Majowy pochód w śniegowej brei i po wybuchu w Czarnobylu
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Pieczołowicie ułożone w odpowiedniej kolejności kartki wysypały się Stanisławowi Sroczyńskiemu z rąk, co pochylając się po nie, skwitował soczystym przekleństwem. Traf chciał, że w tym samym momencie jego usta znalazły się na wysokości mikrofonu trzymanego w opuszczonej ręce przez Ryszarda Sławińskiego. I powtarzane przez dziesiątki megafonów „kurrrwa” poniosło się echem po całym mieście.
- Rysiek, niech nas zastrzelą tutaj, ja nie schodzę - Stanisław Sroczyński po prawie czterech dekadach wciąż dokładnie pamiętał, co mówił do kolegi.
- Ponieważ nasza partia była ortodoksyjna bardzo - objaśnił mi sytuację Ryszard Sławiński - powiedzieli mi w komitecie: „no wiecie, towarzysze, społeczeństwo nie może słyszeć takich brzydkich słów, tym bardziej że partia nie używa, wiecie, takich słów”.
W następnym roku Stanisław Sroczyński już nie relacjonował z Ryszardem Sławińskim pochodu, za to wpuszczono na „jaskółkę” mojego klasowego kolegę Sławka Papierę, który dał się wcześniej poznać jako wybitny recytator (a wiele lat później jako współzałożyciel Radia „Konin”, potem Radia 66, wreszcie TV Konin i TV Wielkopolska). W 1979 roku mieliśmy po osiemnaście lat, więc występ przed całym niemal miastem był dla niego nie lada wyróżnieniem i sprawdzianem umiejętności. Kiedy nasze liceum zbliżyło się do jego stanowiska a więc i trybuny honorowej, kilku kolegom wyrwał się z gardeł okrzyk „brawo Papier!”, co podobno dotarło do niektórych uszu jako „brawo papież!”. A przypomnę, że działo się to pół roku po wyborze Karola Wojtyły na to stanowisko.
Trzysta złotych za 19 lat
Sławek wystąpił w tej roli jeszcze raz w 1980 roku i na tym jego przygoda z pochodami pierwszomajowymi się skończyła. Od tej pory aż do 1989 roku Ryszard Sławiński prowadził pochody sam (fot. 9). W pamięć wbiły mu się szczególnie dwa: w 1985 roku i następujący zaraz po nim. Ten pierwszy wyróżnił się niespotykanymi jak na ten dzień opadami śniegu, który natychmiast się rozpuszczał, tworząc na ulicy błotnistą bryję, w której brnęli po kostki zupełnie nieprzygotowani na taką pogodę uczestnicy manifestacji.
W 1986 roku było za to niezwykle gorąco, ale ważne było coś innego. Otóż 26 kwietnia, pięć dni przed pierwszym maja nastąpiła katastrofa w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. To był jeden z ostatnich pochodów w starym stylu.
- Co ciekawe ja przez te wszystkie lata za pracę przy relacjonowaniu pochodów nie otrzymywałem wynagrodzenia. I kiedy zbliżał się maj 1989 roku, powiedziałem, że skoro nadchodzi czas kapitalizmu, ja chcę za to pieniędzy. I dostałem wtedy trzysta złotych - za wszystkie dwadzieścia pochodów.
Dziękuję bardzo Amatorskiemu Klubowi Filmowemu „Muza” w Koninie za udostępnienie filmu z pochodu pierwszomajowego.
Załączone zdjęcia pochodzą z archiwów prywatnych:
Danuty Graczyk-Augustjańskiej, córki Kazimierza Graczyka (fot. 1)
Marii Kucharskiej, córki Haliny Owsianej (fot. 2)
Jerzego Krakowskiego, syna Ignacego Krakowskiego (fot. 5)
Ryszarda Sławińskiego (fot. 6-9)
oraz z fanpage „Dawny Konin” na facebooku (fot. 3-4)












