Skocz do zawartości

Prześlij nam swoje filmy, zdjęcia czy tekst. Bądź częścią naszego zespołu. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościKonińska Platforma podzieliła się władzą z wrogiem swojego wroga

Konińska Platforma podzieliła się władzą z wrogiem swojego wroga

Polityka

Dodano:
Konińska Platforma podzieliła się władzą z wrogiem swojego wroga

W sprawach dla Konina najważniejszych radni powinni porozumiewać się ponad partyjnymi podziałami. Już na pierwszych sesjach w nowej kadencji okazało się, że u nas takie porozumienie jest możliwe, ale czy doszło do niego dla dobra miasta, wcale już nie jest takie pewne.

Bez większego echa przemknęły informacje o sensacyjnym sojuszu zawartym przez rządzącą Koalicję Obywatelską z ludźmi skupionymi wokół tutejszego lidera Suwerennej Polski, którzy zagłosowali za powołaniem Wiesława Steinke na stanowisko przewodniczącego Rady Miasta zamiast na reprezentującego PiS Zenona Chojnackiego. Aż by się chciało zakrzyknąć młodzieżowym slangiem: co tu się odjaniepawliło?! tak bardzo niezwykły jest sojusz „lewaków” z Suwerenną Polską, uważaną przez tych pierwszych i ich wyborców za antyunijnych dewastatorów polskiej praworządności.

Jakby tego było mało, trójka radnych wybranych z list PiS zagłosowała za kandydaturami koalicji na przewodniczących komisji, w zamian za co dostali przewodnictwo dwóch komisji, w tym tak ważnej jak rewizyjna, na której czele stanął sam Robert Popkowski. W rezultacie pięć stanowisk przewodniczących komisji objęli politycy z partii Piotra Korytkowskiego, trzy radni pozostającego z nim w koalicji Wspólnego Konina, za to żadnej nie dostali ani Obywatele Konina, ani największy klub opozycyjny Prawa i Sprawiedliwości! Trudno to uznać za szukanie porozumienia ponad podziałami.

Ta zachłanność Koalicji Obywatelskiej doprowadziła zresztą do kuriozalnej sytuacji, że kandydata na przewodniczącego bardzo ważnej ale też trudnej komisji finansów trzeba było szukać z łapanki, bo nikt jej nie chciał. W desperacji politycy Platformy mieli ją nawet zaproponować Zenonowi Chojnackiemu, który również odmówił. Zainteresowanie wyraził Krystian Majewski, ale na to z kolei nie chciała się zgodzić sama Platforma.

To ostatnie nazwisko zdaje się być kluczowe dla wyjaśnienia opisanych wyżej niezwykłych zjawisk w naszej lokalnej polityce. Otóż stara pisowska gwardia nie może znieść, że tak młody człowiek wyrósł im u boku i zamiast słuchać starszych, prowadzi samodzielna politykę, a ludzie obecnej władzy z tego samego powodu najzwyczajniej się go boją. Bo gdyby to on wystartował przeciwko Piotrowi Korytkowskiemu, miałby olbrzymie szanse na sukces.

Pora na postawienie najważniejszego pytania: czy zawarte porozumienie oznacza, że powstał trwały sojusz, który zaowocuje zgodnym głosowaniem nad sprawami dla Konina najważniejszymi? Nic z tego. Nieoficjalnie tylko można usłyszeć, że była to jednorazowa transakcja, będąca owocem rozumowania opartego na powiedzeniu, że „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Starzy z PiS – głównie Zofia Itman i Sławomir Lachowicz – przytarli nosa zbyt ambitnemu młodzieńcowi, czyli Krystianowi Majewskiemu, a Platforma dała prztyczka Zenonowi Chojnackiemu, który przez lata kierował komisją społeczną. No i zmarginalizowała znaczenie opozycji występującej pod szyldem PiS.

Nie sprawdzą się więc raczej pogłoski, że szykowana reorganizacja w Urzędzie Miejskim, która zwiększy liczbę wydziałów i przyniesie kilka stanowisk kierowników do obsadzenia, obliczona była na podzielenie się nimi z nowym sojusznikiem. Reorganizacja wynika ponoć z faktu, że struktura Urzędu jest przestarzała i niefunkcjonalna, a poza tym kierownictwo chce przeciąć zaszłości wynikające z zarzutów o mobbing. Podobno może też dojść do jakichś zmian w Biurze Prezydenta, żeby pozbyć się wreszcie zastępcy kierownika, która wciąż wygrywa z prezydentami w sądzie, ale nie wydaje się, żeby ten manewr mógł się zakończyć sukcesem. Czas pokaże, co tam znowu spece od przestawiania krzeseł wymyślą.

Od osoby bliskiej prezydentowi usłyszałem też, że takie a nie inne potraktowanie opozycji wynika ze złych doświadczeń z przeszłości. Otóż do tej pory rządzący kurtuazyjnie dzielili się stanowiskami w Radzie ze swoimi oponentami, ale ci w żaden sposób się za to podczas głosowań nie odwdzięczali.

- W większości miast tak nie robią, więc dlaczego mielibyśmy kontynuować ten obyczaj – usłyszałem. – Proszę sobie przypomnieć, że na początku poprzedniej kadencji, jeszcze przed zawarciem porozumienia z Lewicą, Koalicja Obywatelska nie przewodniczyła żadnej komisji, bo nie miała w Radzie większości.

Inną ciekawostką tego całego układu jest, że Urszula Maciaszek jako szefowa komisji rodziny i spraw społecznych będzie nadzorowała wydziały, z których brała do tej pory dotacje i być może będzie się o nie nadal ubiegać. Ale to już jest temat na osobną analizę.

Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole