Ze starych dżinsów tworzy wyjątkowe torby. Każda ma swoją historię

Trzeba mieć wizję
Najpierw stare spodnie trzeba bardzo ostrożnie rozpruć. Następnie każdą część materiału pani Elżbieta rozprasowuje i wzmacnia, podklejając płótnem. Dopiero wtedy można przejść do wykroju. Zanim pojawi się gotowa torba, trzeba mieć wizję. – Trzeba wiedzieć, jakie elementy będą się na nią składały. Trzeba przewidzieć uchwyt, szelki, zamek, który później będzie wszywany. To jest podstawa – opowiada.
Każdy element powstaje oddzielnie. Dopiero później wszystkie części zostają połączone. – Zdobienie robię z obu stron. Potem wszywam zamek, wycinam i wszywam podszewkę. I dopiero na końcu z tego wszystkiego powstaje torba – wyjaśnia.
Co ciekawe, samo końcowe zszycie gotowych już elementów zajmuje kilkanaście minut. Wcześniej jednak trzeba wykonać całą żmudną pracę: przygotować materiał, zaprojektować układ, ozdobić poszczególne części, przygotować podszewkę i dopasować wszystkie elementy. – Poszczególne części torby muszę wykonać oddzielnie. Dopiero kiedy wszystko jest gotowe, mogę je zszyć – mówi.
Każda torba ma swojego właściciela
Torby pani Elżbiety są w pełni spersonalizowane. Nie powstają przypadkowo ani „na zapas”. Każda przeznaczona jest dla konkretnej osoby. Zanim zacznie pracę, pani Elżbieta zastanawia się, co dana osoba lubi, jakie wybiera kolory, czym się interesuje, a nawet spod jakiego jest znaku zodiaku. Wszystko to może później pojawić się w formie dekoracyjnego motywu.
Duże torby szczególnie dobrze oddają charakter ich właścicielek. To właśnie na nich jest miejsce na bardziej rozbudowane kompozycje, większe naszywki i szczegóły nawiązujące do zainteresowań czy osobowości obdarowanej osoby. Dlatego nie ma dwóch takich samych egzemplarzy. Każdy z nich ma swój układ, kolorystykę i opowieść.
– Nie robiłabym tego, gdyby nie sprawiało mi to przyjemności – podkreśla pani Elżbieta. – Dla mnie to jest malowanie igłą. Lubię to kombinowanie.
I rzeczywiście, jej torby przypominają trochę płótna, na których zamiast farb pojawiają się kolorowe skrawki materiałów, nici i ozdobne drobiazgi. Do dekorowania wykorzystuje tkaniny, resztki materiałów, nici, koraliki, sznureczki i wiele innych elementów. Wszystko po to, by na dżinsowej powierzchni powstał mały obraz.
Bazą są oczywiście stare spodnie: jasne, ciemne, czarne, w różnych odcieniach niebieskiego. – U nas się nie wyrzuca starych dżinsów – mówi pani Elżbieta.
Rodzina i znajomi już wiedzą, że niepotrzebne spodnie mogą dostać kolejne życie. Materiału nigdy nie jest za dużo, bo nawet większe skrawki czekają na następne zastosowania. W planach są między innymi torby zakupowe z ortalionową podszewką dla całej rodziny. Dżins wykorzystuje zresztą nie tylko przy szyciu toreb. Powstały już z niego również korale i bransoletki.
W pracowni pani Elżbiety właściwie nic się nie marnuje. Duże kawałki materiału stają się elementami kolejnych toreb, mniejsze mogą posłużyć do dekoracji, a nawet niewielkie skrawki trafiają do następnych projektów. Tak powstał między innymi pomysł na zakładki do książek. – Trzeba to po prostu lubić. Powstają rzeczy niepowtarzalne, indywidualne. I zostaje z tego pamiątka – mówi. Najlepszą nagrodą jest dla niej reakcja osoby obdarowanej. Błysk oka na widok torby uszytej i ozdobionej specjalnie dla konkretnej osoby potrafi wynagrodzić wiele godzin pracy.
Francuska muzyka, włoskie piosenki i maszyna do szycia
Tworzeniu towarzyszy muzyka. Podczas pracy w domu rozbrzmiewają francuskie i włoskie piosenki z płyt. Pani Elżbieta ma swój rytm pracy. Kiedy wpadnie na nowy pomysł, trudno jej czekać. – Kiedy szyję, potrafię wstać wcześnie rano, żeby szybko zrobić coś, co właśnie przyszło mi do głowy – opowiada. – Pracuję do obiadu. Wieczorem robię hafty i drobniejsze rzeczy – mówi.
Lubi zaskakiwać. – Jak się podoba, to widzę sens siedzenia nad „tymi starymi portkami”, prucia, zszywania, kombinowania i tworzenia czegoś nowego z używanego – mówi.
Bo dżinsowa torba nie jest dla pani Elżbiety tylko praktycznym przedmiotem. Najpierw jest pomysł, później mozolne prucie, prasowanie, wzmacnianie, wycinanie i komponowanie. Następnie pojawiają się kolory, nici, koraliki i małe szczegóły, które mają coś powiedzieć o przyszłym właścicielu. Na końcu powstaje rzecz, której nie da się kupić w sklepie. Jedyna w swoim rodzaju. Dla Elżbiety Siudy to po prostu kolejny sposób, by tworzyć.
Szukasz pracy? Kilkaset aktualnych ofert znajdziesz w naszym serwisie ogłoszeniowym.






















