy tego nie wiedziałam. Kiedy nie zdałam z trzeciej do czwartej klasy liceum (z języka rosyjskiego!), uciekłam do Łodzi. W poczuciu wstydu i bezsilności. Więc może miałam właśnie tutaj mieszkać, a życie swoimi niewidzialnymi nićmi, tak plotło zdarzenia, żeby dokładnie tak się stało. Teraz, kiedy jestem w takim momencie życia i zaczęłam pisać, wierzę że wszystko co mnie spotkało, prowadziło właśnie do tego.
A moje korzenie i pochodzenie, ta mieszanina bałuckiej zadziorności z łagodnością pachnących pól, lasów i łąk, to na zawsze zostało we mnie i ukształtowało mnie jako człowieka. W sercu mam miejsca, rodzinę i ludzi, których wspominam z ogromnym sentymentem. Łącznie z panią od rosyjskiego bo może gdybym wtedy zdała, poszłabym wraz z przyjaciółmi na studia do Poznania – marzyła mi się matematyka i moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej… A tak, piszę książki.
AP. Jak pani wspomina czasy dzieciństwa?
MT. Cudownie, z ciepłem i wzruszeniem, zwłaszcza te spędzone na wsi Siedliska. Moja mama pracowała w Niemczech, więc swoją miłością otoczyli mnie dziadkowie. Pisząc to teraz, wzruszam się. Bo ta miłość bezwarunkowa, jest tak ogromnie ważna i daje nam siłę na całe dorosłe życie.
Czytałam książki, kąpałam się w jeziorze o każdej porze dnia i nocy, włóczyłam się po lasach z wioskową bracią, jadłam papierówki pachnące słońcem i nic mi więcej do szczęścia nie było potrzebne. To był piękny, beztroski czas. Inny od dzieciństwa w Łodzi.
AP. Czy chętnie pani wraca w rodzinne strony, do Mąkolna?
MT. Tak. Mam to szczęście, że w moim domu rodzinnym mieszka brat z rodziną. Mam gdzie i do kogo wracać. Zawsze kiedy zbliżam się w rejony, w których dorastałam czuję to szczególne uniesienie. O tam, pocałowałam się pierwszy raz. Na tej ławce złamałam komuś serce, tłumacząc dlaczego nie możemy być razem. W tej remizie szalałam na dyskotekach. Na tym jeziorze pływałam, albo zimą szłam przez lód do szkoły. Po tych drogach szalałam na czerwonej motorynce.
Często w tych podróżach towarzyszy mi też moja mama, która mieszka ze mną, a przecież to również jej rodzinne strony. Jedziemy więc sobie A2, wspominamy bliskich i wzruszamy się. Mama opowiada mi o swojej młodości. To jest wyjątkowe i nigdy nie mam dość tych rozmów i wspomnień. Czasem mam wrażenie, że przyjdzie czas kiedy wrócę nad Jezioro Mąkolno i będę pisała patrząc na taflę wody.
AP. Co było inspiracją do napisania powieści pt. „Puknij się w aureolę”?
MT. To nigdy nie jest jedna myśl, a raczej splot zdarzeń, słów, myśli i ludzi jakich się spotyka. Pamiętam ten dzień – 1 listopada 2024 roku. Stałam nad grobem moich dziadków: Irenki i Miecia, i rozmawiałam z nimi w myślach. Nagle przyszło do mnie wspomnienie o ruinach pałacu w Wierzbiu. Uśmiechnęłam się w duchu, bo czułam że to oni podsunęli mi tę myśl. Ja w to wierzę. Po mszy podeszłam do kolegi, który tam mieszka i poprosiłam o kontakt z jakimś historykiem, który wie więcej o tym budynku.
Do kontaktu z historykiem nigdy nie doszło, a że jestem niecierpliwa, zaczęłam pisać. Na początku powieść miała być ściśle związana z tymi ruinami, jednak popłynęła zupełnie inaczej. Jest co prawda potomek hrabiego, architekt Konstanty, jedna scena, która ma miejsce właśnie w ruinach, ale pozostała akcja to Mąkolno gdzie umieściłam główną bohaterkę i jej babcię. Jest też Sompolno, w którym mieszka policjant Jarek, naprzeciwko budki z lodami. Te lody pamiętam do dziś! Są też dwie sceny w Tatrach, które kocham.
A anioły skąd? Hmm, zawsze bałam się śmierci, a raczej bólu z nią związanego. Zaczęłam czytać książki Michaela Newtona i Roberta Schwartza i to mnie uspokoiło. Już wcześniej wierzyłam, że jest nad nami jakaś moc, każdy może tutaj wstawić to w co wierzy (Bóg, Anioły, przodkowie, źródło), bo nie chcę tego nazywać – nie ma takiej potrzeby i ta moc nad nami czuwa, a nasza dusza ma do wypełnienia misję. I już teraz widzę, że brzmi to górnolotnie. Więc pomyślałam sobie, a co gdyby ten wątek związany z duchowością, mocą i siłą, która czuwa nad nami, poruszyć w bardziej przystępny, żartobliwy sposób? Tak powstała powieść „Puknij się w aureolę”. A kto ma zobaczyć w niej drugie dno, to zobaczy. Inni, przeczytają po prostu z uśmiechem.
Dziękujemy za Twoją obecność. Obserwuj nas w Wiadomościach Google, aby być na bieżąco.



