Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościDlaczego dopłacamy setki tysięcy złotych do miejskiego bazaru?

Dlaczego dopłacamy setki tysięcy złotych do miejskiego bazaru?

KONIN JEST NASZ

Dodano:
Dlaczego dopłacamy setki tysięcy złotych do miejskiego bazaru?

Co ciekawe koszty kutnowskiego bazaru są dużo niższe, choć kupcy zatrudniają księgową, firmę ochroniarską, konserwatora instalacji elektrycznych i pracownika gospodarczego oraz trzy osoby z zarządu stowarzyszenia. Opłacają też – co oczywiste - wywóz śmieci, podatek od nieruchomości oraz ZAiKS i STOART, płacą za wodę i energię elektryczną, a przede wszystkim każdego miesiąca przelewają na konto miasta 28 tys. zł za dzierżawę placu.

Rocznie to jest 336 tys. zł, choć bywa mniej, bo prezydent Kutna bardzo życzliwie odnosi się do handlujących na bazarze „Manhattan” kupców i kiedy zimą temperatury spadają tak bardzo, że uniemożliwiają handlowanie (szczególnie na stoiskach z warzywami - na zdjęciu powyżej), obniża im czynsz lub rezygnuje z niego całkowicie. Od początku funkcjonowania kutnowskiego „Manhattanu” prezydent obniżał go zresztą kilkakrotnie – w sumie już o ponad jedną czwartą: z 38 do 28 tys. zł – każdorazowo zgadzając się na renegocjację opłaty, kiedy wraz z narastaniem kryzysu gospodarczego obroty na bazarze spadały.

O podobnych rozwiązaniach w Koninie nie ma mowy. – Kiedy choruję, albo z powodu mrozów nie mogę handlować, nikogo to nie obchodzi – tłumaczy mi jeden z kupców z warzywnego stoiska. – Podobnie jest z urlopem: mam płacić i już.

W Kutnie oprócz 250-złotowego czynszu kupcy składają się dodatkowo po 35 zł na wspólny fundusz, z którego finansują bieżące remonty (ostatnio wymienili całkowicie instalację elektryczną i oświetlenie oraz pomalowali zadaszenie) i imprezy promocyjne na bazarze. Mają swoje telebimy i tablice reklamowe, organizują konkursy dla klientów, dzień dziecka i inne wydarzenia, które przyciągają klientów.

Zgromadzone na wspólnym koncie pieniądze są też wykorzystywane do poratowania osób, które zachorują. – A oprócz tego, że ciężko pracujemy, umiemy się też wspólnie bawić – opowiada Małgorzata Lubowicka. - Organizujemy wycieczki, wspólne wyjazdy na przykład na grzyby, grille, bale karnawałowe.

Konińscy kupcy mogą tylko pozazdrościć koleżankom i kolegom z Kutna, że potrafią porozumieć się dla wspólnego dobra. Istniejące Konińskie Stowarzyszenie Kupców „Bazar” zrzesza niewielką ich część i nie bardzo wiadomo, czym tak naprawdę się zajmuje. Na pewno nie zrobili wszystkiego, co mogliby sami dla siebie zrobić. Bo deklaracja prezydenta Józefa Nowickiego, że „miasto zrobiło bardzo wiele dla konińskiego bazaru przy ul. 11 Listopada” nie wygląda poważnie w zestawieniu z kwotami ściąganymi z handlujących i stratami, ponoszonymi przez miasto.

W Kutnie kupcy mniej płacą, miasto ma zyski, a wolnych pawilonów praktycznie nie ma, natomiast w Koninie ich liczba systematycznie rośnie i dzisiaj jest ich już około sześćdziesiąt. No i każdego roku dokładamy do bazaru, jak twierdzi prezydent, po kilkaset tysięcy złotych. Chyba że jednak nie dokładamy, a prezydent kłamie, żeby utrzymać koszmarnie wysokie opłaty dla kupców. Może zbadaniem tej kwestii zajmą się radni opozycji?

A może bilans bazaru byłby dzisiaj dodatni, gdyby konkurs na prezesa PGKiM, które zarządza targowiskiem, został przeprowadzony uczciwie (więcej na ten temat w artykule „Jak wygrać w Koninie konkurs na prezesa”) i zatrudniono do tej roboty fachowca?

Robert Olejnik

koninjestnasz@portal.lm.pl

strona 2 z 2
strona 2/2
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole