To były bestie. Trzy ofiary mordu w Koninie. Tajemnice tragedii na Solnej
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Panowie wrócili do hurtowni i stamtąd zadzwonili do szefa. Bez skutku. Znów pojechali na Solną, ale i tym razem niczego nie wskórali. Przed siódmą zawrócili do hurtowni, gdzie zaczęto rozładowywać ciężarówkę z Holandii. Jej kierowca zasnął w kabinie, czekając na szefa, który nie pojawił się w pracy o piątej. Miał za sobą ponad tysiąckilometrową drogę z Barendrecht.
- Szef kazał mi zrobić ostateczną odprawę celną na granicy, bo w Koninie w sobotę jest zamknięte - tłumaczył policjantom.
Ponieważ w Koninie byli już o trzeciej, zdążył jeszcze podjechać do domu, wziąć kąpiel i zjeść śniadanie, żeby punktualnie o piątej zajechać pod hurtownię. Był bardzo zdziwiony, że Andrzeja W. nie ma, bo zawsze czekał, kiedy przyjeżdżali z ładunkiem.
Jakby się modliła
Wszystko to sprawiło, że po zdjęciu towaru z naczepy Paweł Jarzębowski (imię i nazwisko zmienione) wsiadł w audi Andrzeja W. i pojechał na Solną. Spotkał tam Bronisława Wesołowskiego (imię i nazwisko zmienione), który przyjechał z dwoma synami do pracy na posesji. Mieli uprzątnąć i przygotować teren pod zasiew trawy. Kiedy zobaczyli nadjeżdżające audi, pomyśleli, że za kierownicą siedzi Andrzej W. Na szczęście w samochodzie był pilot od garażowej bramy, więc ją otworzyli. Wprawdzie drzwi prowadzące do mieszkania nie miały klamki od strony garażu, ale jakoś je sforsowali.
Pierwszy ruszył na górę Paweł Jarzębowski i zaraz na półpiętrze natknął się na ciało 91-letniej Janiny E. Leżała skulona na boku z rękoma przy twarzy. Gdyby nie otaczająca ją olbrzymia ilość krwi, można by pomyśleć, że się modliła. Lekarz stwierdził później na jej ciele aż siedemnaście ran kłutych i ciętych. Zauważył także, że miała zwichnięty prawy staw barkowy, co mogło być skutkiem szarpaniny z napastnikami.
Przeżyło tylko dziecko
Mężczyzna zawołał pozostałych. 50-letni Bronisław Wesołowski podszedł do ciała leżącej kobiety, a widząc nadzwyczajną bladość Pawła, sam zajrzał do sypialni.
- Zaraz stamtąd wybiegł - zeznał do protokołu Paweł Jarzębowski. - Krzyknął, że wszyscy są zabici, tylko dziecko w sypialni płacze.
Mężczyźni pospiesznie opuścili dom, żeby zawiadomić policję, ale przypadek sprawił, że w tym samym czasie na drodze pojawił się radiowóz. Jak podali dziennikarze Gazety Poznańskiej - funkcjonariusze „weszli do willi z odbezpieczonymi pistoletami. Po chwili pojawili się w drzwiach domu z małym dzieckiem”.
Wkrótce nadjechała ekipa śledcza, która zajęła się oględzinami miejsca przestępstwa i zabezpieczaniem śladów. Całość została nagrana i zapisana w liczącym 55 stron protokole oraz rozrysowana na ośmiu szkicach sytuacyjnych.
Dobili strzałem w głowę
Ciało 21-letniej Kingi W. znaleziono w pokoju dziennym na parterze. Z zakrwawioną twarzą leżała na plecach w pobliżu stolika pod telewizor, między głębokim wózkiem i huśtawką dziecięcą a chodzikiem. Została dwa razy dźgnięta nożem w plecy, po czym - prawdopodobnie kiedy już leżała - ktoś z bliska dwa razy strzelił jej w głowę.
Andrzeja W. zabójcy dopadli w sypialni. Patomorfolog stwierdził, że prawdopodobnie przemieszczał się po pokoju obficie krwawiąc. Pierwszy strzał oddano do niego z większej odległości, sprawca trafił w ramię. Na jego ciele doliczono się ośmiu ran ciętych i kłutych, z których jedna - ta sięgająca serca - była śmiertelna. Na koniec otrzymał z bliska postrzał w głowę. Jakby ktoś chciał mieć pewność, że ofiara nie żyje.
Pieniądze i biżuterię zostawili
W obu pokojach, w których znaleziono ciała małżeństwa W., leżały na wierzchu pieniądze, w tym wciąż tak wtedy jeszcze cenne w Polsce dolary, oraz złota i srebrna biżuteria. Oprócz tego mnóstwo dokumentów i dyskietek. Dziennikarze wyciągnęli z tego wniosek, że „prawdopodobnie sprawcy nie byli zainteresowani pieniędzmi”.
Nie ustalono też jednoznacznie, w jaki sposób zabójcy dostali się do domu. Pod balkonem ujawniono wgłębienia, być może od drabiny, jaką znaleziono na terenie posesji. Wyodrębniono też sporo linii papilarnych, ślady biologiczne i traseologiczne. Pies nie podjął jednak żadnego śladu.
W pokoju gościnnym znaleziono list do Andrzeja W. z pogróżkami. O jego zawartości i przebiegu śledztwa napiszę w tekście „Bo ja zawsze odpłacam tym samym. Tajemnic tragedii na Solnej część druga".
Fot. 29 maja 1993 roku na końcu tej ulicy doszło do straszliwej zbrodni





