Tak młodzi ludzie kupują używki. Wystarczy zdjęcie i aplikacja

Ściągają aplikacje imitujące e-Dowód, wpisują swoje dane i wgrywają zdjęcie, a następnie idą do sklepu i kupują papierosy, alkohol czy energetyki. Taki sposób znaleźli młodzi ludzie na zdobycie nieprzeznaczonych dla nich produktów.
O problemie, który zauważył wśród młodych ludzi, poinformował nas jeden z Czytelników. – Widzę, że w Koninie jeszcze nikt tego tematu nie poruszył, a wydaje mi się, że jest bardzo ważny – napisał w mailu do redakcji LM.pl. Chodzi o fałszywe e-Dowody, które młodzi ludzie wykorzystują do zakupu nieprzeznaczonych dla nich substancji.
Jak to działa?
Sposób jest podobno bardzo popularny wśród młodych ludzi i relatywnie prosty w użyciu. W Internecie można znaleźć aplikacje, które imitują mObywatela czy jedną z jego funkcji – e-Dowód. Nasz Czytelnik podesłał nam link do takiej aplikacji. Sprawdziliśmy, jak działa.
Pod podanym linkiem wystarczy wgrać swoje zdjęcie i podać dane. Następnie generowany jest fałszywa aplikacja mObywatel wraz e-Dowodem. Po jego wejściu wyświetla się nasze zdjęcie i dane na identycznym, co w oryginalnej aplikacji tle.

Screen z fałszywego e-Dowodu, który udało nam się stworzyć przy pomocy jednej z aplikacji. Zamiast swoich danych posłużyliśmy się postacią z popularnej animacji.
Fałszywy e-Dowód do złudzenia przypomina ten prawdziwy dostępny w aplikacji mObywatel. Przy szybkim jego użyciu, np. w sklepie – i braku głębszego zainteresowania ze strony sprzedawcy, by go zweryfikować – można w ten sposób łatwo wprowadzić w błąd co do swojego wieku i bycia pełnoletnim.
– Osoby nieletnie wykupują wszystko, co jest powyżej osiemnastego roku życia, od energy drinków po snus czy e-papierosy. Wydaje mi się, że dzisiaj wielu rodziców ma z tym problem i często nawet nie wie skąd ich dziecko coś ma – zauważa nasz Czytelnik.
Policja: to czyn karalny
Konińska policja w zeszłym roku odnotowała jeden przypadek posługiwania się przez osobę nieletnią podrobioną wersją aplikacji mObywatel. – Na chwilę obecną nie obserwujemy dużej liczby tego typu przypadków, jednak zjawisko to wymaga stałego monitorowania – mówią funkcjonariusze.
Jednocześnie przyznają, że skala zjawiska może być realnie większa, bo tworzenie takich fałszywych dokumentów cyfrowych staje się coraz łatwiejsze. – W związku z tym część takich sytuacji może nie być zgłaszana lub pozostawać niewykryta – stwierdzają policjanci. Sami podczas spotkań prewencyjnych z dziećmi i ich rodzicami poruszają zagrożenia związane z odpowiedzialnością prawną, bezpieczeństwem w sieci oraz konsekwencjami posługiwania się fałszywymi dokumentami.
Takie czyny są karalne. Potencjalne konsekwencje dla nieletnich są zróżnicowane – od najłagodniejszych, takich jak upomnienie, po znacznie poważniejsze, jak nadzór kuratora sądowego, umieszczenie w młodzieżowym ośrodku wychowawczym a nawet zakładzie poprawczym. W każdym indywidualnym przypadku decyzję podejmuje sąd rodzinny.
Ale uważać muszą też sprzedawcy, bo to na nich ciąży obowiązek dochowania należytej staranności przy weryfikacji wieku kupującego. Za sprzedaż np. alkoholu lub papierosów nieletnim grozi im grzywna, a także cofnięcie zezwolenia na sprzedaż alkoholu.
Ekspert: aplikacje powinny pochodzić z bezpiecznych źródeł
Używanie fałszywych e-Dowodów to nie tylko ryzyko prawne, ale również cybernetyczne. Młode osoby, korzystające z takich stron i aplikacji, pobierają je niejednokrotnie na swoje urządzenia i podają w nich swoje dane – w tym udostępniając wizerunek w postaci zdjęcia.
Janusz Tomczak z firmy Guzik zajmującej się systemami informatycznymi wskazuje, że najbezpieczniejsze są aplikacje pochodzące z oficjalnych sklepów, np. Google Play czy Apple Store. W momencie, gdy aplikacja zawiera w sobie niebezpieczne oprogramowanie, automatyczne testy w tych sklepach wykrywają ją i blokują.
Istnieją również narzędzia, które pozwalają rodzicom kontrolować to, co dziecko robi i instaluje na swoim smartfonie. To np. Family Link, aplikacja na systemy Android. Pozwala na blokadę dostępu do wszystkich aplikacji, wybór bezpiecznych kanałów dystrybucji (np. tylko Google Play) i wymusza akceptację przez rodzica instalacji każdej nowej aplikacji.
Najważniejsza jest rozmowa
Co jednak, jeśli odkryjemy, że nasze dziecko już taką aplikację pobrało na swój telefon? Janusz Tomczak wskazuje konkretne kroki: deinstalacja oprogramowania, skanowanie programami antywirusowymi, a nawet resetowanie całego telefonu. – Warto zawsze szukać i czytać informacje na temat zainfekowanej aplikacji, żeby mieć wiedzę o zagrożeniu i jak działać w przypadku posiadania takiej aplikacji – mówi.
Kluczowy jest również jeszcze jeden aspekt. Jak radzą policjanci, z dziećmi trzeba po prostu rozmawiać. – Z naszych doświadczeń wynika, że nieletni mogą podejmować różne próby obejścia przepisów, dlatego apelujemy do rodziców o rozmowę z dziećmi na temat konsekwencji takich działań oraz o zwracanie uwagi na ich aktywność w sieci – apelują.



