Ludwig Lausch - człowiek, który zastrzelił dziecko za kradzież organek
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Zdarzyło się to na tyle dawno, że dokładną datę nie sposób dzisiaj ustalić. Wiadomo, że na posterunek Ordnungspolizei, który mieścił się w jednej z kamienic przy Hermann Goering Strasse czyli dzisiejszej ulicy 3 Maja, gdzieś na wysokości konińskiego ratusza, przyprowadził malca jakiś Niemiec. Mężczyzna był świadkiem kradzieży, jakiej dziewięcioletni mniej więcej a może nieco starszy chłopiec miał się dopuścić w sklepie niedaleko kościoła ewangelickiego.
- Po lewej stronie 3 Maja był taki malutki sklepik, prowadzony przez dwóch starszych Niemców. Dewocjonalia tam mieli, broszki, organki, takie tam drobiazgi jak u Puchalskich. – Choć od tego czasu minęło prawie osiemdziesiąt lat Irena Zalewska, wtedy jeszcze Wolska, wciąż pamięta tamte wydarzenia jakby zdarzyły się wczoraj. Miała wtedy niespełna 14 lat i pracowała u Lauscha jako opiekunka do dzieci i służąca do wszystkiego, a jego żona często ją wysyłała do męża na posterunek z rozmaitymi poleceniami.
Goering i Kokoschke Strasse
– Tutejsi Niemcy mówili po polsku i dlatego rozumiałam całą rozmowę. Wynikało z niej, że chłopak był tam z grupą kolegów i kiedy oni zajmowali sprzedawców w jednym końcu lady, on w drugim sięgnął po organki. Na jego nieszczęście w tym momencie wszedł do sklepu jakiś Niemiec i to zobaczył. Złapał go za kark i przyprowadził na posterunek.
Po wysłuchaniu mężczyzny Ludwig Lausch wziął do ręki laskę, założył na głowę charakterystyczny płaski hełm i podniósł się do wyjścia.
– Nie wiem, dlaczego kulał, ale pamiętam, że leczył się u doktora Pałysa i w tamtym czasie bez laski się nie ruszał – wyjaśniła Irena Zalewska.
Ruszyli w trójkę ulicą 3 Maja w stronę rynku, a potem prosto Kokoschke Strasse czyli dzisiejszą Wojska Polskiego. Nie sposób powiedzieć nic pewnego na temat tego, dokąd Lausch chciał zaprowadzić chłopca. Być może od początku planował to, co wydarzyło się ponad kilometr dalej. Tuż przed żelaznym mostem Irena pobiegła w lewo na łąkę, bo skrótem miała bliżej do domu Lauschów przy ulicy Poznańskiej. A trzeba pamiętać, że nie było wtedy w tym miejscu zachodniego przęsła mostu.
Załatwiłem szczeniaka
Wysoki, przystojny – jak to określiła pani Irena, o ile możemy wierzyć odczuciom czternastolatki – ubrany w zielony mundur Schupo Ludwig Lausch kazał iść małemu aresztantowi przed sobą. Irena była gdzieś na wysokości połowy mostu, kiedy usłyszała donośne „uciekaj!”
- Myślałam, że Lausch krzyczy do mnie, więc ruszyłam biegiem w stronę domu, gdy nagle usłyszałam strzał! Jezus Maria! Patrzę, ktoś spada ze skarpy w dół!
Lausch strzelił do chłopca, który posłuszny jego poleceniu pobiegł przed siebie, gdy dzieciak dotarł już na koniec mostu. Być może chciał zbiec szybko na położoną niżej łąkę, więc kiedy dosięgła go kula, spadł bezwładnie na skarpę.
Szukasz pracy? Kilkaset aktualnych ofert znajdziesz w naszym serwisie ogłoszeniowym.










