Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościDlaczego „wspólny bilet” PKS, MZK i KW to sensacja dla naiwnych? Czas obudzić tańczących w chocholim tańcu

Dlaczego „wspólny bilet” PKS, MZK i KW to sensacja dla naiwnych? Czas obudzić tańczących w chocholim tańcu

Autor: Kamil Wódczak, miłośnik transportu publicznego

Dodano:
Dlaczego „wspólny bilet” PKS, MZK i KW to sensacja dla naiwnych? Czas obudzić tańczących w chocholim tańcu
opinia

Nie tak dawno, zaledwie tydzień temu, z wielką pompą, radością i entuzjazmem ogłoszono ogromny sukces – podpisanie umowy na nowy system sprzedaży biletów PKS Konin. System ten ma umożliwić zakup biletów również na autobusy MZK oraz pociągi Kolei Wielkopolskich – w ramach jednej transakcji.

Wspólny system sprzedaży biletów ma rzekomo wprowadzić nową jakość podróżowania po regionie. „Integracja!” – krzyknęli entuzjaści. Ale czy naprawdę mamy do czynienia z integracją, czy tylko ze „wspólną transakcją” ubraną w ładne hasła? Czas rozłożyć to słowo na czynniki pierwsze i zastanowić się, czy rzeczywiście jest się czym chwalić.

Zaczynając od pochwał

To, że wprowadza się możliwość zakupu biletów na trzy różne środki transportu w ramach jednej transakcji, to bez wątpienia krok w dobrą stronę. Czepiając się, można by jedynie zapytać – dlaczego tak późno? Któż z nas od lat nie czekał na możliwość kupna biletu PKS w innej formie niż gotówką u kierowcy?

Ile osób chciało pojechać na plażę do Ślesina, ale musiało się dwa razy zastanowić, jak kupić bilet, skoro wciąż trzeba mieć przy sobie gotówkę – najlepiej odliczoną? W czasach, gdy płatności bezgotówkowe niemal całkowicie wyparły gotówkę, to rozwiązanie wydaje się czymś oczywistym. Dlatego plan wdrożenia nowego systemu sprzedaży biletów można skwitować jednym słowem: „w końcu!”

Druga sprawa to wyszukiwarka połączeń i możliwość śledzenia autobusów na żywo. Trudno odnieść się do tego rozwiązania negatywnie – popularność aplikacji OnTime, która pozwala śledzić „emzetki” w czasie rzeczywistym, tylko to potwierdza. Choć – co ciekawe – aplikacja ta w Koninie nadal nie oferuje wyszukiwarki połączeń, mimo że inne miasta korzystające z OnTime już ją mają.

No, ale mniejsza o to – najważniejsze, że w końcu (to słowo pewnie będę jeszcze powtarzał) będziemy mogli sprawdzić dojazd z punktu A do punktu B, nie ograniczając się do połączeń jednego przewoźnika, lecz wygodnie wyszukać przesiadki. Śledzenie autobusów PKS na żywo to zresztą rozwiązanie w Polsce niemal niespotykane – a przy tym bardziej potrzebne niż śledzenie komunikacji miejskiej. Tu jednak z optymizmem byłbym ostrożny… o czym szerzej w kolejnym akapicie.

Na osobną pochwałę – niestety z przykrym tłem – zasługuje temat elektronicznych tablic systemu informacji pasażerskiej, o czym napiszę dalej.

Integracja? Niby tak, a jednak nie…

Przyznam szczerze – zarówno ja, jak i pewnie wielu z Was, gdy usłyszeliśmy o „integracji” połączeń PKS, MZK i Kolei Wielkopolskich, pomyśleliśmy: „Świetnie, wreszcie będzie wybór! Jak nie pojedzie MZK, to wsiądę w PKS – w końcu mam wspólny bilet.” Nic z tych rzeczy, niestety.

Wyobrażałem to sobie tak: posiadając zintegrowany bilet – np. dobowy, miesięczny lub inny okresowy, najlepiej zapisany na karcie elektronicznej czy Konińskiej Karcie Mieszkańca – w określonej strefie (np. w granicach miasta, powiatu czy uzgodnionego obszaru) można by podróżować dowolnym środkiem transportu: autobusem MZK, PKS-em albo pociągiem Kolei Wielkopolskich.
To byłaby prawdziwa integracja taryfowa – jedna sieć, jedna oferta, jeden bilet.

Nawet jeśli moje wyobrażenie brzmi zbyt idealistycznie, to wcale nie jest nierealne. Takie rozwiązania od lat działają w dużych miastach. Przykładowo w Poznaniu czy Wrocławiu można w granicach miasta korzystać z pociągów osobowych w ramach miejskiego biletu komunikacyjnego. Dzięki współpracy z zarządami transportu, pasażerowie mogą przemieszczać się różnymi środkami transportu bez konieczności kupowania kilku biletów.

Świetnym przykładem jest oferta BUS–TRAMWAJ–KOLEJ (BTK) – czyli zintegrowane bilety miesięczne obowiązujące na pociągi Kolei Wielkopolskich i POLREGIO oraz w komunikacji miejskiej organizowanej przez Zarząd Transportu Miejskiego w Poznaniu (strefy A–G). Dodatkowo, pasażerowie korzystający z komunikacji w Gnieźnie mogą w atrakcyjnej cenie łączyć bilet BTK – Strefa F - z ofertą MPK Gniezno.

To właśnie jest integracja z prawdziwego zdarzenia: nie tylko wspólna transakcja, ale wspólny system taryfowy, który realnie ułatwia podróżowanie i zwiększa dostępność transportu publicznego.


Schemat połączeń BTK, czyli zintegrowanej oferty dla podróżnych, którzy chcą wygodnie i bez ograniczeń korzystać z różnych środków transportu publicznego.

W tej całej układance niezwykle korzystnie mogłaby pomóc linia kolejowa Konin–Turek, z przystankami m.in. w Brzeźnie i Żychlinie. Gdyby rzeczywiście powstała (a już wiemy, że nie powstanie), stanowiłaby doskonały element integracji transportu w regionie. Co więcej – gdy pojawią się (o ile się pojawią…) zapowiadane przez Urząd Marszałkowski przewozy autobusowe na trasie do Turku, również one mogłyby zostać włączone do wspólnego systemu.

Gdyby wszystkim naprawdę zależało na prawdziwej integracji, w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji można by spokojnie sfinansować stworzenie takiego kompleksowego systemu – obejmującego aż trzy formy transportu: PKS, Koleje Wielkopolskie i MZK, a nawet chętnych przewoźników prywatnych, jak choćby Euromatpol, który obsługuje m.in. połączenia do Kleczewa.
Oczywiście, wiązałoby się to z dodatkowymi kosztami, ale czyż właśnie nie po to istnieje ten fundusz – by wspierać rozwiązania poprawiające jakość życia mieszkańców regionu po transformacji energetycznej?

Integracja transakcyjna a rozkładowa – zapomniany filar współpracy

W całym tym projekcie „konsolidacji” różnych form transportu publicznego zapomniano o jednym, być może najważniejszym elemencie – koordynacji rozkładów jazdy.
Bo cóż z tego, że możemy kupić wspólny bilet, skoro i tak nie zdążymy na przesiadkę?

Bez dopasowania godzin kursów nawet najlepszy system sprzedaży biletów nie będzie miał sensu. Nie oszukujmy się – ani przy Zakładowej, ani przy Marii Dąbrowskiej nikt nie analizuje, czy rozkłady MZK i PKS są ze sobą zsynchronizowane. Zmiany godzin odjazdów pociągów nie przekładają się na korekty w rozkładach autobusów.
A przecież właśnie o to w integracji powinno chodzić – by pasażer przyjeżdżający pociągiem z Poznania miał możliwość dogodnej przesiadki na autobus PKS, który dowiezie go do mniejszej miejscowości oddalonej od linii kolejowej.

To nie science fiction – takie rozwiązania z powodzeniem funkcjonują w innych regionach. Wystarczy spojrzeć na Wielkopolski Transport Regionalny, gdzie lokalne autobusy są dopasowane do kursów pociągów KW, czy na województwo małopolskie, które od lat stawia na wspólne węzły i synchronizację rozkładów. Do tego dołóżmy chociażby połączenia autobusowe ŁKA. Konin na tle tych przykładów wygląda, niestety, jak uczeń, który dostał nowy tornister, ale wciąż nie potrafi się nim posługiwać, zresztą – nie tylko w tym obszarze transportu publicznego…

„Cieszmy się z małych rzeczy […]”

Sylwia Grzeszczak w swoim przebojowym utworze, który niewątpliwie nadał tempa jej karierze, śpiewała: „Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest!”
Szczerze mówiąc, mam problem, jak się do tego odnieść w kontekście konińskiej komunikacji. Z jednej strony mam wrażenie, że lokalne władze i ich spółki od kilku lat z każdej, nawet niewielkiej sprawy komunikacyjnej, próbują zrobić sensację i sprzedać ją jako rewolucję. Owija się to w tak piękne słowa i opakowania, że aż szkoda je zrywać.

W efekcie wiele osób daje się nabrać na te zachwyty i powtarza, jakie to „wspaniałe zmiany” są wprowadzane. Tylko że – wiecie – pod tymi pięknymi szatami wcale nie musi kryć się czekoladowa pralinka, ale coś o podobnym wyglądzie, choć o zupełnie innym smaku i zapachu.

Z drugiej strony – nie nazwałbym tych rozwiązań małymi. Wręcz przeciwnie: węzeł przesiadkowy, nowoczesne systemy informatyczne, „zintegrowany” bilet (cudzysłów celowy), autobusy wodorowe – to wszystko poważne i kosztowne inwestycje.
I właśnie tu leży sedno sprawy. Wielokrotnie podkreślałem, że przy tych „nadmuchanych” projektach nie wolno zapominać o rzeczach najprostszych, najtańszych, a jednocześnie najbliższych pasażerom. Bo nie wystarczy coś kupić – trzeba jeszcze umieć z tego korzystać.  Nie wolno też zapominać o problemach i zacofaniu, które wciąż są widoczne w konińskiej komunikacji – zarówno w miejskiej, jak i regionalnej. O tym jednak szerzej za chwilę.

Patrząc na dotychczasowe doświadczenia, trudno nie mieć obaw. W przypadku PKS Konin widać to jak na dłoni – kilka miesięcy po dostawie nowych autobusów nadal nie do końca działa system informacji pasażerskiej, nie słychać zapowiedzi głosowych, na monitorach wewnętrznych trudno dostrzec trasę przejazdu, a na zewnętrznych tablicach migają szybko przewijające się napisy kierunku. To chaos, który sprawia wrażenie, jakby ktoś wciąż nie potrafił „ogarnąć” tego systemu.


Zdjęcie z wnętrza nowego Iveco PKS-u Konin – z brakiem wykorzystania potencjału systemu informacji pasażerskiej tj. brakiem prezentowanej trasy i bez zapowiedzi głosowych

Dlatego obawiam się, że z nowym systemem sprzedaży biletów może być podobnie – ambitny projekt, ale z wykonaniem może być trudniej, niż się wydaje.

Poseł Nowak idealizuje

PKS Konin od dawna jest szczególnie bliski naszemu lokalnemu posłowi Tomaszowi Nowakowi, który zresztą od lat darzy sympatią osoby związane zarówno z konińskim PKS-em, jak i z jego politycznym zapleczem – w tym Marka Ejmę, związanego zarówno z tą spółką, jak i z Koalicją Obywatelską. Ta sympatia posła Nowaka jest na tyle duża, że w jednym z ostatnich nagrań określił PKS mianem „symbolu nowoczesności”.

Rozumiem, że ostatnie niepowodzenia w innych obszarach – jak temat atomu czy pociągu IC „Lech” do Wrocławia – mogły przysporzyć Panu Posłowi trochę bólu głowy, ale na litość boską… „symbol nowoczesności”? Powiem Wam szczerze – gdybym miał większą moc sprawczą, zakazałbym wypowiadania się na temat transportu publicznego tym, którzy z niego na co dzień nie korzystają albo chociaż tym, którzy korzystają z niego tylko w ramach „konińskiej bańki”.

Panie Pośle – Konin jeszcze w tym roku był jednym z nielicznych miast, w których eksploatowano stare Autosany H9. Koniński PKS nadal posiada flotę z dużym udziałem autobusów wysokopodłogowych, a do dziś nie oferuje biletów jednorazowych dostępnych za pomocą karty lub telefonu. Wiele innych PKS-ów takie rozwiązania wprowadziło już dawno – Konin nadal nie. O incydencie z planem wynajęcia kultowego Autosana przez miłośników nawet nie wspomnę, bo to nie był symbol nowoczesności, to był symbol braku profesjonalizmu.

Po co więc idealizować i upiększać?
Mówmy językiem faktów, nie zachwytów.

strona 1 z 2
strona 1/2
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole