Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościMajowy pochód w śniegowej brei i po wybuchu w Czarnobylu

Majowy pochód w śniegowej brei i po wybuchu w Czarnobylu

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Majowy pochód w śniegowej brei i po wybuchu w Czarnobylu
Konińskie Wspomnienia

Im bardziej ludowej władzy nie wychodziło zaspokajanie rozbudzonych nadziei społeczeństwa na lepsze życie, tym bardziej starała się robić wrażenie, że wszystko idzie zgodnie z planem. Wszystko musiało być najlepsze, najładniejsze, najbardziej udane. Nawet pochody pierwszomajowe w Koninie.

Na zdjęciach sprzed lat ilustrują to zjawisko choćby coraz wyższe trybuny, z których oficjele pozdrawiali maszerujące masy pracujące miast i wsi. Te pierwsze z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych (fot. 1-2) tylko nieznacznie górują nad ulicą, by w drugiej połowie lat siedemdziesiątych i ostatniej dekadzie PRL wyrosnąć ponad głowy tłumu do tego stopnia, że dziewczęta w ludowych strojach z trudem sięgały kwiatkami do rąk towarzyszy z komitetu, choć profilaktycznie postawiono dla nich całkiem spore podwyższenie (fot. 3-4).

50 tys. ludzi w pochodzie

Jeszcze innym przejawem tego syndromu było prześciganie się partyjnych komitetów miast i gmin w podawaniu coraz większych liczb uczestników pochodów. - Ponieważ ja do 1981 roku pisałem z pochodów relacje do Gazety Poznańskiej (w drugiej połowie lat siedemdziesiątych - Zachodniej), zawsze po zakończeniu uroczystości szedłem do komitetu partii zapytać, ile ja mam podać uczestników? - usłyszałem od Ryszarda Sławińskiego, który od 1970 roku występował 1 maja w roli konferansjera pochodów czyli tego, który objaśniał, kto aktualnie mija wypełnioną oficjelami trybunę honorową.

- Rozmowa wyglądała mniej więcej tak: „No, z 50 tysięcy to było - rzucał któryś z towarzyszy. - Czy wyście zwariowali? - mówię. - 40 tys. ma Konin! - No dobra, to 35. - Dobra, to ja daję 25... - Nie, 30!”

- No i takim targiem wyszło 30 tys. uczestników. Nikt przecież tego nie liczył, więc napisać można było wszystko. Były przypadki, ja to wiem z własnych obserwacji, że niektóre ekipy szły drugi raz! Ze trzy czy cztery razy zauważyłem, że ta sama ekipa, która już przeszła, idzie jeszcze raz. Pochód miał być długi i trwać długo i stąd było te 50 tysięcy!

Konferansjer z Wrocławia

Ryszard Sławiński przyjechał do Konina w 1967 roku, bo jego przyszła żona pochodziła z Sompolna, a poza tym tutaj mieli szansę na szybkie otrzymanie mieszkania. We Wrocławiu, gdzie oboje studiowali a on podjął pierwszą pracę w Gazecie Robotniczej, musieliby czekać na własne lokum co najmniej piętnaście lat. Zanim znalazł się dla niego etat w Gazecie Poznańskiej, przez pierwsze cztery miesiące pobytu w Koninie pracował w Powiatowym Domu Kultury i w komitecie partii zauważono, że sprawnie posługuje się mikrofonem podczas imprez. Zaproponowano mu więc, żeby razem ze Stanisławem Sroczyńskim poprowadził konferansjerkę pochodów pierwszomajowych.

Ich poprzednik, Mieczysław Bryzgalski, oświadczył bowiem, że nie jest już w stanie sam relacjonować pochodu.

- Początkowo to było proste, bo Konin nie liczył jeszcze tylu mieszkańców i nie było jeszcze tylu szkół i zakładów pracy – wyjaśnił mi pan Mieczysław (więcej w artykule "Kto zatrzymał pierwszomajowy pochód? Wspomnienia sprawozdawcy sprzed 60 lat"). - Dogadaliśmy się, że będziemy te materiały czytali we trzech, tylko Rysiu mnie poprosił, żebym zaczął. Akurat była piękna pogoda, więc zacząłem z patosem: „Nad nami piękne błękitne włoskie niebo...”. Zrobiłem wstęp, oddałem mikrofon Rysiowi i jak zobaczyłem, że dobrze im idzie, zszedłem na dół. I już nie wróciłem.

Kiedy zginęła kartka

- Najważniejszym elementem naszych przygotowań do pochodu było zebranie i uporządkowanie informacji na temat uczestników - wspomina Ryszard Sławiński. - Wszystkie firmy i szkoły przynosiły te informacje na zaplecze hali sportowej przy domu kultury, gdzie mieściła się redakcja. I potem my ze Staszkiem wykreślaliśmy co niepotrzebne, zostawiając to, co nadawało się do przeczytania. No i potem układaliśmy te kartki w kolejności, w jakiej mieli ci wszyscy uczestnicy pochodu iść, żeby to potem w odpowiednim porządku przeczytać.

strona 1 z 3
strona 1/3
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole