Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościTu nie chodzi tylko o mandat radnej: „Bo politycy to złodzieje!”

Tu nie chodzi tylko o mandat radnej: „Bo politycy to złodzieje!”

Dodano:
Tu nie chodzi tylko o mandat radnej: „Bo politycy to złodzieje!”

Pozbawienie Urszuli Maciaszek mandatu radnej, nawet jeśli odroczone w czasie z powodu jej odwołań, jest sukcesem opinii publicznej. Ale to nie zamyka sprawy, bo dopiero krytyczny stosunek ludzi Koalicji Obywatelskiej do żerowania na wspólnych pieniądzach może sprawić, że w przyszłości do miejskiej polityki mniej będzie przychodziło osób, których jedynym albo głównym celem jest chęć wzbogacenia się kosztem budżetu miasta.

Tymczasem poseł Tomasz Piotr Nowak uważa, że nic się nie stało i zamiast potępić interesowność i prywatę Urszuli Maciaszek, broni partyjnej koleżanki.

– Niech rozstrzygnie to sąd i będziemy mieli jasność, czy tam naprawdę doszło do naruszenia – powiada.

Tymczasem problem nie sprowadza się do tego, czy prowadzenie przez radną Urszulę Maciaszek działalności gospodarczej w pomieszczeniach należących do miasta jest zgodne z prawem czy nie. Tak jak wypłacenie dziesiątek tysięcy złotych polityczce KO przez jej własne stowarzyszenie z funduszy pozyskanych od miasta Konina. Być może działo się to legalnie, ale chodzi właśnie o to, żeby politycy nie przelewali budżetowych – miejskich, gminnych, powiatowych czy jakichkolwiek innych – pieniędzy do własnej kieszeni. Nawet jeżeli są to stowarzyszenia (np. Stowarzyszenie Aktywności Lokalnej „Młodzi – Aktywni” Urszuli Maciaszek) czy fundacje o szczytnych celach. Oficjalnie szczytnych celach, bo koniec końców pieniądze płyną do ich kieszeni bezpośrednio albo pośrednio, wspierając na przykład ich kampanie wyborcze.

Społeczeństwu chodzi o bardzo prostą rzecz: żeby politycy nie wykorzystywali do własnych celów pieniędzy, którymi z racji zajmowanych stanowisk dysponują, a poprzestawali na oficjalnie przyznawanych im wynagrodzeniach. Tymczasem im ciągle mało, czego przykłady codziennie widzimy na każdym szczeblu tak samorządu, jak i administracji rządowej. Najdobitniejszym przykładem tego ostatniego był Fundusz Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry i jego partii raz z solidarnością a raz z suwerennością w nazwie.

Czy może więc dziwić, że widząc to wszystko, walczący o wyższe płace lub lepsze warunki pracy ludzie krzyczą do polityków „złodzieje! złodzieje! złodzieje!”? Choć przecież do rzadkości należą przypadki, żeby jakiemukolwiek politykowi udowodniono kradzież w znaczeniu przypisywanym temu pojęciu przez kodeks karny.

Ponad pięć lat temu w przywołanym wyżej tekście napisałem, że „rzeczy zgodne z prawem, bywają czasami sprzeczne z powszechnym poczuciem przyzwoitości. I że to z powodu takich właśnie jak opisane wyżej praktyk duża część naszego społeczeństwa patrzy na politykę jak na bitwę wiecznie nienażartych wieprzów o koryto”. Owe praktyki to było wypłacanie sobie wzajemnie przez zaprzyjaźnionych prezydentów miast diet za zasiadanie w radach nadzorczych miejskich spółek.

Z przykrością stwierdzam, że przez te pięć lat poseł Tomasz Piotr Nowak niczego nie zrozumiał. Choć po przegranej w 2023 roku wyjątkowo zachłannej Zjednoczonej Prawicy powinien był zauważyć źródła porażki przeciwników. Powinien był też wyciągnąć wnioski ze swojego wyniku wyborczego sprzed trzech lat, kiedy to rzutem na taśmę z ledwością wyprzedził startującą z trzeciego miejsca na liście młodą polityczkę z Wrześni. Tym bardziej, że nie uratowały go głosy z Konina, gdzie jest najbardziej znany, tylko z Turku. Ale on nadal uważa, że w sprawie Urszuli Maciaszek, która bez zahamowań – oczywiście przy pomocy partyjnych kolegów – pełnymi garściami czerpała z konińskiego budżetu, powinniśmy poczekać na orzeczenie sądu. Co jest dla niego oczywiste, kiedy mówi o wykorzystywaniu Funduszu Sprawiedliwości przez przeciwników politycznych, przestaje dostrzegać, gdy rzecz dotyczy jego partyjnej koleżanki, prawej ręki bez mała, bo przez lata wiceprzewodniczącej Koalicji Obywatelskiej w Koninie. Poczucie odpowiedzialności za wspólne pieniądze przestaje się wtedy liczyć, nie wspominając o zwykłej przyzwoitości.

Dochodzimy w tym miejscu do źródła opisywanego zjawiska, bowiem ostatecznie to wyborcy decydują, kto reprezentuje nas w Sejmie i rządzi Koninem. Powtórzę, bo pisałem już o tym parę razy, że głosujący na posłów i prezydentów za „złodziei” mają tylko polityków z drugiej strony politycznej barykady. Ale kiedy publicznych pieniędzy nadużywają ich ulubieńcy, „złodziejami” być przestają. To dlatego Urszula Maciaszek wciąż była (i być może nadal będzie) wybierana przez mieszkańców swojego okręgu. Znają ją tam i lubią, a jeśli nawet bierze publiczne pieniądze, to przecież „robi tyle pożytecznego...”.

Nie ma innej recepty na przyzwoitość w życiu publicznym, jak wymaganie jej od ludzi, na których się głosuje. Na każdej partyjnej liście da się znaleźć co najmniej jedną uczciwą osobę, a jeśli ktoś uważa, że jest inaczej, to warto oddać głos na kogoś, kogo uważa się za najbardziej w tym gronie przyzwoitego. W przeciwnym razie nadal zamiast patrzeć politykom na ręce, będziemy się żreć między sobą. Ku ich radości i zadowoleniu.

Na koniec jeszcze jedna rzecz. Sprawa Urszuli Maciaszek jest dla radnego Roberta Popkowskiego kolejnym argumentem za zorganizowaniem referendum nad odwołaniem obecnych władz Konina. Już trzy tygodnie temu zapowiadałem, że napiszę w tym kontekście więcej tak o nim, jak i jego ostatnich poczynaniach w przestrzeni publicznej, ale znów zabrakło miejsca, tym razem z powodu posła Tomasza Piotra Nowaka. Ale wkrótce do sprawy wrócę.

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole