Skocz do zawartości
LM.plWiadomości„Firmy w naszym mieście” - „Elektros” i „Herbakon”

„Firmy w naszym mieście” - „Elektros” i „Herbakon”

Materiał promocyjny

Dodano:
„Firmy w naszym mieście” - „Elektros” i „Herbakon”

W ramach kampanii promocyjnej „Firmy w naszym mieście” organizowanej przez Urząd Miejski w Koninie dziś prezentujemy „Elektros” oraz  „Herbakon”.

Warsztat, a następnie sklep, założył ojciec, teraz prowadzi je syn, ale pracuje już w nich także wnuk. Istniejący ponad 50 lat zakład Tomaszewskich (wcześniej Elektros) na stałe wpisał się już w koniński krajobraz gospodarczy.

Elektros, warsztat instalatorstwa elektrycznego, założony został w 1968 r. przez Jana Tomaszewskiego. Elektryk, pracownik konińskiej kopalni, postanowił zmienić coś w swoim życiu.

– Praca na kopalni jest monotonna i ciężka. Wychodził rano, wieczorem wracał. Od 1968 roku był członkiem Cechu Rzemiosł Różnych w Koninie.

Na początku warsztat mieścił się w blokowej piwnicy oraz w samochodzie, zakładanie instalacji to bowiem biznes głównie mobilny. W 1978 r. rozpoczęła się budowa zakładu przy Al. 1 Maja, w którym firma mieści się do dziś.

Gdy dostaliśmy pozwolenie na budowę warsztatu to dwa lub trzy razy tę budowę zamykali. Sprawa obiła się o Warszawę, przyjechał redaktor, opisał sytuację, znów pozwolili, zaraz potem zamknęli. Przez dwa lata zakład się budował

– wspomina dziś Marek Tomaszewski.

Od 1980 r. warsztat powiększył swoje usługi o naprawę oraz przewijanie silników elektrycznych i urządzeń agd. Od 1989 r. do warsztatu dołączył sklep i tak jest do dziś. Po wejściu do Tomaszewskich zobaczyć można bogaty asortyment urządzeń i materiałów elektrycznych, przemysłowych i hydraulicznych. Są nawet... zabawki. Po likwidacji sąsiadującego Domu Dziecka Tomaszewscy postanowili poszerzyć ofertę właśnie dla najmłodszych klientów. Prawdziwe serce zakładu to jednak piwnica, gdzie znajduje się warsztat. To tam naprawiane są silniki, sprzęt przemysłowy, agregaty prądotwórcze, elektrownie wiatrowe czy AGD.

W 2016 r. zakład, po śmierci założyciela Jana Tomaszewskiego, przejął jego syn Marek wraz z wnukiem. Przez moment w dawnym Elektrosie pracowały aż trzy pokolenia Tomaszewskich, również wnuk Jana jest elektromechanikiem i elektrykiem. Fach w ręku potwierdzony dyplomami i nagrodami to najlepsza promocja przedsiębiorstwa. Swoje umiejętności i doświadczenie Tomaszewscy przekazują dalej, ucząc młodych fachowców z Rzemieślniczej Szkoły Zawodowej w Koninie.

Mamy taką wadę, jak to ojciec powiedział, że wypuszczamy uczniów, którzy mają pracować w zawodzie, a nie mieć zawód. Więc jak ktoś wyjdzie od Tomaszewskiego to ma wiedzieć, co to jest żarówka, co to jest przewód i jaki to jest przewód

– zapewnia pan Marek.

Trudnym momentem w historii zakładu był początek XXI w.

Ojciec wielokrotnie miał dosyć

– opowiada Marek Tomaszewski.

Były problemy z płatnościami. I to nie od klientów detalicznych, ale od dużych instytucji. Robiliśmy całe instalacje, kupowaliśmy towar, a pieniądze nie wpływały. Potem więc stwierdził, że będziemy brali tylko te małe roboty, gdzie wiadomo, że pieniądze wpłyną.

Tomaszewscy jednak przetrwali, a dziś myślą o rozbudowie budynku przy Al. 1 Maja. Większa powierzchnia pozwoliłaby na rozwój firmy – powiększenie warsztatu, wygospodarowanie części magazynowej, przyjęcie pracowników oraz większej liczby uczniów. Na przeszkodzie na razie stoją względy formalne, ale Tomaszewscy nie rezygnują z tych planów. To nazwisko już bowiem do czegoś zobowiązuje.

1628169486-5p3pa8-4.jpg
1628169486-hz4tlv-5.jpg
1628169486-dg2zdw-6.jpg
1628169487-phq33i-7.jpg
1628169487-k0uqtw-8.jpg
1628169487-b9o64v-9.jpg

Zielarze-citroëniarze. W Herbakonie pomogą i zarażą miłością do francuskich aut.

– Zależy nam najbardziej na zadowoleniu klientów

– mówi Janusz Adamkiewicz, współwłaściciel sklepu zielarsko-medycznego Herbakon. Wraz ze swoją żoną pasję do ziół łączy z pasją do... citroënów.

Swój biznes państwo Adamkiewiczowie rozpoczęli w 1992 r. i na początku wcale nie zajmowali się ziołami.

Zaczęliśmy od handlu spożywczego. Pomysł na zioła urodził się, gdy zwiększył się na nie popyt. Udało nam się utworzyć hurtownię zielarską

– opowiada pan Janusz. Pierwsza siedziba hurtowni mieściła się przy ul. Żwirki i Wigury. Następnie Herbakon przeniósł się do Gosławic. Zmiany przepisów wymusiły jednak zamknięcie hurtowni. Wtedy państwo Adamkiewiczowie postawili na handel detaliczny i otworzyli sklep zielarsko-medyczny.

Od dwunastu lat firma się mocno rozwija

– przekonuje Janusz Adamkiewicz.

Zależy nam najbardziej na zadowoleniu klientów. Nie próbujemy robić tego, co niektóre firmy w Internecie, czyli wciskać towar, polecać panaceum na wszystkie choroby. My nie możemy sobie na to pozwolić. Namawiamy klientów na dobre zdiagnozowanie się: nie sugerować się tym, że jakiś lek pomaga sąsiadowi. Zależy nam bardziej na zdrowiu klientów, niż na zysku stricte.

Dziś w ofercie Herbakonu jest już niemal 3700 różnych leków i preparatów ziołowych. Właściciele sklepu stawiają przede wszystkim na jakość produktów, ich odpowiedni transport i przechowywanie. Tak, by nie traciły swoich właściwości. Nie prowadzą z tego powodu sprzedaży internetowej, ale zapraszają klientów do swojego lokalu, który dziś mieści się przy ul. 3 Maja 54.

Mamy stałą ekipę klientów, którzy do nas wracają. Jesteśmy im wdzięczni, bo dzięki temu też nasz interes się kręci. Gdy są podziękowania za pomoc to nas bardzo cieszy. To są najlepsze rekomendacje.

Praca w branży zielarskiej jest niezwykle wymagająca, trzeba bowiem trzymać rękę na pulsie: poznawać nowe produkty, ale i korzystać z wcześniej zdobytej wiedzy.

Kończyliśmy wieloetapowe kursy zielarskie w Poznaniu i w Łodzi na Akademii Medycznej. Do końca życia będziemy się uczyć. To jest fajne, że nie jest nudna ta praca. Ale, co nas cieszy, jest tendencja powrotu do naturalnego leczenia

– przekonuje Janusz Adamkiewicz.

Równie dużą wiedzę małżeństwo Adamkiewiczów ma o... citroënach. Miłością do francuskiej marki samochodowej zapałali dzięki wizytom u rodziny we Francji. Na początku lat 90. kupili citroëna 2CV z 1974 r.

Postawiliśmy go na nogi i przy tym naszym pierwszym hurcie, trudno w to uwierzyć, służył jako samochód dostawczy. Wymontowaliśmy tylne siedzenie i raz ja, raz małżonka, przywoziliśmy sobie ziółka tym citroënem. Przy pojemności silnika 600 słabo sobie radził na górkach. Miał taki słynny napis na bagażniku: „Nie mogę być szybszy, niż mój anioł stróż”. Wszyscy sympatycznie reagowali, gdy blokowaliśmy drogę pod górę na drugim, czy trzecim biegu

– śmieje się Janusz Adamkiewicz.

1628169895-fhh88i-_mg_3356.jpg
1628169895-dp_j89-_mg_3357.jpg
1628169895-gux15c-_mg_3360.jpg
1628169896-u4qh8g-_mg_3359.jpg
1628169896-8xye6_-_mg_3361.jpg
1628169896-c6td2c-_mg_3362.jpg
1628169896-61s2or-_mg_3364.jpg
1628169896-rme52g-_mg_3365.jpg
1628169897-dzi1cc-_mg_3368.jpg
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole