Skocz do zawartości

Prześlij nam swoje filmy, zdjęcia czy tekst. Bądź częścią naszego zespołu. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościSienkiewicz nie miał dobrego zdania o odwadze i patriotyzmie konińskiej młodzieży

Sienkiewicz nie miał dobrego zdania o odwadze i patriotyzmie konińskiej młodzieży

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Sienkiewicz nie miał dobrego zdania o odwadze i patriotyzmie konińskiej młodzieży
Konińskie Wspomnienia

Pierwsza remiza strażacka w Koninie znajdowała się niespełna sto metrów od kamienicy Petschków, bardziej znanej pod przyjętym po ślubie przez Stefanię Petschkównę nazwiskiem jej męża Esse. Murowana szopa (na fot. z 1910 roku) stanęła po 1877 roku na placu zajmowanym dzisiaj przez budynek nieczynnej już pierwszej konińskiej elektrowni przy ulicy Staszica (wtedy Nowej).

Petschkowie byli też wśród inicjatorów powołania ogniowej straży do życia i członkami pierwszych jej władz. Ich zaangażowania łatwo wytłumaczyć faktem, że jako współwłaściciele największego wtedy - po kościele - murowanego budynku w mieście, chcieli się zabezpieczyć przed pożarem, o który było bardzo łatwo w Koninie w połowie zapełnionym drewnianą zabudową.

162 budynki z drewna

Sporządzony kilka lat po utworzeniu straży ogniowej wykaz przechował dla potomnych informację, że w 1883 roku w Koninie było 176 budynków murowanych i aż 162 drewnianych. I było to świadectwem niezwykłej rozbudowy miasta, jaka nastąpiła po wielkich pożarach z końca XVIII i początku XIX wieku, kiedy te drugie zdecydowanie w mieście przeważały. Warto odnotować, że spora część nowych murów urosła przy wykorzystaniu materiałów pozostałych po rozbiórce konińskiego zamku i pod naciskiem pruskich władz zaborczych, którym Konin podlegał w latach 1793-1815.

Powody powołania do życia straży ogniowej miały jednak charakter – podobnie jak w innych miastach Polski – bardziej ogólny. Otóż już w kwietniu 1818 r. minister policji wydał instrukcję na temat zapobiegania pożarom i ich zwalczania. Podporządkowując się tym zaleceniom, władze Konina zakupiły sikawki i obok ówczesnej siedziby Starostwa, w którym dzisiaj znajduje się Urząd Miejski, zbudowały szopę do ich przechowywania.

Nosili dwieście litrów wody

Sprzęt do gaszenia pożarów zaczęli również nabywać właściciele dóbr ziemskich i miejskich nieruchomości. Od dzisiejszego różnił się nie tylko tym, że ówcześni strażacy nie dysponowali współczesną techniką. Dwieście lat temu wody na miejsce pożaru nie dowożono nawet beczkami, ale donoszono w drewnianych stągwiach o pojemności – jak napisał Antoni Studziński, który w Roczniku Wielkopolski Wschodniej opublikował artykuł o pierwszym stuleciu konińskich strażaków - kilkunastu wiader, czyli mniej więcej dwustu litrów. Ze względu na potężną wagę takiego pojemnika z wodą, zakładano do niego specjalne nosidła, które pozwalały udźwignąć ten ciężar co najmniej czterem mężczyznom.

W 1836 roku nałożono na właścicieli nieruchomości obowiązek zaopatrzenia się przez co trzeci dom w bosak, a kolejne przepisy nakazywały im przybycie na miejsce pożaru z wyznaczonym narzędziem. Żeby to jakoś uporządkować i uniknąć sytuacji, że na przykład wiader będzie za dużo a drabin za mało, każdemu przypisywano konkretne narzędzie, które w późniejszym czasie malowano przy tabliczce z numerem nieruchomości.

Nagroda za dowiezienie sikawki

O ile wspomniane uregulowania pozwalały zgromadzić niezbędny do gaszenia sprzęt, to problemem wciąż było dostarczenie sikawek do pożaru. Wymyślono wtedy nagrodę dla tego, kto najszybciej dostarczy konie i przy ich pomocy sikawki do pożaru. A była to niemała kwota, bo wynosiła za każdym razem około sześć procent ceny nabycia sikawki.

Pozostawał jeszcze problem do rozwiązania najtrudniejszy. Ktoś musiał bowiem z wykorzystaniem zgromadzonego w ten sposób sprzętu fachowo i bezpiecznie dla siebie oraz osób postronnych całą tę akcję ratowniczą przeprowadzić. Wzorując się na przykładzie Drezna, Hamburga czy Paryża, gdzie od XVII i XVIII wieku funkcjonowały zawodowe straże ogniowe, jako pierwszą na ziemiach polskich w 1836 roku zorganizowano taką również w Warszawie. W 1864 powstała straż ochotnicza w Kaliszu, dwa lata później w Krakowie, a w 1871 roku w Częstochowie.

Rosjanie bali się ochotników

W Koninie pierwsze zabiegi wokół powołania do życia straży ochotniczej podjęto w roku 1870. Na czele komitetu organizacyjnego stanął ówczesny burmistrz Ludwik Ligocki, do którego dołączyli między innymi: właściciel browaru August Jahns, właściciel mydlarni Heliodor Hoffman, aptekarz Felicjan Leśkiewicz, wspomniani wcześniej August i Fryderyk Petschke, Walenty Drygas i Jan Cielęcki oraz – jak wspomina w książce wydanej na 150-lecie konińskiej straży Ryszard Sławiński - lekarze Grodnicki i Kosztulski.

Grono to opracowało „ustawę Straży Ogniowej w Koninie”, którą po kilku miesiącach badań zatwierdził ówczesny minister spraw wewnętrznych. Badania musiały trwać, pamiętajmy bowiem, że rzecz działa się zaledwie sześć lat po zakończeniu krwawego powstania styczniowego i władze obawiały się, żeby organizacja nie została przez Polaków wykorzystana do działań przeciwko rosyjskiemu zaborcy. Duży udział koninian pochodzenia niemieckiego i Żydów w inicjatywie sprawił, że zgodę w końcu wydano.

Ojcowie założyciele

Mimo to sprawa utknęła z braku pieniędzy i ruszyła z miejsca dopiero po ich zgromadzeniu cztery lata później. Ostatecznie protokół o zawiązania Ochotniczej Straży Ogniowej w Koninie podpisano 4 lipca 1874 roku, a w gronie członków założycieli oprócz już wymienionych znaleźli się jeszcze: Mikołaj Andrzejewski, Wilhelm Backe, Heyman Dawidowicz, Walenty Drygas, Paweł Gniazdowski, Adam Górecki, Teofil Horowski, Józef Kaczorowski, Ludwik Kępa, Bernard Klotz, Salomon Klotz, L. Kott, Karol Kucharski, Jan Kurzawski, Edward Lange, Władysław Lipiński, Andrzej Lisiecki, Reinhold Mantey, Jan Nagajewski, Roman Olszewski, Józef Pancerman, Feliks Stanowski, Władysław Sydra, Szeptałowski, A. Sznejder, Antoni Szlawkowski, H. Torończyk i Konstanty Wiener.

Topornicy i dozorcy

Pierwszym naczelnikiem konińskiej straży został August Jahns a pomocnikiem i kasjerem - Heliodor Hofman. W Radzie Nadzorczej znaleźli się: Teodor Labude - rekwizytor, Fryderyk i August Petschkowie - brandmistrze i Chrupczałowski - sekretarz. Zarząd wspierany był przez członków honorowych, wśród których historia odnotowała takie nazwiska zacnych obywateli ówczesnego Konina, jak: Bacciareli, Ignacy Krywult czy Wincenty Urbanowski, ojciec słynnej powieściopisarki Zofii.

strona 1 z 2
strona 1/2
Sienkiewicz nie miał dobrego zdania o odwadze i patriotyzmie konińskiej młodzieży
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole