Skocz do zawartości

Masz ważną informację? Prześlij nam tekst, zdjęcia czy filmy na WhatsApp - 739 008 805. Kliknij tutaj!

LM.plWiadomościBył gimnazjalistą, kiedy aresztowało go UB. Więzienna historia Jana Sznajdra

Był gimnazjalistą, kiedy aresztowało go UB. Więzienna historia Jana Sznajdra

KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

Dodano:
Był gimnazjalistą, kiedy aresztowało go UB. Więzienna historia Jana Sznajdra
Konińskie Wspomnienia

Miał zaledwie 22 lata, kiedy prosto po odsiedzeniu pięcioletniego wyroku przyjechał do Konina. I właśnie dlatego lekarze nie brali od niego pieniędzy za leczenie, a sklepikarze zapłaty za towar. Bo ten wyrok to była kara wymierzona przez stalinowski sąd za działalność antykomunistyczną.

Jan Sznajder, współtwórca najbardziej znanego konińskiego kabaretu, artysta plastyk, projektant i wykonawca dekoracji w pierwszej kawiarni nowego Konina, człowiek przez całe życie zaangażowany w życie społeczne swojego miasta zmarł 15 lutego tego roku w wieku 92 lat, o których będzie ta opowieść.

Zapowiedź długiego życia

To nie pierwszy raz, kiedy nekrologi z jego nazwiskiem pojawiły się w Koninie. Już 35 lat temu rozklejał je osobiście... Jan Sznajder. Zresztą sam lubił o tym opowiadać:

- „To sam sobie pan wiesza”, zapytał mnie znajomy, który zatrzymał się przy mnie. A że był mocno podpity, niewiele widział poza dużymi literami imienia i nazwiska – opowiadał mi pan Jan dwa lata temu. - Gdyby przeczytał całość, dojrzałby, że wiek się nie zgadza, bo mój stryj o tym samym co moje imieniu był ode mnie o ćwierć wieku starszy. Ale to nie koniec, bo w tym samym czasie zaczepił mnie na ulicy Stasiu Maciejewski i niemal rzucił mi się w ramiona z radości, że ja żyję. „Moja żona przeczytała klepsydrę na słupie i mówi, że nie żyjesz!”.

Tak to na pewien czas za sprawą zbieżności imion z bratem swojego ojca Jan Sznajder został przedwcześnie w wieku niespełna 60 lat uśmiercony. Co było być może – jak to często w takich sytuacjach się mówi - zapowiedzią długiego życia.

Wyrok dla gimnazjalisty

Nie sposób jednak o nim opowiadać, nie zacząwszy od surowego wyroku, jaki wydano, kiedy był jeszcze uczniem. Naukę w Gimnazjum Ogólnokształcącym w Słupcy rozpoczął w 1948 roku, a na początku drugiej klasy zaproponowano mu przystąpienie do konspiracyjnej Polskiej Partii Wolności.

„Do mnie należało wykonywanie i rozlepianie ulotek, wypisywanie na murach haseł i symboli Polski Walczącej, kolportaż zakazanych druków i książek i temu podobne. Udanym pomysłem, który wywołał pożądany odzew społeczeństwa, była przeprowadzona przez nas akcja oblania atramentem «pomnika wdzięczności» w Słupcy”. - napisał w książce „Szkło bolesne. Wspomnienia więzienne”.

Dwie doby na przesłuchaniu

Rok później 17-letni Jan Sznajder został razem z dwoma kolegami zatrzymany w niewielkiej miejscowości pod Piłą, gdzie od tamtejszego gospodarza mieli przejąć broń. Najpierw trafił do aresztu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) przy ulicy Kochanowskiego w Poznaniu. Pierwsze przesłuchanie trwało dwie doby bez żadnej przerwy na sen. Potem przewieziono go do aresztu śledczego WUBP przy ulicy 27 Grudnia.

Powszechne było wymuszanie zeznań biciem, wbijanie drzazg pod paznokcie czy przytrzaskiwano palców szufladą biurka, ale Jana Sznajdra to nie spotkało.

„Ja nie byłem bity. Uderzenia w twarz, gdy nie chciałem podpisać protokołu zeznań niekorzystnie dla mnie sformułowanych przez śledczego, trudno nazwać metodycznym biciem, w jakim zapamiętywała się większość oficerów śledczych wobec innych więźniów. Mój śledczy widocznie wolał inne metody. Musiałem na przykład przez cały czas przesłuchania siedzieć na jednej nodze stołka, który w tym celu obracany był do góry nogami, albo musiałem stać kilka godzin bez przerwy”.

Tortura przy... piecu

Wspomnienia Jana Sznajdra pokazują, że pomysłowość sadystów przekracza wyobrażenia przeciętnego człowieka. Otóż któregoś razu polecono mu ubrać się we wszystko, co posiada, bo zostanie przewieziony na Kochanowskiego, a na dworze jest bardzo zimno. Chłopak posłuchał, ale zamiast wyprowadzić z budynku, zaprowadzono go do pokoju śledczych.

„Bez rozbierania, tak jak przyszedłem, kazano mi usiąść na stołku postawionym obok buchającego żarem pieca. Po kilkunastu minutach poczułem spływające po mnie pierwsze strużki potu. Wtedy było to jeszcze raczej zabawne i z zaciekawieniem, z jakąś łagodną niejako pobłażliwością obserwowałem reakcję mego własnego ciała na nieznaną mi dotąd metodę zastosowaną przez śledczego. Miałem jeszcze pełną kontrolę nad przesłuchaniem. Po 2-3 kwadransach sytuacja przestała być zabawna. Oczy paliły od znajdującej się w pocie soli. Już nie czułem strużek potu, zdawało mi się, że zanurzam się w jakiejś gorącej cieczy, która po chwili robi się lodowato zimna. Ślepłem. Zacząłem tracić kontrolę nad odpowiedziami na zadawane w koło Macieju te same pytania śledczego. Z wysiłkiem zbierałem myśli, topiąc się w obrzydliwej, wypływającej ze mnie gorącej mazi. Nie wiem, jak długo trwało przesłuchanie. Dwie, trzy godziny?... Kompletnie wyczerpany zostałem przez oddziałowego odprowadzony do celi”.

12 lat więzienia na 18. urodziny

W lutym 1951 roku doręczono Janowi Sznajdrowi akt oskarżenia, a na początku marca jedenastka młodych ludzi stanęła przed Wojskowym Sądem Rejonowym. Proces odbywał się w gmachu garnizonu wojskowego przy ul. Fredry w Poznaniu i trwał trzy dni. 12 marca r. został ogłoszony wyrok w oparciu o kodeks karny Wojska Polskiego. Jan Sznajder dostał najwyższy wyrok – 12 lat pozbawienia wolności. Jeden z podsądnych dostał 10 lat, trzech osiem, a siedem lat kolejna trójka. Wśród tych ostatnich był Roman Werbiński, późniejszy dyrygent orkiestry dętej Kopalni Węgla Brunatnego i człowiek również znany w Koninie z aktywności społecznej i piastowania różnych funkcji. Ostatnie trzy wyroki opiewały na sześć i pięć lat pozbawienia wolności.

strona 1 z 2
strona 1/2
Potwierdzenie
Proszę zaznaczyć powyższe pole