Cała para w entuzjazm
Z HISTORII KONIŃSKIEJ KOPALNI

Natomiast na początku 1946 r. na etacie lekarza zakładowego zatrudniono Henryka Sztencla (po odejściu dyrektora Kozłowskiego, zajął jego mieszkanie przy ulicy Kościuszki). - Okazał się bardzo sumiennym opiekunem całej załogi w zakresie zdrowotności i swoją pracą, wykonywaną z poświęceniem, pozyskał sobie wdzięczność całej załogi – pisał o nim Jan Mierzwiak.
Przeniesienie do Zjednoczenia
W tymże roku wyremontowano, służące dotąd za magazyny, baraki, by mogli się do nich wprowadzić pracownicy, mieszkających zbyt daleko od kopalni, rozpoczęto też budowę baraku biurowego. Pracowników z Konina i okolic dowożono na otwartej przyczepie traktora. Na koniec roku kopalnia zatrudniała 464 pracowników, w tym 30 umysłowych. Oprócz inż. Eugeniusza Ewicha, z kopalnią rozstał się Wacław Lidmanowski, który odpowiadał za część elektryczną, a w końcu roku kierownik robót górniczych Henryk Oszczakiewicz.
Z początkiem lutego 1947 roku dyrektora Stanisława Kozłowskiego przeniesiono służbowo do dyrekcji Zjednoczenia Przemysłu Węgla Brunatnego w Żarach na stanowisko kierownika działu administracyjnego, a po dwóch latach został komisarzem oszczędnościowym. - Ojciec miał tam dobrą, ciepłą posadkę - wspomina Henryk Kozłowski. - Mieszkaliśmy przy ulicy Partyzantów w przecudnym mieszkaniu z tarasem na piętrze służbowej willi, w ogrodzie z fontanną. Ale kiedy ojciec dostał propozycję powrotu do Konina, to się nawet chwili nie zastanawiał. To pokazuje, jak bardzo czuł się związany z Koninem.
Sześciu dyrektorów
Przez trzy lata jego nieobecności rozpoczęto eksploatację pola B odkrywki Morzysław (na zachód i południe od dzisiejszego cmentarza komunalnego w Koninie), zwiększono produkcję brykietów i zatrudnienie. W tym czasie firmą kierowało sześciu dyrektorów (Adam Patla, Mirosław Oleś, Ludwik Siekierko, Zygmunt Biskupski, Gustaw Fierla i Karol Biskup), z których żaden nie utrzymał się na stanowisku dłużej niż rok.
Razem ze Stanisławem Kozłowskim do Konina przyjechała przewiązana czerwoną wstążką pierwsza brykieta. Ale to już nie były czasy pionierskie, inna też była kopalnia i inna rzeczywistość. 1950 r. był pierwszym rokiem tak zwanego planu sześcioletniego, a jednym z głównych jego zadań była elektryfikacja kraju. Ponieważ związane z tym zapotrzebowanie na energię elektryczną rosło sześciokrotnie szybciej od wydobycia węgla kamiennego, postanowiono w większym niż dotąd stopniu wykorzystać do tego celu, do tej pory raczej lekceważony, węgiel brunatny.
Przede wszystkim robotnicy
Atmosferę tamtych czasów i problemy, przed jakimi stała wtedy konińska kopalnia, doskonale oddaje narada, jaka odbyła się 25 lutego 1950 r., w trzy tygodnie po ponownym objęciu przez Stanisława Kozłowskiego stanowiska dyrektora Kopalni „Konin” Zjednoczenia Przemysłu Węgla Brunatnego, jak brzmiała pełna nazwa konińskiego zakładu wydobywczego, od chwili przejęcia go przez ZPWB.
Naradę zwołano „w celu ustalenia sposobów rozwiązania trudności, na które natrafiła kopalnia”. Oprócz dyrekcji konińskiej kopalni wraz z osiemnastoosobowym personelem technicznym i administracyjnym wzięła w niej udział cała wierchuszka ZPWB oraz osiemdziesięciu czterech robotników, bo „ze względu na to, iż tematem dzisiejszej narady jest najżywotniejszy problem kopalni, jest konieczne, by w dyskusji nad nim zabierali głos przede wszystkim robotnicy”, zapisano w protokole zebrania.
Bez zapasów
Z dokumentu owego wynika, że inż. Jung (przy wielu nazwiskach brak jest imion), zastępca kier. działu planowania ZPWB, zwrócił uwagę na stały spadek zapasu węgla odkrytego w konińskiej kopalni. Ze 120 tys. ton, które pozostawili po sobie Niemcy w 1945 r., zapas stopniał do 12 tys. ton w lutym 1950 r. - Na kopalniach odkrywkowych przyjmuje się zasadę posiadania odkrytego węgla wystarczającego na sześć miesięcy - przypomniał i wyliczył, że aby do końca 1950 r. wydobyć jeszcze 210 tys. ton węgla i uzyskać przynajmniej czteromiesięczny zapas, konińscy górnicy muszą w tym czasie zdjąć 1,15 mln ton nadkładu, a więc 4,4 tys. metrów sześciennych na dobę.
Kilkaset ofert mieszkań na wynajem i sprzedaż – znajdź idealne lokum szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!










