Ludwig Lausch - człowiek, który zastrzelił dziecko za kradzież organek
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Co do wieku, wydaje jej się, że zastrzelony przez Lauscha miał dziewięć lat, ale to spostrzeżenie czternastolatki, dla której chłopiec zaledwie o dwa lata młodszy wydaje się dzieckiem, więc nie możemy wykluczyć i tego, że w istocie był starszy. Ale czy mógł mieć aż piętnaście lat? Jedynym wiarygodnym źródłem informacji na ten temat mogą być zapisy z kościelnych ksiąg metrykalnych. Łatwiej będzie można w nich coś znaleźć, jeśli chłopiec był mieszkańcem Konina. Pójdę jeszcze tym tropem, ale jeżeli ktoś z czytelników ma jakąkolwiek wiedzę na ten temat, będę wdzięczny za dołożenie najmniejszej choćby cegiełki do wiedzy na temat ofiary Ludwiga Lauscha. Byłoby wspaniale, gdyby udało się zidentyfikować tego chłopca i choćby w ten sposób go upamiętnić.
Zastrzelił i poszedł do kina
Dużo więcej wiadomo natomiast o samym Ludwigu Lauschu. Bo nie był bynajmniej przybyszem z dalekiej Germanii, który mordował obcych sobie podludzi, jak głosiła narodowosocjalistyczna doktryna. To był Niemiec stąd, który urodził się w nieodległej Genowefie i w chwili dokonania opisanego morderstwa miał około trzydziestu lat. I doskonale mówił po polsku.
Irena Zalewska może o nim powiedzieć wyjątkowo dużo, bo przez cztery lata mieszkała z jego rodziną i była między innymi świadkiem, jak postrzelił Żyda, który pewnego dnia pojawił się w Czarkowie.
– Wpadła służąca od sąsiadów, Baltendeutschów, że mają Żyda u siebie – wspominała. – Lausch złapał pistolet i poleciał do nich, a w tym czasie ten człowiek, który chciał paczkę kawy sprzedać, przyszedł pod nasz dom. Jak Lausch wrócił i go zobaczył, kazał mu uciekać za stodołę. Żyd się bał, ale Lausch powtórzył: „Powiedziałem - za stodołę!”. To ten poleciał za tę stodołę i wpadł w zboże. Lausch nie mógł go widzieć zbyt dobrze, może gdzieś tam mu jego głowa mignęła, ale strzelił – dwa razy. I przyszedł do domu jakby nigdy nic. Za jakąś godzinę mówi: „Irka zobacz, czy on tam jeszcze jęczy”. Chyba trzy razy tam byłam w ciągu dnia - on cały czas jęczał. A oni sobie poszli o dziesiątej wieczorem do kina. Zostawili mnie z dzieciakami samą, bo to był poniedziałek jak raz i Hela (druga służąca dop. RO) nie przyszła z wolnego. Ja to jęczenie miałam cały czas w uszach. Dopiero rano przyjechał taki Schultz, już tam dwa inne trupy na wozie leżały, i go dopiero zabrał.
Brat w polskim mundurze
Ale prawda o Ludwigu Lauschu wcale nie jest taka prosta i łatwa, jak może się wydawać. W domu jego rodziców wisiały na ścianie obok siebie portrety trzech synów: Ludwiga w mundurze Schupo, jego młodszego brata Edwarda w mundurze Hitlerjugend, który w wieku szesnastu lat został zmobilizowany do Volkssturmu i zginął na froncie wschodnim oraz najstarszego, którego imienia pani Irena nie zapamiętała. Za to wciąż ma w oczach charakterystyczną rogatywkę i polski mundur z przypiętym odznaczeniem, jaki miał na sobie. Bo starszy brat Ludwiga Lauscha zginął we wrześniu podczas wojny obronnej 1939 roku. I żeby nie było wątpliwości – walczył po polskiej stronie.
Ale o tym, jak i o okupacyjnych przeżyciach Ireny Zalewska w domu Ludwiga Lauscha a potem jego rodziców w Genowefie napiszę za tydzień.
Szukasz korepetycji? Odwiedź LM.pl/ogloszenia/korepetycje – znajdź sprawdzonego nauczyciela w Twojej okolicy już dziś!










