Zamienił Warszawę na Posadę. Teraz pokaże obrazy w Wieży Ciśnień

Fot. Anna Pilarska
Od japońskiej bibuły do geometrii
Twórczość Andrzeja Kalety zmieniała się wraz z nim. Artysta przechodził przez różne etapy, poszukiwał kolejnych środków wyrazu i sposobów opowiadania o tym, co trudno zobaczyć i nazwać. Tworzył ekoliną na bibule japońskiej. Później powstawały kompozycje figuratywne, surrealistyczne oraz prace inspirowane fantastyką. Od 2003 roku w jego malarstwie zaczęły dominować formy geometryczne i strukturalne.
Pewnego rodzaju poetyckość i duchowość były jednak obecne w jego sztuce od początku. Nadal zajmują w niej ważne miejsce. Prezentowane w Wieży Ciśnień obrazy formalnie korzystają z języka abstrakcji barwnej i geometrycznej. Nie mają prowadzić odbiorcy do jednej, z góry ustalonej odpowiedzi. Przeciwnie – mają otwierać pole wielu interpretacji i pozwalać każdemu widzowi odczytywać je na własny sposób.
Kaleta nie widzi siebie jedynie jako sprawnego rzemieślnika czy autora kompozycji. Jest raczej kimś, kto odbiera obrazy, a następnie nadaje im materialną formę. Myśli o sobie jako o malarzu ikonicznym i archetypicznym. Ma swoich mistrzów i własne wzory. Doskonale zna warsztat malarski, przez lata zajmował się konserwacją, był również kopistą. Wie jednak, że sama technika nie wystarcza, aby powstało dzieło, które naprawdę porusza odbiorcę.
– Wiem, na czym polega dobra technika, ale wiem, że jest coś więcej. Zawsze dyskutowałem sam ze sobą o tym, jak to się dzieje, że powstaje arcydzieło. Obraz, na który patrzymy, jest wielowymiarowy. To kod dostępu do jakiejś informacji. Coś, co być może trudno od razu dostrzec. Zauważymy to dopiero wtedy, gdy jesteśmy na to gotowi. Sam tego doświadczyłem.
Twórca medytujący
W pracowni Andrzeja Kalety można zobaczyć bardzo różnorodne prace. Są śladem kolejnych etapów poszukiwań, doświadczeń i zmian. Artysta mówi o sobie jako o twórcy medytującym. – To efekt szukania kontaktu ze sobą. Wyciszam się, wyłączam, szukam. Próbuję dowiedzieć się, kim jestem. To przejaw mojej duchowości – wyjaśnia.
Malarstwo jest dla niego sposobem prowadzenia wewnętrznego dialogu. Artysta wypracował własną technikę. Inspiracją w jego życiu i twórczości były również córki. Przyznaje, że jego zainteresowania zawsze były szerokie i pojawiały się w kolejnych okresach życia.
Wszystkie te doświadczenia spotykają się dziś w Posadzie. Tam urządza dom, tworzy, planuje nowe realizacje i stopniowo poznaje najbliższą okolicę. Podoba mu się miejscowy pałacyk. Zwiedza okolice Konina i chce coraz lepiej rozumieć miejsce, które wybrał na kolejny etap życia. – Jestem pozytywistą. Nie patrzę na ciemną stronę ulicy, ale na jasną stronę – mówi o sobie. – Trzeba czuć nurt swojego życia. Jesteśmy tu i teraz. To w nas jest ten skarb, a nie na zewnątrz.
Wieża, z której rozchodzi się energia
Wystawa „Nowych znaków tajnia” będzie pierwszą okazją, aby Andrzej Kaleta szerzej zaprezentował swoje artystyczne oblicze mieszkańcom Konina. W Galerii Wieża Ciśnień pokaże kilkanaście obrazów. Artysta cieszy się na wystawę i dobrze ocenia współpracę z jej kuratorem, Robertem Brzęckim z Centrum Kultury i Sztuki w Koninie. – Rozumie to, czym jest sztuka – mówi o szefie Wieży Ciśnień.
Kaleta nie ukrywa, że jest ciekawy reakcji widzów. Jego prace nie opowiadają historii w oczywisty sposób. Nie przedstawiają świata, który można łatwo rozpoznać i nazwać. Zapraszają do osobistego spotkania, w którym znaczenie rodzi się między obrazem a odbiorcą. – Czekam na konfrontację – przyznaje artysta. – Jak mówią o Koninie, że „tu płynie energia”, to Wieża Ciśnień oznacza pewną oryginalność na wysokim poziomie. To taki punkt, od którego coś się rozchodzi.
Andrzej Kaleta "wylądował" pod Koninem trochę przez przypadek. Przyjechał, poczuł, że „tu płynie energia” i został. Teraz urządza swój świat od nowa – dom, pracownię, otoczenie i buduje relację z miejscem.
Wernisaż „Nowych znaków tajnia” odbędzie się 14 sierpnia o godzinie 18.00 w Galerii Wieża Ciśnień w Koninie. Wstęp wolny.










