Skocz do zawartości
LM.plWiadomościPrezydenci Konina idą na wojnę ze swoimi urzędnikami

Prezydenci Konina idą na wojnę ze swoimi urzędnikami

KONIN JEST NASZ

Dodano:
Prezydenci Konina idą na wojnę ze swoimi urzędnikami
Konin jest Nasz

Informacje o wynagrodzeniach niektórych kierowników wydziałów w Urzędzie Miejskim w Koninie oraz przyznawanych tylko wybranym nagrodach wzburzyły nie tylko mieszkańców Konina, ale przed wszystkim urzędników, których większość słyszy na co dzień, że budżet miasta ma problemy i „musimy to przetrwać”.

Tymczasem lektura listy z wynagrodzeniami osób zajmujących w urzędzie kierownicze stanowiska pokazała, że nie wszyscy muszą zaciskać pasa. Nie wiedzieć dlaczego kierownik biura prezydenta zarabia co miesiąc o trzy tysiące więcej od głównej księgowej! Co ciekawe, kiedy w ubiegłym roku jej wynagrodzenie nieco zmalało w stosunku do poprzedniego, to w kieszeni Rafała Duchniewskiego, byłego asystent posła Tomasza Nowaka, przybyło kilkanaście tysięcy złotych.

Równie zaskakujący jest przykład innej protegowanej - w tym przypadku wiceprezydenta Witolda Nowaka - Agnieszki Gołębiowskiej. Otóż na stanowisku kierownika wydziału strategii i marketingu, z którego wyszła strategia miasta, a która żadną strategią nie jest, zarabiała w 2020 roku średnio po 10 tys. zł miesięcznie (wszystkie podawane kwoty są kwotami brutto), więcej nie tylko od kierowniczki wydziału księgowości (9 843 zł), ale i kierownika wydziału obsługi inwestora (9 558 zł) oraz kierownika wydziału urbanistyki i architektury (9 461 zł), których umiejętności i odpowiedzialności nawet nie da się porównać z obowiązkami Agnieszki Gołębiowskiej czy Rafała Duchniewskiego.

Jeszcze ciekawsze są kwoty figurujące przy jej nazwisku w 2021 roku. Otóż na wykazie przesłanym Krzysztofowi Pietruszewskiemu, autorowi bloga Konin.Mam prawo wiedzieć, znajduje się informacja, że przez pierwsze pięć miesięcy zarobiła tylko o tysiąc złotych mniej niż przez cały poprzedni rok. Daje się to wytłumaczyć jedynie wysoką odprawą, jaką Agnieszka Gołębiowska mogła otrzymać po likwidacji wydziału, ale czy to możliwe, żeby wyniosła ona ponad 55 tys. zł - nie wiem. Ponieważ nie wynika to w sposób jasny z przesłanej przez miasto informacji, skazani jesteśmy na domysły.

Przypominam tak obszernie te fakty, bo dopiero na ich tle zrozumiała się staje determinacja ludzi, którzy powołali w Urzędzie i innych miejskich instytucjach związki zawodowe. Zaczęło się w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji, gdzie w grudniu ubiegłego roku powstał Związek Zawodowy Pracowników MOSiR „Fair Play”. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że założył go Kamil Szadkowski, były dyrektor tej instytucji, powołany na to stanowisko przez poprzedniego prezydenta, a przez obecną ekipę najpierw zdegradowany do pozycji zastępcy dyrektora, a następnie zwolniony.

Były dyrektor odwołał się do sądu, który nakazał przywrócić go do pracy. Wprawdzie sąd wyższej instancji wyrok uchylił i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania, ale w trybie zabezpieczenia powództwa podtrzymał nakaz przywrócenia Kamila Szadkowskiego do pracy. Rezultaty jego aktywności mogliśmy obserwować podczas sierpniowej sesji, kiedy radni uchwalili, że pretensje domagających się podwyżek związkowców, którym pani dyrektor odpowiedziała dopiero po dwóch miesiącach, są bezzasadne. Faktem jest, że ostatecznie pani dyrektor się ugięła i przyznała swoim podwładnym podwyżkę od września. Miała to zrobić po tym, jak wyszło na jaw, że na podwyżkę dla niej pieniądze się znalazły, a ona co roku oddawała do budżetu miasta prawie pół miliona niewykorzystanych złotych z funduszu wynagrodzeń.

strona 1 z 2
strona 1/2
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole