Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościNie będzie dużych inwestycji w regionie dopóki jako jego mieszkańcy nie zrozumiemy jednej rzeczy [OPINIA]

Nie będzie dużych inwestycji w regionie dopóki jako jego mieszkańcy nie zrozumiemy jednej rzeczy [OPINIA]

Dodano: , Żródło: LM.pl
Nie będzie dużych inwestycji w regionie dopóki jako jego mieszkańcy nie zrozumiemy jednej rzeczy [OPINIA]
Opinia

Nie samo wskazanie Bełchatowa, ale sposób w jaki zostało to zakomunikowane jest najbardziej bulwersujące w słowach Donalda Tuska o lokalizacji drugiej elektrowni jądrowej. I będziemy tak traktowani przez Warszawę, ale również Poznań, dopóki nie zrozumiemy jako mieszkańcy regionu jednej rzeczy.

Od czasu gdy obecna koalicja rządząca przejęła władzę i zastopowała wcześniejszy projekt budowy przez ZE PAK, PGE i KHNP elektrowni jądrowej w Koninie mieszkańcy miasta i regionu słyszeli jak mantrę jeden przekaz – że ten projekt był fikcją, że nie można budować atomu bez wcześniejszych analiz i że teraz dopiero takie badania zostaną wykonane. Proces wyboru drugiej lokalizacji dla elektrowni jądrowej miał być rzetelny, bezstronny i oparty o naukowe argumenty za Koninem lub Bełchatowem.

Po czym w zeszłym tygodniu premier Donald Tusk ni z tego, ni z owego rzucił w Piotrkowie Trybunalskim, że to Bełchatów jest na szczycie listy do wyboru.

Oczywiście zaraz lokalni przedstawiciele KO zaczęli się rzucać do tłumaczenia słów swojego szefa, że to tylko wypowiedź polityczna, że przecież wspomniał o tym, że analizy jeszcze trwają i że żaden polityk palcem lokalizacji wskazywać nie będzie. I może rzeczywiście Donaldowi Tuskowi po prostu się tak powiedziało, może był to jakiś skrót myślowy, może chciał zadowolić tylko lokalną publiczność. Ale ani ja, ani żaden inny mieszkaniec regionu nie ma obowiązku interpretowania słów premiera jak jakiejś zaklętej księgi. Powiedział o Bełchatowie, kontekst był jasny, koniec kropka.

Miało być inaczej

To, że Bełchatów a nie Konin to oczywiście wiadomość dla nas fatalna, ale umówmy się – szanse formalnie były 50/50, wybór Bełchatowa wielką niespodzianką jednak nie jest. Choćby przez fakt, że to tam swoje aktywa ma kontrolowana przez państwo PGE, która w budowę drugiego atomu pewnie będzie zaangażowana.

Bolesny jest jednak sposób, w jaki zostało to zakomunikowane. Od ministra Wrochny w marcu w Koninie słyszeliśmy, że w proces wyboru zaangażowany ma być dostawca technologii, że zapadnie on dopiero w 2026 r. (później przesunięto to nawet na 2027 r.) i te wszystkie inne frazy o badaniach i testach. Można sobie wyobrazić, że za rok czy dwa lata merytoryczne ministerstwo zwołuje konferencję prasową, może jest nawet na niej i premier, może i już wybrany zagraniczny inwestor. Siadają, przedstawiają argumenty, odpowiadają na pytania dziennikarzy.

Zamiast tego dostajemy premiera, który na politycznym wiecu ot tak wskazuje sobie sam (bo analizy według jego własnych słów jeszcze trwają) na mapę i gruzuje nadzieje jednego z regionów w kraju na strategiczną inwestycję. W najlepszym przypadku, jeżeli jakimś cudem taka decyzja jeszcze nie zapadła albo żadnych preferencji nie ma, wprowadza niepotrzebne zamieszanie i chaos. 

Wszystko musimy sobie wyszarpać

I tak będziemy traktowani przez Warszawę, ale i Poznań, dopóki jako Konin i, szerzej, region nie zrozumiemy jednego – że nic nie zostanie nam dane na tacy, że tam u góry, niezależnie od opcji politycznej, wszystko trzeba sobie wyszarpać. I odpowiedzialni za to są nasi reprezentanci w stolicy kraju i w stolicy województwa.

A kogo my na tych reprezentantów wybieramy? Spadochroniarzy wysyłanych nam przez wierchuszki partyjne, którzy przez kolejne cztery lata region mają kompletnie w pompie, bo wiedzą, że w kolejnych wyborach i tak dostaną „jedynkę” na liście. Ludzi, którzy od lat nie są w stanie wywalczyć sobie mocnej pozycji w partii, ogólnokrajowej rozpoznawalności, a szczytem ich możliwości jest zostanie co najwyżej na chwilę wiceministrem. My przegrywamy nawet rywalizację w naszym własnym okręgu. Gniezno ma od kilku lat trzech swoich posłów, większy od niego Konin – zaledwie jednego.

W zarządzie województwa swoich reprezentantów oprócz Poznania od wieków już mają Piła i Kalisz. Konin swojego człowieka w gremium, które podejmuje najważniejsze dla województwa decyzje, doczekać się nie może. Nawet mniej decyzyjne, ale reprezentacyjne stanowisko przewodniczącego sejmiku, które w poprzedniej kadencji przypadło wywodzącej się z naszego okręgu Małgorzacie Waszak, teraz zgarnął dla siebie Poznań. Henryk Drzewiecki z Konina maks, na co mógł liczyć, to bycie zastępcą nowej przewodniczącej.

Drogi są przed nami dwie. Albo się ogarniemy politycznie jako region i przestaniemy ślepo głosować na podsuwanych nam co rusz figurantów. Albo szczytem inwestycji w region będzie remont co jakiś czas drogi wojewódzkiej. 

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole