Węgiel spod pałacu
Pół wieku odkrywki Kazimierz

Niemal dokładnie miesiąc temu zakończyła się 46-letnia historia odkrywki Kazimierz. Była to historia wyjątkowa z kilku względów: żadna z dotychczasowych odkrywek nie funkcjonowała tak długo, tylko dwie (Jóźwin i Pątnów) mogą się z nią równać w ilości wydobytego węgla, a działała i wzięła swoją nazwę od wyjątkowego miejsca, jakim bez wątpienia jest Kazimierz Biskupi. A poza tym to na niej właśnie po raz pierwszy transportowano nadkład i węgiel przenośnikami taśmowymi.
Eksploatację kazimierskiego węgla rozpoczęto w połowie 1965 roku. Formalnie były to dwie odkrywki: Kazimierz Południe i Kazimierz Północ. Zanim pierwsza z nich zakończyła działalność w 1997 roku, dwa lata wcześniej zaczęto zdejmować nadkład na tej drugiej.
Górnicy i... archeologowie
Budowę „Kazimierza” rozpoczęto 1 stycznia 1962 roku. Oprócz górników od początku pracowali tam... archeolodzy, bowiem na terenie wsi, która miała za sobą tyle samo lat historii co powiatowy Konin, znajdowały się trzy kościoły, z których najstarszy powstał na początku XII wieku, pałac i stary dwór. I to jest pierwsza specyficzna cecha nowej odkrywki. Początkowo planiści zakładali całkowitą likwidację miejscowości. Zbigniew Łabuda pisze w „Dziejach Kazimierza Biskupiego”, że „po przeanalizowaniu związanych z tym trudności technicznych, a także ze względu na znajdujące się w Kazimierzu zabytki sakralnej architektury romańskiej i gotyckiej, postanowiono pozostawić południową część miejscowości, a likwidacją objąć jej część północną z założeniem dworskim z parkiem oraz zabudową mieszkalną prawie do wysokości rynku”.
Zezwolenie na lokację miasta w Kazimierzu wydał w 1286 roku król Przemysł II. Ówcześni właściciele wsi, biskupi lubuscy, którzy mieli otrzymać te dobra - jak podaje Jan Długosz - od Henryka Brodatego, skorzystali z niego kilka lub kilkanaście lat później, w każdym razie jeszcze przed końcem stulecia. Ponad dwa wieki spędzone przez kazimierzan pod duchowną opieką sprawiły, że w dziewiętnastym wieku Kazimierz zyskał przymiotnik Biskupi. Nieco ponad pół tysiąca lat temu biskup Teodoryk sprzedał miasteczko wraz z zadłużonymi dobrami ówczesnemu wojewodzie poznańskiemu Mikołajowi Gardzinie Lubrańskiemu. Dzięki staraniom brata nowego właściciela, biskupa poznańskiego Jana Lubrańskiego, w 1536 roku do Kazimierza sprowadzono relikwie świętych Pięciu Braci Męczenników i umieszczono je w specjalnie w tym celu wybudowanym kościele klasztoru bernardynów. Bracia ci to mnisi z włoskiego klasztoru benedyktyńskiego Pereum, przybyli do Polski na zaproszenie księcia Bolesława Chrobrego. Święci mężowie mieli zginąć w 1003 roku w Kazimierzu Biskupim właśnie, zamordowani dla pieniędzy przez leśnych zbójów. Choć duża część historyków twierdzi, że rzecz wydarzyła się w lubuskim Międzyrzeczu (gdzie nazywani są Męczennikami Międzyrzeckimi), kult pięciu braci podtrzymywany jest w Kazimierzu Biskupim od stuleci, a utworzone tutaj w 1724 roku Bractwo Świętych Pięciu Męczenników dziesięć lat temu zostało reaktywowane i nadal działa.
Z torów na taśmę
I właśnie ta bogata spuścizna historyczna sprawiła, że na początku lat sześćdziesiątych zdecydowano pozostawić większą część Kazimierza Biskupiego w spokoju. Zdejmowanie nadkładu rozpoczęto 2 maja 1963 roku, około półtora kilometra na wschód od kazimierskich zabudowań, po lewej stronie drogi do Pątnowa (która wtedy była jeszcze zwykłą polną drogą i dopiero kopalnia ją utwardziła), od wykonania szerokiego rowu dla ułożenia przenośników taśmowych, którymi po raz pierwszy w historii konińskiej kopalni transportowano nadkład na zwałowisko zewnętrzne. I z punktu widzenia kopalnianej technologii jest to najważniejszy element odróżniający Kazimierz od pozostałych odkrywek. Tak pisał o tym Zygmunt Kowalczykiewicz: „Dzięki przenośnikom (...) eliminowano występujące w systemie kolejowym przerwy, powstające między czasem załadunku nadkładu na wagony i jego rozładunkiem na zwałowisku. Odpadły koszty utrzymania w sprawności torów kolejowych. Przenośniki umożliwiały pokonywanie znacznych wznosów, przy równoczesnym zmniejszeniu zużycia energii elektrycznej i skróceniu czasu transportu.”
Ale nie obeszło się bez problemów: „Montaż przenośników należał do najtrudniejszego etapu budowy odkrywki. (...) Nie potrafiono uformować z taśmy gumowej właściwego kształtu rynny, utrzymującej przenoszony nadkład. Wypadające z niej iły i gliny oblepiały płaszcze bębnów napędowych i zwrotnych, stwarzając poślizgi taśmy. Na Kazimierzu uczono się dobierania mocy silników elektrycznych, napięcia i formowania taśmy, dobierania łożysk tocznych dla krążników oraz sposobu ich ochrony przed zanieczyszczeniem. Po każdym przesunięciu odcinków przenośnika, były kłopoty z właściwym osiowaniem trasy.”
Pożegnanie z Kleczewską
Bazę nowej odkrywki, do której doprowadzono z Pątnowa linię kolejową, wybudowano na północ od wkopu udostępniającego. Powstał tam plac montażowy maszyn górniczych, sztygarówka (budynek administracyjny zawiadowcy odkrywki), szatnia z łaźnią, hale warsztatowe, magazyny, wiata przeglądowa elektrowozów i wagonów oraz kotłownia. Tam też montowano od 1964 roku, przywiezione w częściach z dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej, kopalniane maszyny. Dzisiaj znajdują się tam kopalniane warsztaty kolejowe, a z ówczesnej znaczącej roli tej części miejscowości pozostała już tylko nazwa: Kazimierz Biurowiec.
W grudniu 1964 ruszył pierwszy taśmociąg z nadkładem. Do wkopu otwierającego wjeżdżały kolejne maszyny górnicze, dzięki którym prace ziemne szły znacznie szybciej: oprócz wspomnianych już koparek SchRs-315 i SchRs-800, również D-1120 oraz zwałowarka A2RSB-5000, a w drugiej połowie 1965 roku jeszcze dwie Rs-560 i kolejna SchRs-800 z Pątnowa. Odkrywka coraz szybciej posuwała się na zachód, wchodząc na tereny, z których wysiedlono mieszkańców. Zbigniew Łabuda podaje, że właścicielką pierwszego budynku, wykupionego i rozebranego jeszcze w 1963 roku przez kopalnię, była Estera Łebkowska. W sumie z pejzażu Kazimierza zniknęły 52 zabudowania mieszkalne i gospodarcze oraz urządzenia stacyjne kolejki wąskotorowej. Zlikwidowano też drogę do Kleczewa, zamiast której kilka kilometrów dalej na wschód wybudowano nową, wycięto 230 hektarów lasów, wysuszono jezioro Kurzyniec i przełożono Strugę Biskupią.
Szukasz pracy? Kilkaset aktualnych ofert znajdziesz w naszym serwisie ogłoszeniowym.












