Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościFarsa zamiast protestu rolniczego. Nie przyjechał żaden ciągnik

Farsa zamiast protestu rolniczego. Nie przyjechał żaden ciągnik

Dodano: , Żródło: LM.pl
Farsa zamiast protestu rolniczego. Nie przyjechał żaden ciągnik
Protest

Na protest zgłoszony na 100 pojazdów i 300 osób nie przyjechał żaden ciągnik i przyszło kilkanaście osób. To nie pierwszy raz, gdy zgromadzenie organizowane przez Sławomira Dąbrowskiego nie wypala.

W południe we wtorek na ul. Dworcowej w Koninie miał rozpocząć się drugi już w tym roku protest rolników. Na miejscu ponownie pojawili się policjanci i miejscy urzędnicy, zablokowany został pas ruchu, czekali gotowi z kamerami i mikrofonami dziennikarze. Zabrakło tylko jednego – protestujących.

Protest jest, chociaż pojazdów nie ma

Niezupełnie co prawda, bo kilkanaście osób, włącznie z organizatorem Sławomirem Dąbrowskim, stanęło na Pl. Niepodległości przed KCK. Ciągników nie było żadnych. Protestujący mieli kilka flag. Po kilkunastu minutach, jeszcze w trakcie udzielania przez Sławomira Dąbrowskiego wywiadu (czy raczej monologu, bo pytania zadawać dziennikarzom było trudno), protestujący… po prostu się rozeszli. Nie zdążyliśmy nawet zrobić im zdjęcia.

Jakby absurdu było mało, po chwili do osamotnionego już Sławomira Dąbrowskiego podszedł Jacek Kruszyński z Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego Urzędu Miejskiego w Koninie.

Czy to zgromadzenie się odbywa, czy mamy odblokować ulicę? – zapytał organizatora.

Tak, odbywa się zgromadzenie, nie zostało zakończone – odpowiedział Sławomir Dąbrowski.

Ale pojazdów nie ma – zauważył Kruszyński.

Protest jest rozpoczęty, nie jest zakończony, więc nie można niczego odblokować – upierał się organizator.

Po chwili jednak odpuścił. Poinformował media, że z powodu „nieprzewidzianych okoliczności”, wyjątkowo dużych mrozów, dostał telefony od rolników, którzy nie mogli odpalić traktorów i dojechać na protest.

Urzędnicy nie mają wpływu na to, co deklaruje organizator

Niewielka skala protestu nie byłaby problemem – prawo do protestu ma bowiem każdy, niezależnie od jego skali. Problemem jest to, że po raz kolejny zgłoszenia wysyłane przez Sławomira Dąbrowskiego nie pokrywają się z rzeczywistością. Na styczniowym zgromadzeniu miało być 200 osób – było maksymalnie 30 i ok. 10 ciągników. Wtorkowy protest zgłoszony został już na 300 osób i 100 pojazdów. Faktyczna skala była jeszcze mniejsza, niż protestu sprzed miesiąca.

Te zgłoszenia mają jednak swoje konsekwencje – na ich podstawie bowiem służby, np. policja, planują zabezpieczenie wydarzenia. We wtorek było to co najmniej siedem radiowozów oddelegowanych do zabezpieczania przejazdu kolumny. Do tego zamknięta częściowo ul. Dworcowa i komunikaty w mediach o możliwych utrudnieniach, które docierały do mieszkańców.

Urzędnicy mówili we wtorek, że jeszcze ok. godz. 9 Sławomir Dąbrowski potwierdzał im zaplanowaną skalę protestu. I że na wysyłane przez niego zgłoszenia wpływu nie mają. – Prawo konstytucyjne zezwala na dowolność składania wniosków. My nie możemy na to wpływać – powiedział Paweł Figurski kierownik Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego w Koninie. – Zawsze, gdy przychodzi do nas organizator takiego zgromadzenia, staramy się wytłumaczyć mu, jak mocno ma to wpływ na funkcjonowanie miasta.

To nie pierwszy nieudany protest w wykonaniu Sławomira Dąbrowskiego. Organizował też pikiety w 2015 r. Na jedną z nich, w czerwcu, przyszła oprócz niego… jedna osoba. Mimo tego nie zamierza składać broni. Zapowiada kolejny protest w Koninie 28 lutego.

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole