Skocz do zawartości
LM.plWiadomościW PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu

W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
Konińskie Wspomnienia

Choć kamienica była własnością Bolesławowa Łacińskiego, ludowa władza nie pozwoliła mu na otworzenie sklepu w rynku. Produkowane przez niego wędliny były jednak tak dobre, że klienci bez problemu trafiali na tyły jego posesji od strony ulicy Słowackiego, gdzie w oficynie funkcjonowała masarnia oraz sklep z wędlinami i mięsem.

Dzieje zmagań przedsiębiorczego koninianina z nieżyczliwym prywatnej inicjatywie – jak w poprzednim ustroju nazywano niepaństwowy sektor gospodarki – ludowym państwem zakończyłem na pierwszej połowie lat pięćdziesiątych („Więzieniem we Wronkach ukarali Bolesława Łacińskiego za... sto gram soli bez rachunku”). Po zamknięciu w 1952 roku restauracji przy ulicy Dąbrowskiego czterdziestolatek utrzymywał się z sadownictwa, hodowli świń i produkcji wyrobów masarskich na wesela czy inne uroczystości rodzinne. Raz zamówień było więcej, innym razem mniej, czasami trzeba było zacisnąć pasa, po kilku latach postanowił więc ustabilizować swoją sytuację.

Kamienica bez mieszkania

Żeby otworzyć samodzielną masarnię i sklep, potrzebny mu był przede wszystkim własny budynek. Bolesław Łaciński sprzedał więc posiadaną ziemię, ale razem ze zgromadzonymi oszczędnościami jego kapitał wciąż był za mały, żeby kupić upatrzoną nieruchomość. W tajemnicy przed żoną pożyczył więc jeszcze pieniądze od przyjaciół i kupił kamienicę przy placu Wolności 10 (fot. 1). W rodzinnych archiwach nie zachowały się żadne dokumenty z tej transakcji, ale nastąpiło to najprawdopodobniej w 1957 roku, kiedy w księdze meldunkowej posesji (wtedy każdy właściciele sam prowadził rejestr osób zameldowanych) pojawiają się pierwsze zapisy.

I zaraz wyjaśnię, dlaczego nie można uznać, że zapis o zameldowaniu państwa Łacińskich jest tożsamy z datą jego zakupu. Otóż przez kilka miesięcy od nabycia nieruchomości jej nowi właściciele nie mieli gdzie zamieszkać, bo wszystkie lokale były zajęte. Bo też uprawnienia właścicieli takich nieruchomości wobec lokatorów były niewielkie.

- Nikt nie chciał się zamienić na nasze stare mieszkanie przy Dąbrowskiego – usłyszałem od Bożenny Urbaniak, córki Bolesława Łacińskiego. - Aż w końcu Rakowicz, ten z cukierni, zgodził się przeprowadzić i zamieszkaliśmy na parterze.

Sprzedawał od tyłu

Z zapisu w księdze meldunkowej wynika, że Łacińscy zamieszkali przy rynku 4 grudnia 1957 roku, a więc święta Bożego Narodzenia spędzili już w nowym mieszkaniu. Ale masarnia wciąż jeszcze wtedy nie była czynna, bo mieszczące się w oficynie pomieszczenia po stolarni, w których pan Bolesław zamierzał uruchomić zakład, wymagały sporych nakładów.

– Ojciec nie miał pieniędzy, żeby kogoś zatrudnić – wspomina Bożenna Urbaniak – więc sam musiał wszystko zrobić, łącznie ze posprzątaniem całości.

Zakład i sklep ruszyły więc dopiero w 1958 roku. Ale Bolesław Łaciński nie mógł sprzedawać swoich wyrobów w pomieszczeniach, do których wchodziło się w sposób najbardziej wygodny dla klientów, a więc tych od rynku. Ludowa władza nie mogła przecież dopuścić, żeby komuś przyszło do głowy, że prywatny sklep oferuje lepsze wędliny i mięso od państwowego czy spółdzielczego.

strona 1 z 3
strona 1/3
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole