Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościOstatni opuścili koniński rynek gestapowcy. Chwilę później wysadzono mosty

Ostatni opuścili koniński rynek gestapowcy. Chwilę później wysadzono mosty

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Ostatni opuścili koniński rynek gestapowcy. Chwilę później wysadzono mosty
Konińskie Wspomnienia

„Z sieni naszego domu przy ulicy Słowackiego miałem dobry wgląd na główną ulicę przemarszu. Ruch był w tym czasie znacznie mniejszy, ale coraz szybszy” – zapisał Antoni Studziński.

Wkrótce nad miastem rozerwał się pierwszy granat, a po nim następne. Bój na Wilkowskiej Górze – jak nazwał wzniesienie Antoni Studziński – nie był długi. Po ostrzelaniu radzieckich czołgów, które nie poczyniło im większych szkód, niemieccy piechurzy wycofali się w stronę koszar, omijając zabudowania. Zaskoczona błyskawiczną szarżą tanków obsługa baterii przeciwlotniczej nie zdążyła oddać nawet jednego strzału i uciekła w kierunku Zagórowa.

Posypały się szyby z okien

Goniąc za nimi, radzieckie czołgi wjechały na ulicę Kolską. Słysząc gęstniejący ostrzał, mieszkańcy kamienicy Antoniego Studzińskiego – podobnie jak większość koninian - schronili się w obszernym korytarzu piwnicy.

„W pewnym momencie potworny huk wstrząsnął powietrzem i murami. Po chwili nastąpił drugi również potężny wybuch. Posypały się szyby z okien i dachówki” – zanotował autor wspomnień.

Dla wszystkich było jasne, że Niemcy właśnie wysadzili mosty na Warcie i jej zalewie. Zdzisław Szklarkowski zapisał, że stało się to około godziny trzynastej. Chwilę wcześniej sprzed siedziby Gestapo na rogu ulic Wodnej i Szarych Szeregów odjechały dwa samochody osobowe z ostatnimi funkcjonariuszami okupacyjnego reżimu.

„W tej sytuacji, formalnie rzecz biorąc, lewobrzeżna część Konina była wolna!” – zapisał w swoich wspomnieniach Zdzisław Szklarkowski. I zanotował jeszcze, że zanim to nastąpiło w rejonie ulic Kolskiej i Kaliskiej zginęło „kilka osób cywilnych, które nieopatrznie powychodziły z domów i przyglądały się uciekającym Niemcom. Rannych Polaków ratował i zwoził do szpitala dr Władysław Pałys, który jednak nie dysponował zapasami leków i sprzętu: zostały one wywiezione przez Niemców”.

Z pepeszami w dłoniach

Ale to jeszcze nie był koniec walk o Konin, bowiem Niemcy zorganizowali punkty oporu w dwóch budynkach na przeciwległym brzegu Warty: domu i fabryce Reymonda oraz gmachu Syndykatu Rolnego, w którym do 2012 roku mieścił się Sąd Rejonowy. W ten sposób mieli – jak zapisał Antoni Studziński – „pod dobrym obstrzałem część placu Wolności i ulicę Słowackiego”. Ale i oni znaleźli się pod ostrzałem radzieckich czołgów.

„Jakiś odłamek granatu, zatrzepotawszy po dachu, stoczył się po schodach piwnicy i padł u mych stóp. Wziąłem go do ręki, był jeszcze gorący i poskręcany siłą wybuchu. Był on namacalnym zwiastunem idącej ku nam wolności” – podzielił się swoimi wspomnieniami Antoni Studziński.

Ostrzał zza rzeki nieco ustał, ale wyjście na ulicę Słowackiego było zbyt niebezpieczne, więc słysząc około godziny czternastej narastający szum samochodów i radosne okrzyki, autor cytowanych wyżej wspomnień razem z innymi mieszkańcami opuścił kamienicę wyjściem prowadzącym na ulicę Ogrodową (dzisiaj Obrońców Westerplatte). Stamtąd już bezpiecznie dostali się na plac Zamkowy, gdzie stało kilka samochodów ciężarowych wypełnionych żołnierzami w czapkach uszankach z pepeszami w dłoniach. Po chwili dołączyły do nich czołgi.

Czołgi na Kramowej

W tym samym mniej więcej czasie na placu znalazł się również Zdzisław Szklarkowski, który udzielił czerwonoarmistom informacji na temat sytuacji w mieście. Stąd też pochodziła jego wiedza o drodze, jaką czołgi dotarły na plac Zamkowy, o czym napisał w swoich wspomnieniach. Otóż z ulicy Kolskiej część T-34 ruszyła bezpośrednio w pościg za uciekającymi Niemcami w stronę Kalisza, a pozostałe wjechały do miasta. Żeby jednak uniknąć ewentualnego niemieckiego ostrzału, nie skręciły w ulicę 3 Maja, tylko pojechały dalej ulicą Dąbrowskiego i dopiero stamtąd skręciły w Kościuszki, następnie Mickiewicza i tą drogą dotarły na plac Zamkowy.

Po zebraniu informacji o położeniu przeciwnika przez ulicę Kramową i 3 Maja czołgi ruszyły w stronę rynku.

„Żołnierze radzieccy wyszli z maszyn z zamiarem rozpoznania sytuacji na placu Wolności i w rejonie ulicy Urbanowskiej. Chcieli naocznie przekonać się, co właściwie dzieje się na drugim brzegu Warty w rejonie obecnego POM-u i Prokuratury Powiatowej – zanotował Zdzisław Szklarkowski. - Zgodnie z otrzymanym rozkazem wybiegli na plac Wolności i w tym momencie otrzymali silną salwę z ckm-ów. Polała się krew – padli pierwsi zabici!”.

O tym, kto wtedy zginął i jak ostatecznie wypędzono Niemców z Konina napiszę w kolejnym, ostatnim już na ten temat odcinku Konińskich Wspomnień.

Przy pisaniu tego artykułu korzystałem ze wspomnień, które ukazały się w tomie „Wielkopolanie o roku 1945”, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1972.

- Antoni Studziński, Niezapomniane dni stycznia 1945 roku

- Zdzisław Szklarkowski, Narodziny nowej władzy

Ilustracją do tego tekstu jest kopia zdjęcia „Niemcy na konińskim placu Wolności. Zaprzysiężenie rekrutów”, które Antoni Studziński wykorzystał przy publikacji swoich wspomnień z lat okupacji w Roczniku Konińskim nr 8 z 1980 roku. Choć znajduje się pod nim informacja, że fotografia pochodzi z archiwum Towarzystwa Przyjaciół Konina, nie udało mi się dotrzeć do oryginału.

strona 2 z 2
strona 2/2
Ostatni opuścili koniński rynek gestapowcy. Chwilę później wysadzono mosty
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole