Majowy pochód w śniegowej brei i po wybuchu w Czarnobylu
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Po kilku pochodach konferansjerzy znali już uczestników, przynajmniej tych którzy reprezentowali swoje miejsca pracy każdego pierwszego maja.
- Jak mi zginęła kartka, to mówiłem o tych, których rozpoznawałem, a wiedziałem, że Janek czy Grzesiek nie mają nic przeciwko temu, że coś o nich powiem. Zresztą jedni pisali teksty krótkie, inni długie, a ja musiałem mówić tyle, ile było potrzeba, żeby przeszli przed trybuną, więc czasem musiałem improwizować. No i nie było siły, żeby przy takiej masie nie było pomyłek. Na przykład w sytuacji, kiedy reprezentacja jakiegoś biura była mała, a ja rozgadałem się o ich poprzednikach i w rezultacie ta nieduża grupka zdążyła przejść i ich pominąłem. Ale awantur z tego nie było, choć zdarzały się telefony z pretensjami.
Po pięćdziesiątce
W kwietniu 1971 roku Stanisław Sroczyński został kierownikiem Domu Kultury „Hutnik” i od tej pory panowie opracowywali materiały dostarczone przez uczestników pochodu w gościnnych murach placówki przy ulicy Dworcowej.
- Generalne dzieliliśmy się tymi materiałami w ten sposób, że Rysiu mówił o zakładach pracy a ja o szkołach, bo jako nauczyciel miałem na ten temat większą wiedzę - opowiadał mi osiem lat temu Stanisław Sroczyński.
Ryszard Sławiński pamięta, że w bufecie „Hutnika” spotykali się również tuż przed wyruszeniem pochodu w trasę, żeby się wzmocnić.
- Po pięćdziesiątce, nie więcej, bo przecież szło się do roboty.
Ta pięćdziesiątka pozwalała się rozluźnić i zapewnić wewnętrzne ciepło, jeśli w dniu święta klasy pracującej pogoda nie dopisała. Kiedy panowie zaczynali w 1970 roku prezentację pochodu, robili to z balkonu domu zbudowanego w 1937 roku przy dzisiejszych Alejach 1 Maja przez komendanta Policji Państwowej w Gosławicach Władysława Nowaczyka. Trybuna honorowa stała tuż obok, między sąsiednim budynkiem z cegły, który trzynaście lat temu został rozebrany, a blokiem przy Alejach 1 Maja 12. To był znakomity punkt obserwacyjny, choć balkon był mały i przez to ciasny, szczególnie kiedy do dwójki konferansjerów dołączali dodatkowi widzowie, co doskonale widać na załączonym zdjęciu (fot. 5).
Film z pochodu
Kiedy powstało województwo, władza zarządziła zmiany.
- Skoro jesteśmy województwem, to pochody w Koninie powinny dorównywać temu statusowi, uznała władza - mówi Ryszard Sławiński.
W 1975 roku trybuna stanęła przed Pałacem Sportu, który dzisiaj nosi skromniejszą nazwę hali „Rondo”. Niedawno w archiwum Amatorskiego Klubu Filmowego „Muza” odnalazła się taśma filmowa z zapisem tego dnia, którego fragment państwu prezentujemy. Nie ma do niej dźwięku, który najlepiej by oddał atmosferę wydarzenia: płynące z wielkich głośników dźwięki Warszawianki czy innych rewolucyjnych szlagierów i przebijający się przez nie monolog konferansjera. Ale wszystko, co da się zobaczyć, widać na tym filmie.
Datowanie nagrania nie jest stuprocentowe, a zostało oparte na treści transparentu niesionego przez uczennice Liceum Medycznego: „Wzmożoną nauką i aktywnością społeczną powitamy VII Zjazd PZPR”, który odbył się w grudniu 1975 roku. Od tego czasu lokalizacje trybuny honorowej się zmieniały. Kiedy stawiano ją po północnej stronie Alei 1 Maja, pochód szedł od strony piątego osiedla (fot. 6), jeśli po południowej - od Kleczewskiej. Trybuna stawała przed wejściem do Urzędu Wojewódzkiego i hotelem „Konin”. Była też naprzeciwko pływalni i przed Domami Towarowymi „Centrum” (fot. 7), gdzie zagościła na dłużej. Po opuszczenia balkonu w domu komendanta Nowaczyka, dla konferansjerów budowano z rusztowań pionową konstrukcję (fot. 8), nazywaną przez nich „jaskółką”. Kiedy pogoda nie dopisała i wiał wiatr, bywało na niej naprawdę chłodno.
Brawo Papier!
W 1978 roku doszło do nieszczęśliwego wypadku.
Kilkaset ofert mieszkań na wynajem i sprzedaż – znajdź idealne lokum szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!












