Skocz do zawartości
LM.plWiadomościW PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu

W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
Konińskie Wspomnienia

Wybór okazało się słuszny, bo końskie wyroby do dzisiaj wspominają z sentymentem wszyscy, którzy je u pana Łacińskiego kupowali, a byli wśród nich klienci nawet z miejsc bardzo od Konina oddalonych (na ten temat również w artykule „Co wypadki na drogach miały wspólnego z wędlinami, czyli tajemnice końskiej jatki”).

Mięso dla pana z urzędu

Jednocześnie bohater naszej opowieści bardzo mocno zaangażował się w działalność Cechu Rzemiosł Różnych i został członkiem jego komisji rewizyjnej, czego pamiątką jest zdjęcia pełnego jej składu z 1965 roku. Od prawej strony widzimy na nim (fot. 3): Bolesława Łacińskiego, Bolesława Dziubczyńskiego, przewodniczącego komisji Leona Rajskiego oraz Mieczysława Drapińskiego (u góry) i Wojciecha Tomickiego.

Każdy z nich mógłby zapewne opowiedzieć, jak był nękany przez urzędników sanepidu i skarbówki wszelkiego rodzaju kontrolami. I każdy borykał się z brakami surowców do produkcji. Kiedy Bolesław Łaciński nie dostał tyle mięsa, ile potrzebował (receptura przewidywała dodawanie do wędlin z koniny jakiegoś procenta wieprzowiny), trzeba było wybrać się do urzędnika osobiście.

- Mój ojciec umiał załatwiać takie sprawy – wspomina Bożenna Urbaniak. – Wieczorem w każdą sobotę wysyłał mnie z wielką torbą żywności do pana z wydziału handlu do domu. A kiedy przyjeżdżali PIH-owcy (PIH – Państwowa Inspekcja Handlowa – dop. RO) z Poznania, ojciec brał torby, ładował do pełna i odwoził ich na dworzec.

Domiar za ogony

Urzędnikom nie udało się Bolesława Łacińskiego pokonać, natomiast w wieku zaledwie 59 lat uległ chorobie nowotworowej. Na pogrzebie, który odbył się w sierpniu 1969 roku, zjawiły się tłumy koninian (fot. 4). Jakby na ironię losu jeszcze tego samego dnia w domu pojawili się urzędnicy skarbówki. Jak się okazało, dopatrzyli się, że w rozliczeniach z fiskusem nie uwzględniał włosia z końskich grzyw i ogonów. Było powszechną niemal praktyką, że prywatni przedsiębiorcy, pozostający pod wyjątkową kuratelą wszelkich urzędów, które na każdym kroku utrudniały im osiąganie zysków, wykorzystywali każdą nadarzającą się okazję, żeby ukryć przed fiskusem przynajmniej jakąś część dochodów.

Przyłapany na prawdziwym czy rzekomym oszukiwaniu organów podatkowych przedsiębiorca był karany tak zwanym domiarem, czyli nadzwyczajnym podatkiem w horrendalnej wysokości. Kogo było stać, gromadził na taką okazję zaskórniaki, żeby nie popaść w ruinę.

W ślady ojca

Po śmierci głowy rodziny jego bliscy spłacili dług skarbówce a prowadzenie interesu przejął - choć miał zupełnie inny pomysł na życie - starszy syn Grzegorz. Nie czuł się jednak dobrze w roli prywatnego przedsiębiorcy i po około czterech latach zrezygnował. Wtedy Barbara Łacińska wydzierżawiła zakład kierownikowi masarni w Rychwale, ale kiedy przyszła połowa lat siedemdziesiątych a wraz z nią radykalne pogorszenie zaopatrzenia, również i on się poddał.

W ślady ojca poszły dwie jego córki. Wprawdzie Bogdana przez prawie dziesięć lat pracowała jako położna, ale po tym czasie zdecydowała się na zmianę zawodu i ostatecznie zrezygnowała z państwowej posady. Od początku natomiast na własny tylko rachunek pracowała najmłodsza z córek pana Bolesława – Ewa.

Tekst ten dedykuję Bogdanie Walickiej, która pierwsza opowiedziała mi fascynujące dzieje swojego ojca, ale nie doczekała niestety publikacji poświęconego mu artykułu, zmarła bowiem 29 czerwca 2020 roku.

strona 3 z 3
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
W PRL nie mógł zamieszkać we własnej kamienicy ani otworzyć sklepu od frontu
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole