Polacy spięci, Niemcy na luzie. Długa historia pewnej znajomości
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

No i kolejne zaskoczenie oraz powód do zazdrości: okazało się, że niemieccy uczniowie nie noszą zbyt dużo książek ani zeszytów. Notatki prowadzili na luźnych kartkach, które później spinali i w tej postaci przechowywali. Inaczej też niż w Polsce byli oceniani. I nie chodziło tu o to, że jedynka była (i jest) u nich najlepszą oceną, a piątka najgorszą. Raczej sami zgłaszali się do odpowiedzi, rzadko miewali sprawdziany, najczęściej dopiero na koniec semestru. Wręcz rzucało się w oczy unikanie sytuacji stresowych dla ucznia.
Wszędzie rowery
Z kolei Jacka Świderskiego z IIId urzekł porządek i czystość panująca w Celle, co sprawiało, że miasto wyglądało – tak wtedy to ocenił - jak z bajki. Podobnie jak Agata również Jacek i jego kolega Marek zamieszkali w podmiejskiej wsi, która wobec Celle pełniła rolę sypialni. Gościli ich u siebie państwo Liman: właściciel prywatnej kliniki i nauczycielka języków niemieckiego oraz angielskiego. Dwaj starsi synowie gospodarzy odwozili Koninian do szkoły. Bardzo ciekawym przeżyciem dla gości z Polski było zwiedzanie fabryki Volkswagena, a potem portu w Hamburgu.
Natomiast Dawid Mendrok z IIIb trafił do domu państwa Benehl – notariusza i pielęgniarki - i zamieszkał na strychu w pokoju ich dziewiętnastoletniej córki Soni. Ponieważ dom gospodarzy znajdował się w samym Celle, do szkoły jeździli rowerami. Mogli nimi dojechać wszędzie, bo miasto pokryte było gęstą siecią dróg rowerowych. W tym samym czasie w Koninie kto żyw sprowadzał z Niemiec używane samochody, które były wtedy u nas przede wszystkim symbolem prestiżu. Rower był w społecznym odbiorze pojazdem dla biedaków i nikomu się nawet nie śniło, żeby budować dla jednośladów osobne drogi.
Polacy byli bardziej spięci
Nieco ponad pół roku później rozmawiałem z uczniami z Niemiec, którzy przyjechali do Konina z rewizytą. Nie tylko mnie zaskoczyło, że uczniowie zza Odry już w wieku 16 lat mogą palić papierosy i pić alkohol. Nauczyciele nie ingerowali w te sprawy, uważając, że jest to sprawa pomiędzy rodzicami i ich dziećmi.
- Polacy są bardziej spięci w szkole – mówił mi siedemnastoletni Jonathan Staashelm. – Są zdenerwowani podczas odpowiedzi na pytania nauczyciela. W niemieckiej szkole nie ma czegoś takiego. Jesteśmy bardziej wyluzowani. Z drugiej strony wydaje się, że polscy nauczyciele cieszą się większym szacunkiem swych wychowanków, przynajmniej tak to wygląda na zewnątrz.
Młodzi Niemcy i ich opiekunowie podobnie jak Polacy podczas wizyt w Celle mieszkali w domach swoich gospodarzy.
- Jestem już piąty raz w Polsce i po trosze czuję się już ekspertem, przynajmniej wobec słabiej znających Polskę moich rodaków - mówił w 1996 roku Hans Tauwaldt, nauczyciel z Celle. - Ta wymiana jest bezcennym wkładem do budowania wspólnej Europy. Dzięki temu nasza młodzież może się wzajemnie poznać, polubić i zrozumieć. Co roku wywożę stąd nowe, ciekawe i zaskakujące obserwacje, niejednokrotnie świadczące o tym, jak daleko wzajemne uprzedzenia i stereotypy zatarły rzeczywisty obraz naszych społeczeństw. Nie zgadzam się na przykład z opiniami, że w Polsce panuje jakiś szczególny nieporządek. Potrafiłbym wręcz wskazać miejsca czy dziedziny mogące służyć w moim kraju za wzór.
Marie Luise Kersten, która w 1996 roku przyjechała do Polski po raz pierwszy, zauważyła sporą różnicę między uczniami niemieckimi i polskimi w postawie wobec nauczycieli.
- Polska młodzież okazuje większy szacunek swoim wychowawcom - mówiła.
35 lat pielęgnowania relacji
Przez 35 lat w wymianie szkół z Konina i Celle wzięło udział ponad 3 tys. osób, które – jak wyliczyła Marzena Grzybowska, nauczycielka języka niemieckiego w konińskiej szkole – spędziły ze sobą łącznie ponad 770 dni, czyli więcej niż dwa lata i miesiąc. W tym czasie zwiedzili wiele miast w sąsiednich krajach, poznali dziesiątki nowych znajomych i nawiązali przyjaźnie, z których wiele trwa do dzisiaj. Co jeszcze ciekawsze, po latach w kolejnych wymianach brały udział dzieci uczestników wcześniejszych wyjazdów, między innymi syn wspomnianej wyżej Agaty Malechy.
Na załączonym zdjęciu z Hanoweru (fot. 1) z 1995 roku pierwsza z prawej stoi Marzena Grzybowska (wtedy jeszcze Kantarowska), obok niej ówczesna wicedyrektor Barbara Gajewska, a z lewej Beata Kołodziejczak i Grzegorz Szopa, którzy wcześniej byli w Celle jako uczniowie, a w 1995 pojechali tam w trakcie swoich studiów.
- Jesteśmy jednym z najdłuższych partnerstw polsko-niemieckich w naszym kraju i po tamtej stronie Odry – podsumowuje 35 lat współpracy Marzena Grzybowska. - Mimo że czasem politykom te stosunki polsko-niemieckie różnie wychodzą, my pielęgnujemy dobre międzyludzkie relacje. Trudne wątki historyczne podczas wymian się pojawiają, lecz nas nie dzielą.
Kilkaset ofert mieszkań na wynajem i sprzedaż – znajdź idealne lokum szybko, bezpiecznie i w dobrej cenie!






