W 1982 roku parkiet do nowego mieszkania kupowali za Poznaniem, a lakier w NRD
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Do wymarzonego M-3, jak wtedy mówiło się na trzypokojowe mieszkanie, Wanda i Michał Gruszczyńscy wprowadzili się po dziesięciu latach czekania. Właśnie minęło czterdzieści lat od tego momentu i z tej okazji namówili mnie do napisania wspomnienia z czasów, kiedy kryzys socjalistycznej gospodarki osiągnął apogeum.
Kryzys polegał między innymi na tym, że po parkiet do nowego mieszkania musieli jechać do Murowanej Gośliny pod Poznaniem, a po lakier do niego - aż do Niemiec. A właściwie to do Wrocławia, bo lakier kupili im za zachodnią granicą krewni, którzy mieszkają w stolicy Dolnego Śląska. Po kafelki natomiast pan Michał musiał się pofatygować do Opoczna, 80 km za Łodzią. Ponieważ nie miał własnego samochodu, dotarcie na miejsce zajęło mu całą noc, a z ciężkim towarem wracał do Konina okazyjnym transportem.
Terakota na ścianie
A bywało przecież, że mimo starań, potrzebnego do wyposażenia mieszkania produktu żadną miarą kupić się nie udało. Co wtedy? Na przykład Leszek Bartkowiak, o którym również pisałem w pierwszej części opowieści o wieżowcach przy ulicy Bydgoskiej („Lokalizację wieżowców na malowniczej skarpie wskazał Edward Gierek”), nie znalazł nigdzie glazury, więc zamiast niej położył na ścianach łazienki i ubikacji terakotę. Taką samą, jaką miał na podłodze.
Jeśli ktoś nie pamięta czasów sprzed 1989 roku, to właśnie ma okazję dowiedzieć się, na czym polegają różnice między gospodarką sterowaną centralnie a rynkową. Dzisiaj każdy z wymienionych wyżej produktów kupić można w Koninie w jednym z kilku wielkich marketów budowlanych, a w każdym będzie miał do wyboru przynajmniej kilka rodzajów towaru. Inaczej niż czterdzieści lat temu, kiedy nabywca cieszył się, że w ogóle udało mu się kupić to, czego potrzebował.
Zakupy na zapas
To dlatego zakupy do nowego mieszkania zaczynało się na długo przed otrzymaniem do niego kluczy. Michał Gruszczyński, który do spółdzielni zapisał się cztery lata przed ślubem, w sumie czekał na nie dziesięć lat, co w tamtych czasach wcale nie było długo. Choć wiele razy pisałem wcześniej, że w Koninie poszukiwani fachowcy dostawali mieszkanie po kilku miesiącach a bywało że nawet tygodniach, to dotyczyło to lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. W następnej dekadzie ludzi z wyższym wykształceniem było już zdecydowanie więcej i coraz więcej z nich decydowało się na pracę z mieszkaniem w Koninie, który wtedy miał już ugruntowaną opinię miasta, gdzie na własne cztery ściany czeka się relatywnie krótko. A przecież wciąż rozwijający się koniński przemysł potrzebował również robotników, którzy też chcieli zamieszkać w godziwych warunkach.
Wandzie i Michałowi Gruszczyńskim, a właściwie to samemu Michałowi, bo w 1975 roku, kiedy oboje kończyli studia, nie byli jeszcze małżeństwem, zapewniono mieszkanie w umowie na stypendium fundowane. Wprawdzie od połowy lat siedemdziesiątych można już było w PRL mieszkania kupować, ale mało kogo było na to stać, więc nadal głównym sposobem na jego zdobycie pozostawało zapisane się do spółdzielni i czekanie - czasami po kilkadziesiąt lat. I to mimo tego, że budowano coraz więcej i w słynnej gierkowskiej dekadzie w 2,6 milionie nowych lokali, powstałych w zdecydowanej większości z tak zwanej wielkiej płyty, zamieszkało około 10 mln osób! Ale tuż po rekordowym 1978 roku, kiedy oddano do użytku 284 tysiące mieszkań, przyszła zima stulecia i załamanie budownictwa po dwóch latach, kiedy powstało ich o jedną piątą mniej. Dla porównania dodam, że przez pięć lat realizacji programu Mieszkanie Plus obecnemu rządowi udało się oddać do użytku tylko 15,3 tys. lokali.
Nasz!
W tej sytuacji można śmiało uznać, że czekający sześć lat na swoje M-3 państwo Gruszczyńscy i tak mieli szczęście. Tym bardziej, że pracodawca pana Michała - Huta Aluminium „Konin” - zapewnił im tymczasowe lokum w hotelu zakładowym w pierwszym konińskim wieżowcu przy Tuwima 3. Dzięki czemu mogli z oddali obserwować postępy budowy przy Bydgoskiej. Jak tylko dowiedzieli się, gdzie będzie ich mieszkanie, sporządzili szkic usytuowania trzech wieżowców, oznaczając ten najniżej położony napisem „NASZ” (il. 1).
W czasach PRL-u, gdy zdobycie parkietu czy farby bywało wyzwaniem, również specjalistyczne usługi, takie jak lakierowanie elementów z tworzyw sztucznych na mokro, były dostępne jedynie dla wybranych zakładów przemysłowych.














