Jak wyglądał Konin w 1959 roku?
Dodano: , Żródło: Kurier Koniński

Choć o samym Koninie Ryszard Kapuściński reportażu nie napisał, to rozrastające się miasto przyciągnęło jego uwagę. Utrwalił je na zdjęciach, stanowiących coś w rodzaju fotograficznych notatek na marginesie reporterskiej podróży po kopalnianych odkrywkach.
Dla nas – mieszkańców Konina - są bezcenne, choć rozczarowanie przeżyją ci, którzy spodziewają się obrazów ilustrujących budowę nowych osiedli. Kapuścińskiego fascynował fragment i dlatego rozpoznanie niektórych miejsc utrwalonych przez niego na zdjęciach jest bardzo trudne, a w wielu przypadkach niemożliwe: fotografia dwóch chłopców zrobiona spomiędzy belek – być może mostu Toruńskiego, rowerzystka na drodze – być może do Ślesina. Oprócz tego jednak zobaczymy nieistniejący już fragment ulicy Bydgoskiej między Alejami 1 Maja a ulicą Kolejową (unikalne zdjęcie), blok przy placu Górnika 2 tuż przed oddaniem do użytku, czy fragment budynku w Alejach 1 Maja 18, gdzie kiedyś mieściła się restauracja Kolorowa. Jest też ulica Wojska Polskiego z nieistniejącą już zabudową.
Te i inne fotografie będziemy mogli od 20 października oglądać w Centrum Kultury i Sztuki w Koninie (ul. Okólna 47a).
Z Europy do Czarkowa
Ciekawa jest już sama historia rozpoznania tych zdjęć. Otóż Izabela Wojciechowska (1954-2010), opiekunka archiwum fotograficznego Ryszarda Kapuścińskiego, myślała początkowo, że zostały zrobione w Nowej Hucie. Dopiero kiedy natknęła się na zdjęcie, na którym jest tablica z napisem Konin, zrozumiała, że chodzi o nasze miasto. Wpisała w wyszukiwarkę nazwisko Ryszarda Kapuścińskiego i Konin i trafiła na tekst Izabeli Bobrowskiej, rzeczniczki Konińskiego Domu Kultury, w którym ta posłużyła się cytatem wielkiego reportera. Choć był to przypadek, to bardzo znaczący, bo kiedy przyszło do rozpoznawania osób utrwalonych przez Ryszarda Kapuścińskiego na zdjęciach, Iza znalazła na jednym z nich własną (a przy okazji i autora niniejszego tekstu) rodzinę. Okazało się otóż, że wędrując ulicą Torową reporter sfotografował trzech kuzynów naszych rodziców z mamą. Zdzisława, Mieczysław, Wojtek i Piotrek Bobrowscy z trudem rozpoznali się na zdjęciu sprzed 52 lat.
- Takie też są fotografie Ryszarda Kapuścińskiego: przypadkowi ludzie, dzieci, ulice nowo budowanego miasta, fragmenty kamienic na konińskiej starówce, most żelazny, rzeka i ulica Wojska Polskiego oraz odkrywki KWB Konin: Niesłusz, Gosławice i Pątnów – mówi Izabela Bobrowska.
Do Konina przysłała reportera we wrześniu 1959 roku redakcja Polityki, dla której wtedy pisał. Trzy lata później, pod tytułem „Busz po polsku”, ukazał się zbiór jego krajowych reportaży, ale bez tekstu o Koninie. Bo też nie sam Konin był celem wyprawy, a jego bogactwa naturalne i rosnący na nich przemysł. Dla nas najciekawsze jest, jaki Konin zobaczył Ryszard Kapuściński. - Sądzę, że spał w hotelu Europa przy ulicy Słowackiego – domyśla się Iza Bobrowska, która poświęciła cztery miesiące na ustalenie miejsc, które odwiedził i osób, z którymi się zetknął zaledwie 27-letni wówczas reporter, a przecież już znany z publikacji w Sztandarze Młodych (między innymi reportaże z Nowej Huty) i Polityce (głośne relacje z ogarniętego wojną domową Konga) – bo gdyby tak nie było, co by go sprowadziło do starego Konina, gdzie zrobił kilka zdjęć, skoro celem jego reporterskiej wyprawy były odkrywki?
Centrum przy Poznańskiej
W drodze na most Toruński Ryszard Kapuściński musiał przeciąć plac Wolności, wtedy tętniące życiem serce miasta, gdzie wjeżdżały autobusy PKS w drodze do (lub z) Czarkowa, na który mało kto mówił wtedy „nowy Konin”, bo składające się zaledwie z kilkunastu budynków osiedle robotnicze na takie miano jeszcze nie zasługiwało. Ludzie i samochody przeprawiali się na drugą stronę Warty po płaskim moście z drewna, bo trasa Warszawska z obecnymi mostami dopiero była budowana.
Z ulicy Wojska Polskiego wychodziło się wtedy prosto na żelazny most (z jedną jezdnią), za którym przed oczami piechura roztaczał się po prawej stronie widok wiejskich zagród, tłoczących się na stokach warciańskiej doliny w miejscu, gdzie dzisiaj stoi Gimnazjum nr 6 (dawniej Szkoła Podstawowa nr 7). Przybysz z Warszawy nie musiał też przechodzić przez ulicę Przemysłową, bo ta pojawiła się w tym miejscu dopiero dwa lata później. Na północ, a więc i do odkrywek, ku którym zmierzał Ryszard Kapuściński, można było się dostać jedynie ulicą Bydgoską.
Wokół skrzyżowania ulic Poznańskiej, Dworcowej i Bydgoskiej funkcjonowało coś w rodzaju wiejskiego centrum handlowo-rozrywkowego: na wprost wylotu Dworcowej mieściła się piekarnia, na początku Bydgoskiej – masarnia, na lewo od Dworcowej – słynna knajpa Czarna Mańka, a nieco dalej remiza strażacka (dzisiaj w tym miejscu stoi gmach banku Pekao SA), gdzie odbywały się potańcówki, a za rok miało zagościć kino Energetyk. O ile Poznańska, droga bądź co bądź łącząca Warszawę z Poznaniem i Berlinem, była wyłożona kostką granitową, to jadący Dworcową i Bydgoską podskakiwali na tak zwanych kocich łbach, czyli okrągłych kamieniach, którymi utwardzano pośledniejsze trakty.
Ze wsi na budowę
Z prawej strony ulicy Bydgoskiej roztaczał się typowy wiejski krajobraz - najwięcej chałup stało na dole, przy ulicy Łąkowej, ale gospodarstwa ciągnęły się aż do szczytu wzniesienia.
Z lewej – gdzie dominuje dzisiaj bryła Konińskiego Domu Kultury – po pustym we wrześniu polu hulał wiatr, a w dole ciągnęła się ulica Dworcowa z nielicznymi wówczas pojazdami. Za nią rzadka zabudowa Czarkowa i w oddali ledwo widoczny tartak przy dworcu kolejowym, trzecie osiedle rodziło się bowiem dopiero na deskach kreślarskich w pracowniach projektowych. W oczy rzucał się za to podciągnięty już pod sam strop (co Kapuściński utrwalił na kliszy) budynek na rogu Alei 1 Maja i Dworcowej, w którym przez lata mieściła się później słynna Kolorowa. Za to po drugiej stronie ulicy biegała dzieciarnia, która 1 września rozpoczęła naukę w nowej Szkole Podstawowej nr 6. Placówkę ulokowano w barakach po budowniczych pierwszego osiedla, w których wcześniej przez pięć lat funkcjonowała czwórka. Ta z kolei szkoła od 1 września 1959 roku przeniosła się do nowego budynku przy ulicy Błaszaka.
Nie było wtedy jeszcze ulicy Energetyka ani gmachu Sądu Okręgowego. Po lewej stronie stała willa, zaludniona przez lokatorów, a za nią, również 1 września oddany do użytku, blok przy placu Górnika 2. Tutaj Ryszard Kapuściński wkraczał już na plac budowy osiedla robotniczego. Po prawej mijał rosnący w górę blok przy Bydgoskiej 4, za którym trwała mniej lub bardziej zaawansowana budowa kolejnych domów mieszkalnych przy ulicy Powstańców Wielkopolskich (rok później zasiedlono tam trzy budynki, a w 1961 – sześć następnych). Kiedy doszedł mniej więcej do miejsca, gdzie dzisiaj stoi Dom Kultury Oskard, zboczył nieco w prawo i pstryknął ujęcie wykańczanego właśnie bloku przy placu Górnika 1. Trójka stała już na swoim miejscu od roku, szczytem do Domu Górnika.
Polna czy Aleje?
Zdjęcia Kapuścińskiego sugerują, że poszedł Bydgoską dalej, bo ulica ta – dzisiaj skręcająca w prawo, by połączyć się z Powstańców Wielkopolskich – ciągnęła się wtedy prosto aż do przejazdu kolejowego, a za nim przechodziła w dzisiejszą Torową. Po lewej reporter minął nowy biurowiec Kopalni Węgla Brunatnego Konin (przenosiny nastąpiły raptem dziewięć miesięcy wcześniej), a po prawej baraki (obecnie al. 1 Maja 5) Powiatowej Dyrekcji Budowy Osiedli Robotniczych. Kiedy we wrześniu 1959 Ryszard Kapuściński wszedł na skrzyżowanie ulicy Bydgoskiej z dzisiejszymi Alejami 1 maja (nie udało mi się ustalić, czy nosiły wtedy już tę nazwę), po lewej zobaczył nowiutką ulicę, wyłożoną granitową kostką (która wcześniej była zwykłą polną drogą i tak też się nazywała), a przy niej nowe budynki: blok między starostwem i Pałacykiem (Aleje 1 Maja 11) i naprzeciwko niego dwa pierwsze bloki przy tej ulicy z numerami 12 i 14, których budowa została ukończona – jak wynika z dokumentów Urzędu Miejskiego – w 1958 roku oraz kolejny (Aleje 1 Maja 16), o którym już wyżej była mowa. W prawo natomiast ciągnęła się przez pola i ogrody - w kilku miejscach już rozkopane pod następne budowle nowego osiedla - szutrowa ulica Kramska. W oddali widział (nie zasłaniały mu tego żadne budynki) gmach Szkoły Podstawowej nr 4 – pierwszej na nowym osiedlu.
Konin zaczynał się od Kolejowej
Kilkadziesiąt metrów za skrzyżowaniem stały po prawej stronie ulicy Bydgoskiej baraki budowniczych nowej szkoły, którzy wkrótce mieli stawiać dwa nowe bloki przy ulicy Górniczej – nr 11 i 13. Dziennikarz przeciął Górniczą i zatrzymał się po drugiej stronie ulicy Kolejowej, mniej więcej przed dzisiejszym pubem Warka, gdzie wtedy funkcjonował na powietrzu kolejowy magazyn, odwrócił się tyłem do torów i zrobił zdjęcie. Zdjęcie ważne, bo dzięki uwiecznionej na nim tablicy z napisem „Konin”, Izabela Wojciechowska zorientowała się, że Ryszard Kapuściński utrwalił na nim nasze miasto. Ważne również dlatego, że widać na nim nieistniejący już dzisiaj fragment ulicy Bydgoskiej, a jest to jedyne znane do tej pory zdjęcie tego miejsca. Na ulicy Torowej, jak już wspomniałem, Ryszard Kapuściński zrobił zdjęcie Zdzisławie Bobrowskiej z gromadką dzieci, a w Niesłuszu – odkrywce Niesłusz z brykietownią w tle.
Publikujemy tylko dwie z opisanych fotografii. Resztę można oglądać w konińskim Centrum Kultury i Sztuki przy ul. Okólnej 47a od 21 października do 13 listopada. Początek wernisażu o godzinie 18. Dzień później otwarta zostanie wystawa „Zmierzch imperium” ze zdjęciami Ryszarda Kapuścińskiego zrobionymi w ZSRR i Rosji w latach 1989-1991.
Gośćmi wernisaży będą Alicja Kapuścińska i kurator wystaw – Karolina Wojciechowska.
Robert Olejnik
Fot. Ryszard Kapuściński, copyright by the Estate of Ryszard Kapuściński
Zdjęcie 1
Tabliczka z napisem „Konin” na skrzyżowaniu ulicy Kolejowej z Bydgoską pomogła ustalić miejsce wykonania fotografii. Z prawej blok przy Górniczej 7, w głębi – Górnicza 10, po lewej widać barak budowlańców.
Zdjęcie 2
Odkrywka Niesłusz. Po prawej pierwsze domki fińskie postawione w 1949 roku za brykietownią, dzisiaj - przy ulicy Gajowej. W tle komin fabryki brykietów.
Dla nas – mieszkańców Konina - są bezcenne, choć rozczarowanie przeżyją ci, którzy spodziewają się obrazów ilustrujących budowę nowych osiedli. Kapuścińskiego fascynował fragment i dlatego rozpoznanie niektórych miejsc utrwalonych przez niego na zdjęciach jest bardzo trudne, a w wielu przypadkach niemożliwe: fotografia dwóch chłopców zrobiona spomiędzy belek – być może mostu Toruńskiego, rowerzystka na drodze – być może do Ślesina. Oprócz tego jednak zobaczymy nieistniejący już fragment ulicy Bydgoskiej między Alejami 1 Maja a ulicą Kolejową (unikalne zdjęcie), blok przy placu Górnika 2 tuż przed oddaniem do użytku, czy fragment budynku w Alejach 1 Maja 18, gdzie kiedyś mieściła się restauracja Kolorowa. Jest też ulica Wojska Polskiego z nieistniejącą już zabudową.
Te i inne fotografie będziemy mogli od 20 października oglądać w Centrum Kultury i Sztuki w Koninie (ul. Okólna 47a).
Z Europy do Czarkowa
Ciekawa jest już sama historia rozpoznania tych zdjęć. Otóż Izabela Wojciechowska (1954-2010), opiekunka archiwum fotograficznego Ryszarda Kapuścińskiego, myślała początkowo, że zostały zrobione w Nowej Hucie. Dopiero kiedy natknęła się na zdjęcie, na którym jest tablica z napisem Konin, zrozumiała, że chodzi o nasze miasto. Wpisała w wyszukiwarkę nazwisko Ryszarda Kapuścińskiego i Konin i trafiła na tekst Izabeli Bobrowskiej, rzeczniczki Konińskiego Domu Kultury, w którym ta posłużyła się cytatem wielkiego reportera. Choć był to przypadek, to bardzo znaczący, bo kiedy przyszło do rozpoznawania osób utrwalonych przez Ryszarda Kapuścińskiego na zdjęciach, Iza znalazła na jednym z nich własną (a przy okazji i autora niniejszego tekstu) rodzinę. Okazało się otóż, że wędrując ulicą Torową reporter sfotografował trzech kuzynów naszych rodziców z mamą. Zdzisława, Mieczysław, Wojtek i Piotrek Bobrowscy z trudem rozpoznali się na zdjęciu sprzed 52 lat.
- Takie też są fotografie Ryszarda Kapuścińskiego: przypadkowi ludzie, dzieci, ulice nowo budowanego miasta, fragmenty kamienic na konińskiej starówce, most żelazny, rzeka i ulica Wojska Polskiego oraz odkrywki KWB Konin: Niesłusz, Gosławice i Pątnów – mówi Izabela Bobrowska.
Do Konina przysłała reportera we wrześniu 1959 roku redakcja Polityki, dla której wtedy pisał. Trzy lata później, pod tytułem „Busz po polsku”, ukazał się zbiór jego krajowych reportaży, ale bez tekstu o Koninie. Bo też nie sam Konin był celem wyprawy, a jego bogactwa naturalne i rosnący na nich przemysł. Dla nas najciekawsze jest, jaki Konin zobaczył Ryszard Kapuściński. - Sądzę, że spał w hotelu Europa przy ulicy Słowackiego – domyśla się Iza Bobrowska, która poświęciła cztery miesiące na ustalenie miejsc, które odwiedził i osób, z którymi się zetknął zaledwie 27-letni wówczas reporter, a przecież już znany z publikacji w Sztandarze Młodych (między innymi reportaże z Nowej Huty) i Polityce (głośne relacje z ogarniętego wojną domową Konga) – bo gdyby tak nie było, co by go sprowadziło do starego Konina, gdzie zrobił kilka zdjęć, skoro celem jego reporterskiej wyprawy były odkrywki?
Centrum przy Poznańskiej
W drodze na most Toruński Ryszard Kapuściński musiał przeciąć plac Wolności, wtedy tętniące życiem serce miasta, gdzie wjeżdżały autobusy PKS w drodze do (lub z) Czarkowa, na który mało kto mówił wtedy „nowy Konin”, bo składające się zaledwie z kilkunastu budynków osiedle robotnicze na takie miano jeszcze nie zasługiwało. Ludzie i samochody przeprawiali się na drugą stronę Warty po płaskim moście z drewna, bo trasa Warszawska z obecnymi mostami dopiero była budowana.
Z ulicy Wojska Polskiego wychodziło się wtedy prosto na żelazny most (z jedną jezdnią), za którym przed oczami piechura roztaczał się po prawej stronie widok wiejskich zagród, tłoczących się na stokach warciańskiej doliny w miejscu, gdzie dzisiaj stoi Gimnazjum nr 6 (dawniej Szkoła Podstawowa nr 7). Przybysz z Warszawy nie musiał też przechodzić przez ulicę Przemysłową, bo ta pojawiła się w tym miejscu dopiero dwa lata później. Na północ, a więc i do odkrywek, ku którym zmierzał Ryszard Kapuściński, można było się dostać jedynie ulicą Bydgoską.
Wokół skrzyżowania ulic Poznańskiej, Dworcowej i Bydgoskiej funkcjonowało coś w rodzaju wiejskiego centrum handlowo-rozrywkowego: na wprost wylotu Dworcowej mieściła się piekarnia, na początku Bydgoskiej – masarnia, na lewo od Dworcowej – słynna knajpa Czarna Mańka, a nieco dalej remiza strażacka (dzisiaj w tym miejscu stoi gmach banku Pekao SA), gdzie odbywały się potańcówki, a za rok miało zagościć kino Energetyk. O ile Poznańska, droga bądź co bądź łącząca Warszawę z Poznaniem i Berlinem, była wyłożona kostką granitową, to jadący Dworcową i Bydgoską podskakiwali na tak zwanych kocich łbach, czyli okrągłych kamieniach, którymi utwardzano pośledniejsze trakty.
Ze wsi na budowę
Z prawej strony ulicy Bydgoskiej roztaczał się typowy wiejski krajobraz - najwięcej chałup stało na dole, przy ulicy Łąkowej, ale gospodarstwa ciągnęły się aż do szczytu wzniesienia.
Z lewej – gdzie dominuje dzisiaj bryła Konińskiego Domu Kultury – po pustym we wrześniu polu hulał wiatr, a w dole ciągnęła się ulica Dworcowa z nielicznymi wówczas pojazdami. Za nią rzadka zabudowa Czarkowa i w oddali ledwo widoczny tartak przy dworcu kolejowym, trzecie osiedle rodziło się bowiem dopiero na deskach kreślarskich w pracowniach projektowych. W oczy rzucał się za to podciągnięty już pod sam strop (co Kapuściński utrwalił na kliszy) budynek na rogu Alei 1 Maja i Dworcowej, w którym przez lata mieściła się później słynna Kolorowa. Za to po drugiej stronie ulicy biegała dzieciarnia, która 1 września rozpoczęła naukę w nowej Szkole Podstawowej nr 6. Placówkę ulokowano w barakach po budowniczych pierwszego osiedla, w których wcześniej przez pięć lat funkcjonowała czwórka. Ta z kolei szkoła od 1 września 1959 roku przeniosła się do nowego budynku przy ulicy Błaszaka.
Nie było wtedy jeszcze ulicy Energetyka ani gmachu Sądu Okręgowego. Po lewej stronie stała willa, zaludniona przez lokatorów, a za nią, również 1 września oddany do użytku, blok przy placu Górnika 2. Tutaj Ryszard Kapuściński wkraczał już na plac budowy osiedla robotniczego. Po prawej mijał rosnący w górę blok przy Bydgoskiej 4, za którym trwała mniej lub bardziej zaawansowana budowa kolejnych domów mieszkalnych przy ulicy Powstańców Wielkopolskich (rok później zasiedlono tam trzy budynki, a w 1961 – sześć następnych). Kiedy doszedł mniej więcej do miejsca, gdzie dzisiaj stoi Dom Kultury Oskard, zboczył nieco w prawo i pstryknął ujęcie wykańczanego właśnie bloku przy placu Górnika 1. Trójka stała już na swoim miejscu od roku, szczytem do Domu Górnika.
Polna czy Aleje?
Zdjęcia Kapuścińskiego sugerują, że poszedł Bydgoską dalej, bo ulica ta – dzisiaj skręcająca w prawo, by połączyć się z Powstańców Wielkopolskich – ciągnęła się wtedy prosto aż do przejazdu kolejowego, a za nim przechodziła w dzisiejszą Torową. Po lewej reporter minął nowy biurowiec Kopalni Węgla Brunatnego Konin (przenosiny nastąpiły raptem dziewięć miesięcy wcześniej), a po prawej baraki (obecnie al. 1 Maja 5) Powiatowej Dyrekcji Budowy Osiedli Robotniczych. Kiedy we wrześniu 1959 Ryszard Kapuściński wszedł na skrzyżowanie ulicy Bydgoskiej z dzisiejszymi Alejami 1 maja (nie udało mi się ustalić, czy nosiły wtedy już tę nazwę), po lewej zobaczył nowiutką ulicę, wyłożoną granitową kostką (która wcześniej była zwykłą polną drogą i tak też się nazywała), a przy niej nowe budynki: blok między starostwem i Pałacykiem (Aleje 1 Maja 11) i naprzeciwko niego dwa pierwsze bloki przy tej ulicy z numerami 12 i 14, których budowa została ukończona – jak wynika z dokumentów Urzędu Miejskiego – w 1958 roku oraz kolejny (Aleje 1 Maja 16), o którym już wyżej była mowa. W prawo natomiast ciągnęła się przez pola i ogrody - w kilku miejscach już rozkopane pod następne budowle nowego osiedla - szutrowa ulica Kramska. W oddali widział (nie zasłaniały mu tego żadne budynki) gmach Szkoły Podstawowej nr 4 – pierwszej na nowym osiedlu.
Konin zaczynał się od Kolejowej
Kilkadziesiąt metrów za skrzyżowaniem stały po prawej stronie ulicy Bydgoskiej baraki budowniczych nowej szkoły, którzy wkrótce mieli stawiać dwa nowe bloki przy ulicy Górniczej – nr 11 i 13. Dziennikarz przeciął Górniczą i zatrzymał się po drugiej stronie ulicy Kolejowej, mniej więcej przed dzisiejszym pubem Warka, gdzie wtedy funkcjonował na powietrzu kolejowy magazyn, odwrócił się tyłem do torów i zrobił zdjęcie. Zdjęcie ważne, bo dzięki uwiecznionej na nim tablicy z napisem „Konin”, Izabela Wojciechowska zorientowała się, że Ryszard Kapuściński utrwalił na nim nasze miasto. Ważne również dlatego, że widać na nim nieistniejący już dzisiaj fragment ulicy Bydgoskiej, a jest to jedyne znane do tej pory zdjęcie tego miejsca. Na ulicy Torowej, jak już wspomniałem, Ryszard Kapuściński zrobił zdjęcie Zdzisławie Bobrowskiej z gromadką dzieci, a w Niesłuszu – odkrywce Niesłusz z brykietownią w tle.
Publikujemy tylko dwie z opisanych fotografii. Resztę można oglądać w konińskim Centrum Kultury i Sztuki przy ul. Okólnej 47a od 21 października do 13 listopada. Początek wernisażu o godzinie 18. Dzień później otwarta zostanie wystawa „Zmierzch imperium” ze zdjęciami Ryszarda Kapuścińskiego zrobionymi w ZSRR i Rosji w latach 1989-1991.
Gośćmi wernisaży będą Alicja Kapuścińska i kurator wystaw – Karolina Wojciechowska.
Robert Olejnik
Fot. Ryszard Kapuściński, copyright by the Estate of Ryszard Kapuściński
Zdjęcie 1
Tabliczka z napisem „Konin” na skrzyżowaniu ulicy Kolejowej z Bydgoską pomogła ustalić miejsce wykonania fotografii. Z prawej blok przy Górniczej 7, w głębi – Górnicza 10, po lewej widać barak budowlańców.
Zdjęcie 2
Odkrywka Niesłusz. Po prawej pierwsze domki fińskie postawione w 1949 roku za brykietownią, dzisiaj - przy ulicy Gajowej. W tle komin fabryki brykietów.
Kilkaset ofert mieszkań na wynajem i sprzedaż – znajdź idealne lokum szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!
Przeczytaj również:Przez Bydgoską i Torową do szkoły naprzeciwko brykietowni w Marantowie




