Dwa konińskie zamki, dwie ruiny i jedno muzeum. To już 60 lat...
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Fot. Archiwum Państwowe w Poznaniu, Oddział w Koninie
Panowie – wśród nich Ryszard Michalski, który jeszcze przed 1939 rokiem postulował utworzenie w Koninie takiej placówki, Antoni Studziński, Zygmunt Pęcherski, Zygmunt Kowalczykiewicz a także Stanisław Wajcht i Jan Sznajder - gromadzili historyczne artefakty wyrzucone na powierzchnię przez ludzi i maszyny na budowach konińskiego zagłębia przemysłowego. W chwili powstania Muzeum Zagłębia Konińskiego przejęło około sześćset sztuk ze zgromadzonych przez nich zbiorów (fot. 3-5).
Zabytki w wodzie
Wróćmy do zamku w Gosławicach, a właściwie jego ruin, które zamierzano zamienić na siedzibę konińskiego muzeum. Choć decyzja o odbudowie zapadła w 1975 roku, to konkretne prace rozpoczęły się dopiero trzy lata później. Po zmianach administracyjnych realizację nowej koncepcji powierzono bowiem PKZ z Łodzi. Jak to w socjalizmie proces przejmowania budowy i organizacji przedsiębiorstwa trwał aż trzy lata, więc właściwe prace rozpoczęły się dopiero w roku 1978.
Tymczasem w liczących sobie ponad ćwierć wieku muzealnych pomieszczeniach przy ulicy Przemysłowej panowała wilgoć, a co jakiś czas zalewała je woda. Latem 1980 roku jej poziom był na tyle wysoki, że część półek się zarwała i zgromadzone na nich eksponaty znalazły się na ziemi.
– Woda dostała się do magazynów muzeum na początku lipca i utrzymywała się do 27 września na stałym poziomie pół metra. To, co strażacy wypompowali w dzień, wracało nocą – skarżyła się wtedy Łucja Pawlicka-Nowak. - Zniszczeniu uległo wiele eksponatów archeologicznych i etnograficznych oraz sprzęt obozowy niezbędny do prowadzenia badań.
Najpierw mieszkania i handel
Najcenniejsze eksponaty przeniesiono do sali wystawowej, cześć wzięli do domu pracownicy muzeum, inne ulokowano w kilku piwnicach udostępnionych placówce przez Spółdzielnię Mieszkaniową „Zatorze”. Ale to wszystko wciąż było za mało, bo w wilgotnych piwnicach przy Przemysłowej nadal pozostawały materiały pochodzące z badań archeologicznych i etnograficznych.
- Praktycznie zagrożony jest nasz cały dorobek dziesięciu lat badań – skarżyła się dyrektorka muzeum.
Przedstawiciele władz miasta rozkładali ręce, że niewiele mogą, bo priorytetem są potrzeby mieszkaniowe, handel i usługi. Owszem rozważano jako lokalizację muzeum historii Konina ratusz i dom Zemełki, ale ani w jednym, ani w drugim budynku nie było wolnych pomieszczeń, a przenieść dotychczasowych lokatorów nie było gdzie.
- Nawet gdybyśmy otrzymali dom Zemełki, wymaga on kapitalnego remontu i nieprędko można by go zająć. Pozostały jedynie Gosławice – tłumaczył Andrzej Nowak.
Przepadły płótna Witkacego
Przez pierwsze trzy lata w odbudowę zamku włożono 6 mln ówczesnych złotych, które trudno jest porównać do dzisiejszych wartości robót budowlanych. Na 1981 rok zaplanowano drugie tyle.
- Efekty są raczej niewspółmierne do oczekiwań – tłumaczył Andrzej Nowak - jednak trzeba wziąć pod uwagę trudności materiałowe panujące w naszym budownictwie i fakt, że roboty konserwatorskie mają wyższy cennik od normalnych prac budowlanych. Współpraca z łódzkim PKZ przysparza nam raczej więcej kłopotów niż powodów do zadowolenia. Termin oddania wschodniego skrzydła był kilkakrotnie przesuwany. Mamy nadzieję, że może w przyszłym roku...
Przy okazji rozmowy o pieniądzach Andrzej Nowak powiedział jeszcze jedną rzecz zapadającą w pamięć:
- Zbiory muzeum byłyby może jeszcze bogatsze, gdyby w początkach swego istnienia otrzymało fundusze na wykupienie wielu cennych dzieł z rąk prywatnych. Niestety, brak było zainteresowania ze strony odpowiednich czynników politycznych i administracyjnych. Przez to zniknęły nam bezpowrotnie z pola widzenia na przykład płótna Stanisława Ignacego Witkiewicza, których sporą liczbę mieli mieszkańcy Konina i okolic.
Nie wiadomo, kiedy...
Od 1978 roku przez budowę przewinęło się już dwóch kierowników, na początku lipca 1980 jako trzeci przyszedł Jerzy Tylkowski.
- Nie chcę się wypowiadać na temat działalności moich poprzedników, ale remont tego zamku nie jest sprawą prostą - tłumaczył. - Ciągle brakuje materiałów i koordynacji ich dostaw. Nie było przez ostatni miesiąc cementu, a więc w okresie, kiedy trzeba było przygotować zaplecze na zimę. Dzisiaj dostałem cement, ale nie mogę betonować na zewnątrz, bo nie pozwalają mi na to zbyt niskie temperatury. Robimy to, co w danej chwili można robić. Wschodnie skrzydło oddamy w przyszłym roku, ale dokładnie nie potrafię określić, kiedy...
Czas na gorzelnię
W lipcu 1982 roku Muzeum (już) Okręgowe przeniosło się do Gosławic. Ale nie do zamku, tylko do dwóch budynków podworskich przystosowane do roli pracowni i biur. Sam zamek został otwarty dla zwiedzających cztery lata później (na fot. 6jego obecny wizerunek). W 2010 roku oddano do zwiedzania nowe ekspozycje w odremontowanym budynku spichlerza, w styczniu tego roku natomiast rozstrzygnięto konkurs na zagospodarowanie dawnej gorzelni na terenie muzeum.
Nie byłoby Muzeum Okręgowego w Koninie w obecnym kształcie, a być może również i zamku w Gosławicach, gdyby nie starania obojga pierwszych jego dyrektorów: Łucji Pawlickiej-Nowak oraz jej męża. Oboje już nie żyją – ona od sześciu lat, natomiast Andrzej Nowak odszedł od nas w grudniu ubiegłego roku. Postaram się jeszcze w tym roku poświęcić im osobną publikację.
Fot. 1 Archiwum Państwowe w Poznaniu, Oddział w Koninie
Fot. 2 Archiwum PAK KWB
Fot. 3-5 Zygmunt Pęcherski
Wybierz niezawodny samochód spośród niemal 1000 ogłoszeń – szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!









