Dusza wojownika w ciele biedującego artysty. To nie czary. To Bary!

Jeśli spytacie mnie o psa z największym duchem walki, bez wahania wskażę Barego. To niezniszczalny terminator, którego żadna siła nie powstrzyma. Mógłby uczyć odwagi pilotów kamikadze. Nawet najwyższy urząd, czyli matka ze ścierką w ręku traci tutaj swoją władzę, bowiem na Barego nie ma mocnych.
Chłopak trafił do schroniska w złym stanie. Na jego kościach studenci mogliby się uczyć anatomii. Niestety psiak dalej wygląda mizernie. Odbudowanie masy w warunkach schroniskowych jest nie lada wyzwaniem, dlatego wybawieniem byłyby nowe cztery kąty, gdzie w środowisku domowego ciepła Bary mógłby sukcesywnie nabierać kilogramów.
Na ten moment nasz bohater przypomina biednego malarza, któremu nie starcza na farby i mam lekkie obawy mijając z nim przechodniów, by Ci nie wydali na mnie przedwczesnych wyroków skazujących widząc jak chudy jest mój towarzysz. A co robi Bary? Bary olewa konwenanse wąską strużką moczu i dziarsko idzie dalej, pozbawiony strachu i wszelkich uprzedzeń, a jego rachityczne, długie łapy połykają kolejne metry chodnika. Trzeba zaznaczyć, że chłopak potrafi trzymać żwawe tempo. Skąd w tym wątłym ciałku tyle energii, by trenować cardio przy Jeziorku Zatorze - pytam sama siebie łapiąc lekką zadyszkę przy próbach dorównania kroku i jednoczesnego nagrywania tych wyczynów.
Głowa Barego to zdrój optymizmu i pogody ducha. Stąd bierze się ten młodzieńczy wigor i krzepkie ruchy. Merdający ogon i nadzieja na lepsze jutro. Cudowne połączenie odwagi, życiowego optymizmu i gołębiego serca. To przesympatyczny, przyjacielski psi towarzysz, który cieszy się na widok człowieka i czerpie radość ze wspólnych chwil spędzonych razem.
Charakter Barego najlepiej mogę opisać zestawiając go z opisem pewnego uroczego jegomościa, którego z resztą powinniście kojarzyć. Bohatera, który zainicjował cykl artykułów Bezdomny Doggo – filigranowego Lucusia. Tak się składa, że Lucuś i Bary byli kumplami z paki. Różniło ich wszystko: wygląd, wielkość, osobowość i temperament.
I tak oto na spacerze kroczy on: odważne ruchy, silna psychika, kwadratowa szczęka, chodząca niezależność, czyli Bary, a obok, na krótkich łapkach drepcze żywe srebro, ulubieniec babć i cioć, mały Lucuś. Jeden krok Barego to dziesięć lucusiowych kroczków. Wyobraźcie sobie, że Bary to niezależny siedemnastolatek: chodzi własną drogą, nosi plecak z naszywkami, nie stroni od wagarów i popala za szkołą, a gdy wróci do domu, trzaśnie drzwiami z tabliczką „Zakaz wejścia”, nałoży słuchawki na uszy i w towarzystwie fermentujących skarpet odpływa w świat mocnego brzmienia. Jednak jego spokój mąci młodszy brat - Lucuś, wczesne klasy podstawówki, jak wetrze cukier w dziąsła, to trzeba go z żyrandola ściągać. Ulubione hobby: denerwowanie Barego i zaawansowane techniki manipulacyjne, z których młodsze rodzeństwo ma zazwyczaj doktorat. Następuje hipotetyczna sytuacja, kiedy Bary przyprowadza do domu dziewczynę na „oglądanie filmu”. Miło się gada, jeszcze milej milczy, atmosfera gęstnieje. Przecież i tak nikt tu nie przyszedł na seans. Wtem w progu staje Lucuś – główny adresat tabliczek z zakazem wstępu na drzwiach. Lucuś nie musi wiele robić. Jest tak rozczulający, że okręca sobie dziewczynę wokół palca jednocześnie kręcąc bat nie siebie. Oczy Barego są już w stanie wypalić laserowo metal, ale w tym momencie nie może on już nic zrobić. Lucuś skradł show. Popcorn ostygł i cały misterny plan spalił na panewce. Po trzech rundach chińczyka w salonie, dwóch zjedzonych opakowaniach żelek i godzinach rozpływania się nad urokiem Lucusia dziewczyna wychodzi, a Baremu pozostają jedynie poczciwi chłopcy z Metalliki i ewentualnie seans filmu „Na własną rękę”.
Właśnie tak widzę tę dwójkę - pełną przesympatycznych sprzeczności. Jednak nic nie trwa wiecznie, Lucuś znalazł nowy dom i duet rozpadł się szybciej niż Spice Girls. Dzisiaj Bary samotnie pokonuje leśne ścieżki marząc o tym, że i dla niego znajdzie się kochający właściciel. Człowiek, który pewnego dnia, gładząc go niespiesznie po grzbiecie powie: „Widzisz Bary, warto było walczyć. Kiedy było Ci ciężko, Ty dalej wierzyłeś w siebie. Dzisiaj wierzymy w Ciebie obaj”. I nawet jeśli ten człowiek słucha Metalliki po „Kill 'Em All” – wybaczymy. Świat w końcu nie jest idealny.
-----------
Czytelnikom zainteresowanym takim sposobem narracji polecam autorską stronę Bezdomny Doggo (zarówno na Facebooku jak i na Instagramie). Jest to bezczelnie subiektywny przegląd najwspanialszych psich osobowości z konińskiego schroniska. Zbiór własnych obserwacji, wrażeń i impresji okraszony zabawnymi filmami oraz rewelacyjnymi zdjęciami Radosława Bąka (Dream Dog – fotografia psów). A na portalu LM.pl spotkamy się za dwa tygodnie.
Pogoda bywa kapryśna – kliknij teraz i sprawdź prognozę, żeby nie dać się jej przechytrzyć!
















