Dziwił się, że dzieci przed nim uciekają, nawet własnemu ojcu groził, że go zastrzeli
KONIŃSKIE WSPOMNIENIA

- Jak wykopki przyszły, to kobiety pchały się do niego do pracy. Ja im nosiłam posiłki, ale któregoś dnia mocno się spóźniłam, bo Lauschowa nie przygotowała podwieczorku na właściwą godzinę. Zrobił jej porządną awanturę. Krzyczał, że ludzie pracują i jedzenie musi być podane na czas.
Skarga do Arbeitsamtu
Ten najgorszy czas służby u Melidy Lausch skończył się, kiedy Ludwig zapomniał zabrać do pracy klucza do służbowej szafki i zadzwonił do domu, żeby Irena mu go przyniosła. Chwilę wcześniej Melida pobiła dziewczynę, bo wyprane przez nią poprzedniego dnia pieluchy nie wyschły. Kiedy zaszła na posterunek, okazało się, że Lausch jest na odprawie, więc wykorzystała wolną chwilę, żeby odwiedzić rodziców. Na wieść, że Irena została pobita, zlecieli się wszyscy sąsiedzi i razem naparli na panią Wolską, że musi iść na skargę do Arbeitsamtu.
Chcąc nie chcąc, kobieta poszła i złożyła zażalenie, co sprawiło, że Ludwig zaproponował Irenie pracę w gospodarstwie swoich rodziców w Genowefie. Dziewczyna przystała na propozycję z radością, bo zdążyła już poznać starszą panią Lauschową jako osobę miłą i życzliwą. Przeniosła się w połowie 1943 roku, krótko o tym, jak Ludwig Lausch niemal na jej oczach zastrzelił dziewięcioletniego mniej więcej chłopca, który usiłował ukraść ze sklepu organki („Ludwig Lausch - człowiek, który zastrzelił dziecko za kradzież organek”).
W Genowefie Irena miała okazję usłyszeć, jak Ludwig podczas kłótni ze swoim ojcem wykrzyczał mu w twarz groźbę: „Jak bym ja wiedział, że ty coś przeciw III Rzeszy zawiniłeś, to ja ci pierwszy kulę w łeb strzelam!”. Sama też miała okazję usłyszeć od niego podobne słowa. Otóż Melida postanowiła zemścić się na Irenie za doznane upokorzenie i doniosła mężowi, jakoby dziewczyna powiedziała, że Lausch zagarnął futro bogatego Polaka. Chcąc zmusić dziewczynę do przyznania się, Ludwig zamknął ją na cały dzień w areszcie. Wypuszczając wieczorem przykazał, że ma się u niego stawić następnego dnia rano. „Jak to jest prawda, zastrzelę i psu na poszarpanie dam” – rzucił na pożegnanie.
Pogłaskał po głowie
Udało jej się na szczęście wybronić przed zarzutem i dotrwała cała i zdrowa do wyzwolenia. Do domu wróciła z Genowefy tego samego dnia, kiedy wojska radzieckie wkroczyły do Konina. Na miejscu dowiedziała się, że Lausch zapakował całą rodzinę na wóz i kazał Władysławowi Jakubowskiemu wieźć się do Poznania. W Gnieźnie się rozstali i ślad po Ludwigu Lauschu zaginął. O grozie, jaką ten człowiek budził w dzieciach opowiedział mi również Henryk Kubiak, który mieszkał podczas wojny w Czarkowie, rówieśnik Józefa Dobreckiego.
– Wszyscy słyszeli o zastrzeleniu przez niego chłopca, więc panicznie się go baliśmy. Któregoś dnia już pod koniec okupacji zatrzymał nas na ulicy i zapytał, dlaczego tak przed nim uciekamy. A potem zabrał nas do sklepu pani Zielińskiej na rogu Kleczewskiej i Poznańskiej, dał każdemu po kilka landrynek i pogłaskał po głowie.
Pytania bez odpowiedzi
Opowieść o Ludwigu Lauschu spotkała się z bardzo żywą reakcją czytelników. Choć udało się dzięki temu potwierdzić szczegóły relacji pani Ireny Zalewskiej, wciąż nie wiadomo, kim był zastrzelony przez Niemca chłopiec. Jest bardzo prawdopodobne, że nie był mieszkańcem Konina, co by wyjaśniało, dlaczego w pamięci mieszkańców nie zachowało się jego nazwisko. Jest kilka obiecujących hipotez, które będę chciał zweryfikować i – jeśli uda mi się coś nowego ustalić – na pewno napiszę o tym w „Konińskich Wspomnieniach”. I wciąż zachęcam wszystkich Państwa do dzielenia się swoją wiedzą na temat opisanych w obydwu artykułach wydarzeń (email: r.olejnik@firma.lm.pl, tel. 730 000 130).
Nie mógłbym opowiedzieć tej historii, gdyby nie zechciała mi jej opowiedzieć pani Irena Zalewska. A dotarłem do niej dzięki kilku zbiegom okoliczności i życzliwości paru osób, którym – podobnie jak autorce tych wspomnień – winien jestem wdzięczność i ogromne podziękowania. Jest wśród nich pan Henryk Kubiak, który jako pierwszy powiedział mi o związkach Ireny Zalewskiej z Ludwigiem Lauschem. Natomiast w dotarciu do niej bardzo mi pomogła Emilia Wasielewska, która skontaktowała mnie z Iwoną Nolbert i Henrykiem Grabowskim, wnukiem pani Ireny. A w trakcie rozmowy i konsultacji obu tekstów niezwykle pomocna była jej córka Urszula Grabowska. Na koniec dziękuję obu panom Dobreckim, którzy podzielili się ze mną swoją wiedzą, a Krzysztofowi Dobreckiemu za udostępnienie zdjęcia domu swojej babci.
Mamy swój kanał nadawczy. Dołącz i bądź na bieżąco!












